Reklama

Zazdrość? Polityka? Zawiść? Dlaczego tak źle mówimy o lekarzach

Narzekamy: bo uważają, że są lepszą kastą. Bo biorą łapówki. Bo ciągle im mało i chcieliby więcej. Bo prywatnie potrafią być mili, a w państwowej przychodni mają nas gdzieś. Bo nie potrafią słuchać. Bo nas zbywają. Tak, za to właśnie radomszczanie nie lubią lekarzy. Ale nie wszystkich. Są i tacy, których cenią. Jednak tych „złych” jest o wiele więcej niż tych z powołania. I niech już tak nie narzekają, bo wcale nie jest im tak źle, jak wszędzie krzyczą - słyszymy od mieszkańców miasta

Jedni do przychodni idą kiedy już muszą, inni nawet to lubią, bo często w domu nie ma do kogo ust otworzyć, a w poczekalni chętnych do rozmowy mnóstwo. Może nie do rozmowy, a do wyrzucenia z siebie żalu, że boli, że nikogo to interesuje, i że w ogóle życie jest do bani. Ważne, żeby się wygadać.
A i o lekarzach można poplotkować. Choćby o tym, który właśnie dzisiaj przyjmuje. Pacjenci mają swoich ulubieńców i tych, których odradzają. A bo to ani dobrze nie zbada, ani skierowania do specjalisty nie da, to co to za lekarz jest… Lubimy narzekać. Także na lekarzy. Okazuje się, że ich nie lubimy. Tak przynajmniej wynika z pewnego badania. Rodzi się pytanie: dlaczego? Zaraz poszukamy odpowiedzi, ale najpierw wyniki pewnej ankiety.

Reklama

Wyborcy PiS i mieszkańcy wsi nie lubią lekarzy - wynika z sondażu Dziennika Gazety Prawnej. Co jeszcze? Polacy uważają, że młodzi medycy zarabiają za mało, za to specjalistom wiedzie się bardzo dobrze. Ponad 80 proc. słyszało o proteście lekarzy rezydentów, połowa z pytanych go popiera. Jeśli nie dzielić, to lekarze przez społeczeństwo postrzegani są jako grupa zawodowa pozytywnie. A co się stanie, kiedy ankietowanych podzielimy ze względu na to, na którą partię oddali swój głos w ostatnich wyborach do sejmu? Okaże się, że ci, którzy głosowali na Prawo i Sprawiedliwość o lekarzach nie myślą najlepiej, są też przeciwni strajkowi. I to w zdecydowanej większości. Ci, którzy głosowali na Platformę Obywatelską, odwrotnie. Znów nie dzieląc: ponad połowa pytanych uważa, że lekarze zarabiają tyle ile powinni i ich pensje i wynagrodzenia są wysokie. Jeśli chodzi o młodych lekarzy 42 proc. ankietowanych odpowiedziało - zarabiają za mało. Tyle statystyki, czas na prawdziwe życie.

Reklama

To zależy
Pytamy radomszczan jaki mają stosunek do lekarzy i dlaczego. Nie pytamy na kogo głosowali. Są wśród nich osoby, które rzadko korzystają z lekarskiej pomocy, są tacy, którzy leczą się długo, u różnych specjalistów. Ogólny wniosek brzmiałby mniej więcej tak: lekarzy się nie lubi, bo swoim zachowaniem sobie na to zasłużyli. A konkretnie?

- Wie pan, co mnie drażni najbardziej? - odpowiada pytaniem pani Ewa, która reprezentuje klasę średnią, w wieku też umownie nazywanym średnim. Z porad lekarskich częściej korzystają jej dzieci, o które bardzo się martwi i stara zdiagnozować wszelkie niepokojące ją objawy, niż ona sama. Jak mówi, ona na chorowanie ma jeszcze czas. Albo inaczej: nie ma czasu wysiadywać w przychodniach. - Powiem panu. Drażni mnie to, że lekarze uważają się za lepszych. Tylko dlatego, że kiedyś lekarzami zostali i myślą, że dr przed nazwiskiem daje im prawo, żeby na innych patrzeć z góry. I co najgorsze wykorzystują fakt, że tak wiele od nich zależy, żeby tym pacjentom pokazać, gdzie ich miejsce. Czyli na twardym krzesełku w poczekalni. Przez kilka godzin, żeby taki pacjent zmiękł i do gabinetu wchodził odpowiednio przygotowany, żeby nie żądał, nie wymagał.

Reklama

Pani Ewa po chwili dodaje, że nie lubi lekarzy także za to, że ci nie traktują pacjenta poważnie. - Nie uważają osoby, która do nich przyszła, za partnera w rozmowie. Pacjentowi nie mówi się nic na temat tego, co lekarz podejrzewa, co zamierza zrobić, jakie badania przeprowadzić. Dlaczego? Bo nie zrozumie? Bo to uwłacza godności lekarza, żeby to powiedzieć? Przecież to bardzo ważne, żeby wiedzieć co mi jest, co się będzie ze mną działo. Po to do niego przyszłam.

Pani Nina, przedstawicielka tego nieco starszego pokolenia mieszkańców miasta, mówi, że owszem, są wśród lekarzy osoby, które nie powinny wykonywać tego zawodu, ale nie wolno generalizować. - Sądzę, że na takie wyniki badania wpływ ma fakt, że oczekiwania pacjentów są takie, że lekarz wysłucha i zrozumie. W chwili choroby, zwłaszcza ciężkiej, to dla nas bardzo ważne. Potrzebujemy empatii i zrozumienia. Jeden lekarz tak się zachowa, inny nie. Bo nie chce, albo po prostu nie potrafi. Może być świetnym specjalistą, ale jeśli w pacjencie nie dostrzeże człowieka, to ten pacjent tak właśnie o nim powie, że go nie lubi. Problemem jest cały system służby zdrowia. Lekarz bardzo często nie ma czasu, żeby się empatią wykazać. Musi nie tylko zbadać, ale i wpisać w komputer mnóstwo rzeczy, wypisać recepty, a za ścianą czekają kolejni pacjenci, którzy zawsze myślą, że czekają zbyt długo.

Reklama

- To ciekawe, że kiedy ten sam lekarz usiądzie w gabinecie w prywatnej przychodni czy klinice, zaczyna się zachowywać zupełnie inaczej - uważa pani Ewa. - Jest bardzo miły, uprzejmy, nawet współczujący. Dlaczego? Bo tu w grę wchodzą inne pieniądze. Płaci pacjent, a nie NFZ, trzeba go więc dopieścić. I można mu w szczegółach opowiedzieć o planowanej operacji czy zabiegu. A w szpitalu państwowym nie można?

- Pieniądze są jak najbardziej ważne - mówi pani Kornelia, radomszczanka na starcie. Pnie się po szczeblach kariery, zaczyna układać sobie życie. Stać ją na prywatne wizyty. - Trzeba jednak sobie uświadomić, że w prywatnej przychodni nikt nie umówi do lekarza 50 pacjentów, tylko 5, albo 10. Dla każdego będzie miał czas, z każdym porozmawia, nie tylko o leczeniu. Taki lekarz ma taki komfort pracy, że przeniesie go na pacjenta. Tego komfortu nie będzie miał w szpitalu czy państwowej przychodni.

Reklama

- To ja jeszcze o pieniądzach, a konkretnie o tym, jak potrafią zmienić sytuację - słyszymy z kolei od Tomasza. On również jest na tak zwanym dorobku, choć może nieco dalej. Dość długo na tym samym stanowisku w pracy, mocno w mieście zakorzeniony. Patrzy na nie z pewną dozą sceptycyzmu i realizmu. Tak już podchodzi do życia. Do lekarzy także. - Nie jest tajemnicą, jak w mieście załatwia się komplet badań. Nie wie pan? Naprawdę? Już tłumaczę. Jeśli ktoś liczy na to, że pójdzie do swojego lekarza rodzinnego i dostanie skierowanie, a potem wszystko pójdzie gładko, to jest naiwny. Chcesz się szybko zbadać, sprawdź kto jest ordynatorem na oddziale, na który chciałbyś trafić. Potem dowiedz się, w której prywatnej przychodni przyjmuje. Wysupłaj 150 zł na wizytę, a potem będzie już z górki. Przyjęcie na oddział i komplet badań w kilka dni. Czyli da się, ale jak się da. Tę zależność widać podczas porannego obchodu. Jeśli ordynator spędza więcej czasu przy konkretnym łóżku i bardziej interesuje się tym konkretnym pacjentem, to prawie na bank ten człowiek trafił tu w ten sposób. Czy to naganne? Pewnie tak, ale jeśli ktoś boi się o swoje zdrowie czy życie, nie będzie się długo zastanawiał. I tu też jest część odpowiedzi, dlaczego mówi się, że nie lubimy lekarzy.
- Wiem, że mówię ostro - pani Ewa nie kryje, że znajomi wiedzą, że potrafi „przywalić”. Nie tylko lekarzom. - I nie chcę, żeby wyszło na to, że uważam wszystkich lekarzy za złych i łapówkarzy. Tak, bo wciąż spotykam się z ludźmi, którzy walcząc o zdrowie i życie swoich najbliższych, noszą lekarzom koperty, czasem bardzo grube. Inna sprawa, że lekarze płaczą, że tak mało zarabiają, ale z dyżuru pędzą do przychodni, a potem jeszcze przyjmują w swoim prywatnym gabinecie. Zastanawiam się kiedy mają czas, żeby te tak ciężko zarobione pieniądze wydawać? Ale nie o tym. Chcę powiedzieć, że jest wielu lekarzy, których darzę wielkim szacunkiem. I uważam, że za to co robią, powinni być dobrze wynagradzani. Podejmują każdego dnia najważniejsze, decydujące o życiu i śmierci decyzje. I potrafią znaleźć chwilę, żeby z pacjentem porozmawiać. A potem stoją czasem nawet po kilkanaście godzin przy stole operacyjnym i dokonują prawdziwych cudów. I to zasługuje na najwyższe uznanie. Niestety, to wciąż w tym środowisku mniejszość…

Pani Nina wspomina o pomyśle, by przyszłych lekarzy przed przyjęciem na studia, badać. Pod kątem przydatności do zawodu.

Reklama

- Gdzieś przeczytałam, że warto byłoby robić takie badania ludziom, którzy chcą być lekarzami. I sprawdzać, czy będą umieli wykazać się empatią. Odrobiną serdeczności, która dla pacjenta jest tak ważna. Moim zdaniem jak w każdym zawodzie, są lekarze z powołania, i tacy, którzy mogli wybrać inaczej.
A pani Zofia, matka prawie już dorosłego syna, z którym u lekarzy bywała od jego urodzenia i bywa do dzisiaj, mówi, że wszystko zależy od człowieka. Zgadza się z poglądem, że lekarzy się nie lubi. Uważa jednak, że tylu ilu pacjentów, tyle opinii. - Przecież jeśli ktoś trafi do lekarza, który od razu postawi właściwą diagnozę i wdroży skuteczne leczenie, to jego opinia będzie jak najlepsza. A jeśli lekarz nie trafia z rozpoznaniem, to szuka się innego specjalisty, a o tym pierwszym mówi się najgorsze rzeczy. Nawet jeśli w przypadku kolejnych 10 pacjentów okazał się skuteczny. Przecież lekarze to też ludzie. I tylko ludzie. Warto o tym pamiętać.

Lekarze są tacy i tacy
O postrzeganie lekarzy pytamy w końcu lekarza. Pulmonolog Włodzimierz Leszczyński, ordynator oddziału gruźlicy i chorób płuc, nie ma wątpliwości. Wśród lekarzy są tacy, którzy swoim zachowaniem na taki wynik ankiety zapracowali, ale są też tacy, którzy temu zaprzeczają. - Są lekarze, którzy nie potrafią z pacjentami rozmawiać - mówi Gazecie. - Pacjenci przychodzą z bólem, z oczekiwaniem wyleczenia. A między lekarzem i pacjentem jest pewna forma relacji. Można nadziać się na arogancję, opryskliwość, ale przecież lekarz też jest człowiekiem. Może mieć gorszy dzień, coś mogło się w jego życiu wydarzyć. Lekarz nie ma czasu na rozmowę, bo w przychodni czeka na niego 60, 70 pacjentów. Utarło się, że jesteśmy nieśmiertelni, a nie jesteśmy. Jedni lekarze są mili, a inni chamowaci, choćby z przepracowania.

Reklama

Włodzimierz Leszczyński jest też powiatowym radnym. Jako samorządowiec dostrzega inny problem, którego w Radomsku jeszcze nie widać. Kluczowe wydaje się słowo jeszcze. Bo na razie jest kim obsadzać szpitalne dyżury. Pytanie tylko jak długo jeszcze? Jego zdaniem wielu lekarzy wkrótce wybierze o wiele spokojniejszą i lepiej płatną pracę w POZ-etach (Podstawowa Opieka Zdrowotna - dla pacjentów po prostu przychodnie). Ordynator jednego ze szpitalnych oddziałów nie ukrywa, że on za godzinę swojej pracy otrzymuje 69 zł, podczas gdy stawki w przychodniach zaczynają się od 100, a czasem sięgają nawet 150 zł za godzinę. To nad czym się tu zastanawiać?

A jeśli zabraknie lekarzy na dyżurach, to nie pomoże nowoczesny sprzęt i kolejne stopnie referencyjności oddziałów. Pacjenci ocenią lekarzy. A jak ocenią, nietrudno się domyślić.

Reklama

( teksk opublikowany w Gazecie Radomszczańskiej w lutym 2018 r.)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości