Nie rozumiem, czego nie rozumiał kilka dni temu radny Łukasz Więcek. A konkretnie jego oburzenia nieobecnością prezydenta Jarosława Ferenca na spotkaniu z mieszkańcami Miłaczek. Przeczytałem post Więcka i zacząłem się zastanawiać o co chodzi i czego radny nie złapał. Przecież nie od dziś wiadomo, że w polityce chodzi się nie tam gdzie się jest zapraszanym, tylko tam gdzie jest się mile widzianym, gdzie miło się spędzi czas, gdzie nie ma niezręcznych pytań albo gdzie można trochę pobłyszczeć - choćby światłem odbitym. Unikać należy natomiast miejsc, w których nie brak oponentów albo atmosfera może być niezbyt przyjazna. To wizerunkowi nie służy, a na rok czy półtora przed wyborami, na strzał nie należy się wystawiać.
Daniel Łuszczyn
felietony@radomszczanska.pl
Całe zamieszanie wzięło się stąd, że pan prezydent był zaproszony 8 września na spotkanie z mieszkańcami Miłaczek organizowane przez radnego Kopcia. Oczywiście uzgodnienia zapadły dużo wcześniej, nawet kilka miesięcy wcześniej. Krótko przed terminem prezydent poinformował, że na spotkaniu nie może być. Ale za to może być na innym. W tej samej okolicy. Na Sanikach. No i kilka dni wcześniej. I organizowanym przez radnego wywodzącego się z ugrupowania Jarosława Ferenca. Zaskakująca zmiana. W dodatku skrzętnie maskowana przez miejskich urzędników, którzy pousuwali z oficjalnych publikato......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 80% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze