Kilkoro radnych rady miejskiej jest zatrudnionych w spółce i innych jednostkach Radomska. Ci sami radni podejmują decyzje dotyczące dotyczących finansów np. PGK. Choćby o przekazaniu kasy dla ich zakładu pracy. Widzicie ich, jak tłumnie idą kontrolować prezydenta?
Arkadiusz Ciach, gazeta@radomszczanska.pl
8 marca 1990 roku Sejm RP przyjął ustawę o samorządzie gminnym, która zakładała wprowadzenie jednostopniowego samorządu terytorialnego. 27 maja 1990 roku w 2383 gminach odbyły się w pełni demokratyczne wybory samorządowe. Tego dnia weszła w życie jedna z najważniejszych reform czasu transformacji ustrojowej. Gminne Rady Narodowe zostały zastąpione przez Rady Gmin, w skład których weszli radni wybrani w oparciu o demokratyczną ordynację wyborczą, na 4-letnią kadencję.
Następny etap reformy samorządowej został wprowadzony 1 stycznia 1999 roku. Powstały dwa kolejne szczeble samorządowe - powiaty i samorządowe województwa. Natomiast w 2002 roku po raz pierwszy wybieraliśmy w wyborach bezpośrednich wójtów, burmistrzów i prezydentów. Ewenementem w najnowszych dziejach samorządu było ustanowienie w 2018 roku kadencji, która miała trwać pięć lat, a wszystko wskazuje na to, że będzie to 5 lat i 6 miesięcy.
Wielu uczestników życia publicznego, komentatorów i analityków twierdzi, że reforma samorządowa była, jeśli nie jedyną udaną, to przynajmniej najbardziej udaną reformą od 1990 roku. Praktyka pokazuje jednak, że pomimo wielu niezaprzeczalnych dokonań samorządu, targają nim patologie, których głównym źródłem są błędne założenia systemowe, a co za tym idzie rozwiązania legislacyjne.
Patologia nadal funkcjonuje
W pierwszej kadencji rad gmin (1990-1994) w małych gminach rady liczyły od 15 do 18 radnych wybranych w jednomandatowych okręgach wyborczych. Natomiast zarządy gmin mogły liczyć od 4 do 7 radnych. Tak więc istniała możliwość powoływania organów wykonawczych o liczebności prawie połowy organów uchwałodawczych. To była sytuacja patologiczna. Zwłaszcza przy wyborze wójtów, budowaniu większości w radach.
Skutki tej chorej sytuacji potęgował fakt, że prawo dopuszczało możliwość bycia radnymi gminnymi przez pracowników urzędów gmin w tych w tych samych gminach. A więc osoby, które z jednej strony, jako pracownicy, służbowo podlegały wójtowi, z drugiej, jako radni będący składową rady gminy, pełniły funkcję kontrolną w stosunku do zarządów i wójta. Pole do nadużyć z każdej strony było ogromne. Rady decydowały i decydują o wielu sprawach ważnych dla społeczności gminnych, m.in. o budżecie, w tym wielkości środków przeznaczonych na funkcjonowanie urzędów gmin, tj. miejscu pracy niektórych ówczesnych radnych, a pośrednio o wielkości funduszu płac, czyli idąc dalej, pensjach. Ich zarobkach również, choć nie wprost.
To wadliwe rozwiązanie systemowe później wyeliminowano. Nie mniej jednak w dzisiejszych samorządach odprysk tej patologii funkcjonuje nadal. Przykłady w gminach i powiatach? Proszę bardzo. Radnymi rad powiatowych według obecnych unormowań prawnych mogą być lekarze oraz inni pracownicy Szpitala Powiatowego, którego organem prowadzącym jest powiat.
Rady powiatów podejmuję wiele decyzji ważnych dla społeczności powiatu, w tym również takich, które dotyczą finansów szpitali, a więc miejsca pracy radnych tam zatrudnionych. Krótko mówiąc radni decydują w części o kondycji finansowej swojego miejsca pracy, a kondycja ta ma niemały wpływ na wysokość płac w tych placówkach, tzn. m.in. ich płacy. Nie mówiąc już o „odwracanej kontroli”: radnego, który może przeprowadzić kontrolę u dyrektora szpitala, i dyrektora, który może w określony sposób kontrolować swojego pracownika, np. lekarza, który jest jednocześnie radnym powiatowym w powiecie, będącym organem prowadzącym tego szpitala.
Analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadkach innych jednostek samorządu powiatowego (w tym jednostki będącej miejscem pracy piszącego). Podobnie rzecz ma się w przypadku radnych rad gmin wiejskich czy miast będących pracownikami np. spółek komunalnych (ale również szkół, domów kultury, muzeów, bibliotek).
Aby daleko nie szukać popatrzmy na Radomsko.
Kilkoro radnych rady miejskiej jest zatrudnionych w spółce i innych jednostkach gminy Miasto Radomsko (niektórzy chcą Miasta Radomska). Tu również rada miejska podejmuje wiele decyzji dotyczących finansów, np. Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej. Choćby o „majątkowym” dokapitalizowaniu spółki, czy też wprost przekazując środki finansowe, jak to miało miejsce podczas sesji w dniu 30 września 2022 roku - 1 mln złotych. Radni rady miejskiej zatrudnieni W PGK Sp. z o.o. zdecydowali o przekazaniu kasy dla „ich” zakładu pracy. Dodajmy, że chodzi o kasę będącą własnością wszystkich radomszczan. I tu można mówić o „odwracanej” kontroli, ponieważ radny zatrudniony w PGK sp. z o. o. ma ustawową możliwość kontrolować prezydenta, a prezydent jako „walne zgromadzenie spółki” mianuje jej prezesa, czyli przełożonego radnego. Czy widzicie już radnych zatrudnionych w PGK, którzy tłumnie idą kontrolować prezydenta? To jest chore. Takie sytuacje wymagają radykalnych rozwiązań legislacyjnych, podobnych do tych, jakie zastosowano w stosunku do pracowników urzędów gmin czy miast, uniemożliwiając im jednoczesne pełnienie funkcji radnych rad gmin w tych samych gminach.
Chory sposób finansowania
Kolejnym mankamentem są finanse gmin. Art. 167 Konstytucji RP mówi wprost: „Jednostkom samorządu terytorialnego zapewnia się udział w dochodach publicznych odpowiednio do przypadających im zadań”. Czy tak jest? Nie jest. Za przykład niech posłużą zadania związane z funkcjonowaniem oświaty oraz zadania zlecone samorządom z zakresu administracji rządowej.
Zacznijmy od subwencji oświatowej. Od bardzo dawna nie słyszałem od żadnego wójta gminy czy prezydenta miasta, a i ostatnio od starostów, aby przekazana przez rząd subwencja była wystarczająca na zapewnienie realizacji zadań z zakresu oświaty. Rzeczywistość jest taka, że cały czas rosną koszty związane z zapewnieniem edukacji. Wzrost ten nie znajduje odzwierciedlenia przy kalkulowaniu wielkości subwencji. Poza tym dochodzą (aczkolwiek słuszne) regulacje dotyczące podnoszenia wynagrodzeń dla nauczycieli. Realizowany przez rząd wzrost subwencji oświatowej nie pokrywa w całości skutków tych rozwiązań. Należy tu zwrócić uwagę na fakt, że wynagrodzenia dla nauczycieli to w dużym przybliżeniu połowa do trzech czwartych wydatków na ten obszar życia społecznego, a więc nie bez znaczenia dla budżetów samorządów. Lawinowo rosną również wydatki majątkowe na oświatę, co stawia samorządy w coraz trudniejszej sytuacji ekonomicznej. Kumulacja w/w zjawisk widoczna jest wyraźnie również w naszych gminach i Powiecie Radomszczańskim. I tak. W roku 2021 Gmina Masłowice była zmuszona „dołożyć do oświaty”, ze swoich środków kwotę około 2 mln 450 tys. zł, a Gmina Kobiele Wielkie dużo ponad 3,5 mln zł. Nie lepiej jest w przypadku wydatków, jeśli idzie o placówki, gdzie organem prowadzącym jest Powiat Radomszczański. W roku 2021 powiat ze swojego budżetu był zmuszony „wykroić” 5,5 mln zł z przeznaczeniem na oświatę. Na rok 2022 powiat przewidział, że subwencja również nie pokryje kosztów na oświatę i trzeba będzie dołożyć 8 mln zł.
Powyższe problemy nie biorą się znikąd. Są wynikiem stosunku partii rządzącej do ludzi wykształconych i do procesu kształcenia. Trzeba bowiem wiedzieć, że w Polsce wydatki publiczne na edukację są niższe niż średnia w Unii Europejskiej. Według Związku Miast Polskich niedoszacowanie subwencji oświatowej w latach 2000-2020 to kwota 4,6 mld zł tj. 0,2-0,7 PKB.
Samorządy muszą sobie jakoś radzić z tą sytuacją. I radzą sobie. Na ogół w bardzo podobny sposób. Tną wydatki inwestycyjne, a „zaoszczędzone” w ten sposób pieniądze przekierowują na oświatę. Starym i wypróbowanym, prawie tradycyjnym już, sposobem, jest ograniczanie środków na inwestycje drogowe, co jest nie bez znaczenia dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a więc dla bezpieczeństwa obywateli, czyli każdego z nas. Innym sposobem jest pozyskiwanie środków „zewnętrznych” z funduszy unijnych, ale nie tylko, np. z Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska. Mogą w ten sposób uatrakcyjnić swoją bazę oświatową, zakupić pomoce naukowe, doposażyć pracownie. Realizując przedsięwzięcia termomodernizacyjne budynków szkolnych zwiększają ich efektywność energetyczną, co jest nie bez znaczenia na wydatki związane z ich zimowym utrzymaniem.
Reasumując: sposób finansowania oświaty jest chory i trzeba jak najszybciej uzdrowić tą sytuację.
Finansowanie oświaty nie zamyka niedomagań w samorządzie. Podobnie jak z edukacją rzeczywistość ma się w obszarze zadań zleconym z zakresu administracji rządowej. Aktualne unormowania prawne umożliwiają samorządom wykonywanie czynności w tym zakresie. Zgodnie z art. 8 ust. 3 ustawy o samorządzie gminnym, w przypadku zleceń z zakresu administracji rządowej, gmina otrzymuje środki finansowe w wysokości koniecznej do wykonywania tych zadań. Warto tu zauważyć, że realizacja zadań zleconych jest obowiązkiem jednostek samorządu terytorialnego i nie mają one możliwości odmowy ich wykonania. Według przepisów wykonywanie zadań zleconych powinno odbywać się w oparciu o środki finansowe, przekazane samorządom z budżetu państwa, w wysokości zapewniającej pokrycie całości poniesionych kosztów.
Czym są zadania zlecone? To np. zadania z zakresu ewidencji ludności i dowodów osobistych, przeprowadzanie wyborów samorządowych, do Sejmu i Senatu, Prezydenta RP, referendów, prowadzenie ewidencji działalności gospodarczej, wykonywanie zadań z zakresu pomocy społecznej, przeprowadzanie spisów rolnych, prowadzenie akt stanu cywilnego. W przypadku powiatów są to: przeprowadzanie kwalifikacji wojskowej, pomoc cudzoziemcom, zadania z zakresu administracji architektoniczno-budowlanej, realizacji zadań wynikających z rządowych programów pomocy społecznej, prowadzenie i rozwój infrastruktury ośrodków wsparcia dla osób z zaburzeniami psychicznymi itp. Zadania mogą być zlecone samorządom na mocy ustaw i zawieranych porozumień.
Czy samorządy mają merytoryczne kłopoty z ich wykonaniem? Nie. Problem tkwi w tym, że pomimo nałożonych obowiązków samorządy nie otrzymują od rządu dotacji w adekwatnej wysokości tj. zapewniającej pokrycie całości kosztów związanych z wykonaniem tych zadań. Znany jest w całej Polsce przypadek (2019 rok), kiedy Prezydent Miasta Częstochowa Krzysztofa Matyjaszczyka, który wystawił rządowi rachunek na kwotę 145 mln zł, w tym na zadania zlecone, których miasto nie otrzymało pomimo realizacji rządowych zleceń. Ale to nie wszystko. Częstochowa złożyła pozew przeciwko Skarbowi Państwa, reprezentowanemu przez Wojewodę Śląskiego. Miasto domagało się w nim od Państwa kwoty 66 mln 867 tys. zł z odsetkami. Tyle bowiem z własnego budżetu samorząd musiał dopłacić do realizacji zadań z zakresu administracji rządowych. Były to zaniżone dotacje do wydawania i unieważniania dowodów osobistych, przeprowadzenia ewidencji ludności, działalności Urzędu Stanu Cywilnego, ewidencji działalności gospodarczej, wykonywania zadań z zakresy obrony cywilnej, ewidencji działalności gospodarczej oraz zleconych w ramach powiatu np. prac geodezyjno-urządzeniowych na potrzeby rolnictwa, scaleniowych gruntów, regulowania stanów prawnych nieruchomości Skarbu Państwa i aktualizacji ewidencji gruntów.
Również Powiat Radomszczański nie może doczekać się wszystkich pieniędzy za przeprowadzanie kwalifikacji wojskowej. Koszty trzeba było ponieść z własnego budżetu a dotacja w odpowiedniej wysokości nie nadeszła jeszcze do czasu pisanie tego tekstu.
Nie tylko gminy i powiaty borykają się z trudnościami w wyegzekwowaniu dotacji na te zadania. Według stanowiska Związku Województw Rzeczypospolitej Polskiej, z tego roku, w ciągu trzech ostatnich lat, województwa otrzymały dotacje pomniejszone o kwotę 105 mln w stosunku do kosztów jakie poniosły, z czego 35 % to kwota wydana przez nie na niedoszacowane wynagrodzenia i utrzymanie stanowisk pracowników, którzy realizowali zadania zlecone.
Samorządy od dawna są w sytuacji nie do pozazdroszczenia w stosunku do rządu i jego administracji, którą z natury rzecz (choć nie zawsze) tworzy aktualna większość parlamentarna. A ta może wpływać na kształt ustawodawstwa i wyznaczać samorządom miejsce takie jest wygodne dla rządzących.
Mądrzejsi niepotrzebni
Nie od dziś samorząd jest drążony przez nadmierne upartyjnienie. Choć w przypadku środowisk samorządowych partia nie koniecznie musi oznaczać partię. Ordynacja wyborcza daje dziś możliwość udziału w wyborach np. stowarzyszeniom czy komitetom wyborczym wyborców tzn. grupom, grupkom, koteriom i kręgom towarzyskim, węższym- w przypadku gmin i szerszym - w przypadku powiatów i województw. Zatrudnianie swoich jest praktycznie „normą”. Zjawisko jest tak powszechne, że znaczna część obywateli przestała się temu zjawisku dziwić i przestali uważać je za patologie. Podobnie normą jest niezatrudnianie, tak niezatrudnianie, czyli wystrzeganie się „mądrzejszych” niż wójt, prezydent miasta, gminy. Taki specjalista, fachowiec szybko może poznać się na wójcie, burmistrzu, prezydencie itp. Poznać jego „walory”. Słowem – może być potencjalnym i realnym zagrożeniem w przyszłości. Choć pamiętam czasy, kiedy odważni samorządowcy potrafili w przeszłości wyszukać fachowców z poza własnego kręgu towarzyskiego i przekonać do pracy na rzecz gminy. Zresztą często z pożytkiem dla lokalnej społeczności. Niejednokrotnie wiązało się to z przeorganizowaniem życia osobistego tych ludzi, w tym zmianą miejsca zamieszkania.
Zatrudnianie pospolitych miernot, ludzi absolutnie nieprzygotowanych do powierzanych im obowiązków drażni wielu. Ileż to w administracji samorządowej mamy „Grażynek” czy „Rejmontów”. Ale wszyscy oni posiadają jedną zaletę, są swoi. Nawet nie chce mi się zatrzymywać na tej problematyce.
W ostatnim latach „upartyjnienie” przybrało inną, jeszcze groźniejszą formę. Jaką? Nazywa się to tak: Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych, Program Inwestycji Strategicznychczy Polski Ład. W tym trzecim przypadku, w środowisku samorządowym, dość często używane jest określenie „Polski Wał”. Realizacja wymienionych programów, realizowanych obecnie pokazują dobitnie jak traktowane są „swoje” samorządy, to jest te, w którym władzę sprawują ludzie związani z partią rządzącą, a jak te rządzone przez ludzi kojarzonych z opozycją lub też niedostatecznie „lojalni” wobec rządzących. Fundusz Inwestycji Lokalnych to nic innego jak świadoma i celowa polityka rządzących. Według Fundacji Batorego przeciętna gmina, gdzie władza jest „właściwa” otrzymuje z niego ponad 10 krotnie większe dotacje od gmin rządzonych przez przedstawicieli opozycji. W przypadku Programu Inwestycji Lokalnych województwa rządzone przez „właściwą” partię otrzymały średnio 46,3 zł na głowę mieszkańca. Te rządzone przez opozycję tylko 24,7 zł. Przy podziale środków z wielu programów, podstawowym kryterium jest brak jakichkolwiek kryteriów. Tak jak to miało miejsce w przypadku Powiatu Radomszczańskiego, który złożył do Polskiego Ładu we wcześniejszej edycji, trzy wnioski tj. na: remonty dróg – 30 mln zł, budowę Centrum Rehabilitacyjno-Integracyjnego – 25 mln zł. Żaden z tych wniosków nie został zakwalifikowany do dofinansowania choć koalicja była już „właściwa”. Przeszedł inny na kwotę o wiele niższą, w stosunku do wspomnianych wcześniej.
Jeśli idzie o Polski Ład to, moim zdaniem, poszerza on pola do zjawisk, które możemy określić mianem patologii społecznej rozumianej jako taki rodzaj zachowania, funkcjonowania systemu, który nie da się pogodzić z wartościami akceptowanymi w naszym społeczeństwie. Bo kto z nas uważa za normalne i akceptuje korupcję. Znakomita większość z nas chyba nie. Proszę sobie wyobrazić miliony, które można uzyskać za określone zachowanie, określoną postawę etyczną czy polityczną. Pokusa jest wielka. I to nie tylko pokusa korupcji w rozumieniu kodeksu karnego ale również i w rozumieniu korupcji politycznej o której tak wiele mówią dyżurni moralizatorzy. Tuż obok stoi jeszcze „prostytucja” polityczna. Jesteś z nami masz kasę dla gminy, miasta, powiatu. A jak masz kasę to przeprowadzisz inwestycje. Wybudujesz drogę, chodnik, wodociąg, kanalizację, hale sportową itd. Wybiorą Cię na następną kadencję. Nie jesteś z „nami”. Trudno, „ugotujemy” Cię, a w najbliższych wyborach postaramy się o godnego konkurenta z naszego nadania i będziemy zapewniać wyborców, że jak wygra „nasz” to uruchomimy strumień pieniędzy dla gminy czy powiatu.
Jarosław Kaczyński zapewniał, że na Polskim Ładzie skorzystają miliony ludzi. Prawda jest trochę inna. Wg ekspertów ekonomicznych przy inflacji na poziomie 7% korzyści znikają dla wszystkich, a przecież obecnie mamy inflację powyżej 17%.
W rzeczywistości Polski Ład sprowadza samorządy do roli klienta administracji. Utworzenie kolejnych funduszy centralnych, z których dotacje dzielone są w sposób uznaniowy, ogranicza samodzielność w kształtowaniu kierunków rozwoju gmin, powiatów i województw. Nie jest ważne co zaplanuje samorząd. Ważne jest to co rząd chce aby było realizowane. Jeśli samorząd chce wyjść poza ramy projektów rządowych musi finansować przedsięwzięcia ze swoich pieniędzy. Do tego dochodzi jeszcze, oczywiście słuszny i od dawna oczekiwany, wzrost kwoty wolnej od podatku, który od początku 2022 roku, pozbawił poważnych kwot te samorządy, dla których procentowy udział we wpływach z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) jest jednym z głównych źródeł dochodów. Również przesunięcie w górę granicy podatku będzie nie bez znaczenia dla dochodów samorządów. Z jednej strony rząd systematycznie pozbawia samorządy terytorialne dochodów, z drugiej dodaje obciążeń np. w postaci konsekwencji podwyżek pensji minimalnej czy podwyżek dla nauczycieli (co jest kierunkiem słusznym) bez uwzględnienia tego choćby w subwencji oświatowej. Samorządy potrzebują większej samodzielności finansowej a stosowane obecnie rozwiązania idą w kierunku odwrotnym. W ich wyniku samorządy są zagrożone ruiną finansową, utratą samodzielności, podporządkowaniem rządowi i jeszcze większym upartyjnieniem.
W ostatnich latach w Radomsku i wielu innych gminach, powiatach i województwach wiele miejsca w dyskusji publicznej zajmuje problematyka związana z realizacją budżetu obywatelskiego zwanego również partycypacyjnym. Idea ze wszech miar słuszna. BO to specjalna forma konsultacji społecznych w sprawie przeznaczenia części wydatków z budżetów samorządów na wskazane przez mieszkańców propozycje zadań. Niektórzy doczekali się już określeń, że są ojcami lub matkami tej formy wydatkowania publicznych pieniędzy. Choć rozwiązanie były już dawno znane zanim zastosowano je w organizmach miejskich np. w Radomsku. Tak czy inaczej BO umożliwia mieszkańcom bezpośredni wpływ na wydatkowanie pieniędzy w bardzo konkretnym, wskazanym wprost przez autorów pomysłów, celu. Im jednak dalej w las tym bardziej rzeczywistość odbiega od pierwotnych idei. Cóż to za budżet obywatelski, który w wielu przypadkach wprost finansuje zadania należące do obowiązków gmin np. wyposażenia szkół, domów kultury itp. W moim przekonaniu jest to wykrzywienie samej idei BO. W praktyce okazuje się, że wybór mieszkańców nie odzwierciedla interesu całej społeczności. Coraz częściej zdarzają się sytuacje w których najwięcej głosów zdobywają projekty „szkolne”. Kto bowiem bardziej może zmobilizować (czyt. zmusić, wywrzeć presję) rodziców uczniów i ich rodziny niż dyrektorzy szkół, grona pedagogiczne, pracownicy itp. do udziału w głosowaniu i wskazania projektu szkolnego. Oświata to zadanie samorządu i samorząd winien zapewnić właściwe jej funkcjonowanie otrzymując subwencję w adekwatnej wysokości. Zdominowanie BO przez projekty szkolne jest faktem. To kolejny symptom mizerii w finansach oświaty i zaniedbań ze strony rządu. Trzeba tą, moim zdaniem, nieprawidłowość naprawić. Można np. określić kilka kategorii tematycznych, których mogą dotyczyć zgłaszane pomysły i przyjąć, że wygrywają te, które uzyskały największe poparcie w każdej kategorii.
Spotkanie ze strażą
Wiele emocji i dyskusji wśród mieszkańców ale i samorządowców budzi stosunek do instytucji zwanej Strażą Miejską. Funkcjonowanie tej formacji reguluje Ustawa o strażach gminnych z dnia 27 sierpnia 1997 roku wraz z późn. zmianami. Ustawa określa zasady jej tworzenia, funkcjonowania oraz likwidacji. Umożliwia gminie tworzenie samorządowej umundurowanej formacji w celu ochrony porządku publicznego. Od samego początku straże zostały osadzone wadliwie legislacyjnie. Nie wdając się w szczegóły wystarczy wspomnieć choćby o katalogu środków przymusu bezpośredniego. Praktyka pokazała, że strażnicy byli wzywani przez mieszkańców, do interwencji sytuacyjnie zbliżonych do tych jakie podejmuje policja lub wręcz takich samych ale nie mieli pełnego zabezpieczenia w postaci odpowiednich środków przymusu bezpośredniego. Było to często bardzo groźne dla ich zdrowia a nawet życia. Osoby w stosunku do których straż podejmowała działania wiedziały o tym. Wzmagało to ich „odwagę” i „śmiałość” w stosunku do strażników. Błąd polegał i polega na tym, że katalog środków przymusu miał się nijak do katalogu zadań, które przyszło tej formacji realizować.
Inną sprawą jest, że straże to idealne miejsce do zatrudniania „swoich”. Możliwości były i są ogromne. Bardzo wielu Prezydentów chciało i chce mieć „swoje wojsko”. W niektórych przypadkach, formację niezwykle przydatną przy okazji każdej kampanii wyborczej. Kasa się nie liczyła i niejednokrotnie nie liczy. Dobrze czy źle wykorzystana. Nieważne. Strażnicy lśnili szlifami, naszywkami, naramiennikami, a szefowie formacji byli tak ustrojeni jak Admirałowie Floty Czarnomorskiej czy Marszalkowie Związku Radzieckiego. Wyglądali i tam gdzie jeszcze funkcjonują wyglądają przecudnie. Strażnicy miejscy są idealnymi „nosicielami” sztandarów przy okazji najprzeróżniejszych rocznic, nabożeństw itp. wydarzeń.
Radomsko miało również swoje spotkanie ze Strażą Miejską. Koniec końców Rada Miejska, na wniosek Pani Prezydent, po spełnieniu wszystkich prawem wymaganych procedur, podjęła stosowną uchwałę i położyła kres działalności tej formacji. Byłem wtedy radnym i Wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej. Byłem jednym z tych, którzy uznali, że w tamtym kształcie straż nie ma racji bytu. Powodów było wiele ale jeden był decydujący. I nie chodzi tu o to, że wielu mieszkańców miało „ale” do straży. Straż Miejska czy Policja nie jest od tego aby je lubić. Ja to akurat rozumiem doskonale. Dla mnie nie było możliwa dalsza akceptacja tej instytucji rozbudowanej do tak monstrualnych rozmiarów tj. ponad 40 osób, a co za tym idzie ponoszenia przez miasto wielomilionowych kosztów, na przestrzeni lat. Po wnikliwej analizie okazało się bowiem, że z tej ponad czterdziestki ludzi około 10-12 może służyć na ulicy, a reszta to w dużym uproszczeniu, Ci którzy służą „za biurkiem”. Tak zorganizowana formacja wg mnie stanowiła strukturę patologiczną (nie ludzie). Trzeba było więc zakończyć tą niezdrową sytuację, a cześć zaoszczędzonych pieniędzy przekazać Policji np. na służby ponadnormatywne, z których jak słyszę zadowoleni są zarówno Ci, którzy ją pełnią, ich przełożeni oraz Ci, którzy przekazują środki z budżetu miasta. Wyniki osiągane przez funkcjonariuszy nie dają powodów do wstydu szefostwu radomszczańskiej Policji, Panu Prezydentowi ani radnym. Ponadto z pieniędzy po straży miasto sfinansowało Policji kilka dodatkowych etatów.
Na powyższych przykładach widać, że samorząd terytorialny ma również swoje cienie, co przeważnie nie jest jego całkowitą winą. Wielu pisze i mówi, że samorząd to ludzie. Tak to też jest prawda. Chciałbym jedna zwrócić uwagę, że wybory są swojego rodzaju konkursem i nie jest to konkurs na mądrość lecz niestety konkursem na popularność, uwodzenie wyborców czy przypodobanie się. Do tej pory nie udało się stworzyć mechanizmów, które eliminowałyby z życia publicznego jednostki patologiczne. Wciąż w tym obszarze funkcjonują osobnicy z wyraźnie widoczną manią wielkości, zaburzeniem mentalności i poważnym zaburzeniem zachowania lub świadomości. Żyjący w stanie urojeniowym, który pozwala im wierzyć, że są lepsi od innych. Z wyraźnym zaburzeniem psychopatologicznym, doświadczający urojonych fantazji o swojej wielkości, co może być związane z narcystycznym zaburzeniem osobowości oznaczającym miłość do samego siebie. Aby daleko nie szukać. Prawie wszyscy przecież w Radomsku, a zwłaszcza samorządowcy powiatowi, wiedzą komu zawdzięczamy wybudowanie szpitala czy też uratowanie systemu oświaty ponadpodstawowej i ponadgimnazjalnej. Innym wystarczy „tylko” tabliczka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pan radny nic nowego nie wnosi, wyważa otwarte drzwi. To , o czym pisze dzieje się, działo się i będzie się dziać w całej Polsce za wszystkich partii i formacji rządzących w samorządach. Czy to w Częstochowie , Radomsku, Krakowie, Łodzi czy małych miastach lub gminach włodarze budują sieć powiązań i zależności poprzez zatrudnianie radnych, ich żon i innej rodziny w spółkach czy instytucjach samorządowych. Kręci się to od wielu lat i nie zanosi się na żadne zmiany w tym temacie. Jedni odchodzą , przychodzą drudzy i robią dokładnie to samo bez żadnych skrupułów. Zawiązywane są różne egzotyczne koalicje, jak np. w Krakowie prezydent Majchrowski -człowiek lewicy współpracuje obecnie z PiS-em, aby trwać u władzy. Polityka zawsze była jest i będzie brudna, nieprzewidywalna, bez zasad, bez moralności czy przyzwoitości. Dzisiaj jesteś moim wrogiem, a jutro będziemy współpracować "dla dobra samorządu i mieszkańców". Jak to niektórzy mówią, diabeł połączy się ze święconą wodą, aby tylko rządzić.
Pan radny nic nowego nie wnosi, wyważa otwarte drzwi. To , o czym pisze dzieje się, działo się i będzie się dziać w całej Polsce za wszystkich partii i formacji rządzących w samorządach. Czy to w Częstochowie , Radomsku, Krakowie, Łodzi czy małych miastach lub gminach włodarze budują sieć powiązań i zależności poprzez zatrudnianie radnych, ich żon i innej rodziny w spółkach czy instytucjach samorządowych. Kręci się to od wielu lat i nie zanosi się na żadne zmiany w tym temacie. Jedni odchodzą , przychodzą drudzy i robią dokładnie to samo bez żadnych skrupułów. Zawiązywane są różne egzotyczne koalicje, jak np. w Krakowie prezydent Majchrowski -człowiek lewicy współpracuje obecnie z PiS-em, aby trwać u władzy. Polityka zawsze była jest i będzie brudna, nieprzewidywalna, bez zasad, bez moralności czy przyzwoitości. Dzisiaj jesteś moim wrogiem, a jutro będziemy współpracować "dla dobra samorządu i mieszkańców". Jak to niektórzy mówią, diabeł połączy się ze święconą wodą, aby tylko rządzić.