Tak, jestem więźniem własnego mieszkania. Na dole pod blokiem była ponad miesiąc temu
Malutka kawalerka. Kiedy otworzy się beżowe drzwi pomalowane olejną farbą staje się w mikroskopijnym przedpokoju. Na lewo równie mikroskopijna łazienka, na prawo sypialnia, w której z trudem mieści się jednoosobowe łóżko. Do okna można dojść przeciskając się wzdłuż ściany.
W salonie duże okno. Pod nim ława i dwa fotele. Po prawej regał, taki jeszcze z lat 80. W nim trochę szkła i niewielki telewizor. Wzdłuż ściany na lewo od drzwi wersalka. Dzisiaj raczej rzadkość. Wydaje się, że z progu salonu da się sięgnąć do okna, żeby je otworzyć. To złudzenie, ale wrażenie domku dla lalek jest silne.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 91% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze