Nigdy się nie rozwodziłem, ale myślę, że rozwód z żoną byłby niczym przy rozwodzie z bankiem. Utuliłem Artura, podziękowałem za lata znojów, zastanawiałem się nawet nad kupnem kwiatów. Z szacunku, że tyle lat z tym bankiem zniósł.
Ponieważ nasze stowarzyszenie, czyli Radomszczański Alarm Smogowy, gotówką nigdy nie śmierdział (w odróżnieniu od radomszczańskich ulic), liczymy każdą złotówkę. Nasz prezes Artur Szponder trzyma finanse krótko, pilnuje składek, ale za konto co miesiąc musimy płacić. Taki wymóg, że bez konta ani rusz.
Ale na nasz pech zdarzyło się, że znalazł lepszą ofertę. Czyli tańszą. Jako, że do bankowych wybigasów potrzebne są dwie osoby z zarządu (jedna się nie liczy), poszliśmy i założyliśmy nowe konto. Ale nie po to zakładaliśmy nowe, by trzymać stare, więc jedno trzeba zlikwidować.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 90% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze