- Powiem panu, że dawno nikt mnie tak nie potraktował - skarży się pani Gabriela. I płacze. - Ta pani była niekulturalna, także wobec pani kierownik ze schroniska - odpiera zarzuty naczelnik wydziału ochrony środowiska w urzędzie miasta Dariusz Kalinowski. O co poszło? O kota, który nie chciał wyjść spod maski samochodu należącego do księdza
- Trudno mi się powstrzymać… - pani Gabriela nabiera powietrza i po chwili opowiada:
Wszystko z powodu małego kota, którego miauczenie słyszała od dwóch dni. I w końcu go znalazła. Jak mówi radomszczanka, od wielu lat jest zaangażowana w pomoc bezdomnym zwierzętom. Kiedy trzeba dokarmia, kiedy trzeba pomaga odłowić koty, które szukają schronienia w blokowych piwnicach, kiedy indziej szuka chorych kotów i psów, na przykład na ogródkach działkowych. Coraz rzadziej, bo sama ma coraz większe problemy ze zdrowiem.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 89% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze