Krajowy Plan Odbudowy (KPO) miał być wizytówką rządu Donalda Tuska, symbolem odbudowy gospodarki, wsparcia dla przedsiębiorców i krokiem ku nowoczesnej Polsce. Obiecywano profesjonalizm, transparentność i koniec z „kolesiostwem” jak za czasów PiS-u. Brzmiało pięknie, niemal jak bajka o państwie, w którym publiczne pieniądze służą dobru wspólnemu. Tymczasem, niespełna dwa lata po wyborach w październiku 2023 roku, KPO stało się synonimem hipokryzji, niekompetencji i marnotrawstwa.
Rafał Dawid, gazeta@radomszczanska.pl
Zamiast innowacji mamy jachty, zamiast fachowców - urzędników przymykających oczy na absurdy, a zamiast „lepszej Polski” - tłumaczenia, które obrażają inteligencję Polaków.
Zacznijmy jednak od podstaw. KPO to nie tylko dotacje, ale i gigantyczna pożyczka - ponad 34 miliardy euro, które Polska będzie spłacać przez dekady. To ciężar, który poniesiemy wszyscy, niezależnie od tego czy jemy kebaby, pizzę czy wolimy domowe obiady. Te pieniądze miały finansować transformację energetyczną, nowe technologie i odbudowę po pandemii. Zamiast tego spora część funduszy poszła na projekty, które z......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 86% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze