Każde drzewo rośnie do czasu. Do czasu, aż samo umrze i trzeba je usunąć, albo do czasu, kiedy człowiek zdecyduje, że np. przeszkadza i trzeba odpalić piły.
W przypadku wierzby, która do niedawna rosła przy moście w Pławnie, sytuacja wyglądała tak.
- Drzewo stanowiło zagrożenie i trzeba było je wyciąć, zresztą chcieli tego mieszkańcy - mówi Gazecie wójt gminy Gidle Lech Bugaj, który podjął decyzję o wycince. I zapewnia, że w sytuacji gdyby było zdrowe na pewno takiej zgody by nie było.
- Rzeczywiście, pień był spróchniały - przyznaje dendrolog Ernest Rudnicki, który doskonale znał stan drzewa. - Jednak można było tę wierzbę ogłowić - czyli wyciąć konary i gałęzie, które stanowiły zagrożenie, bo mogły doprowadzić do przewrócenie liczącej sobie ponad 110 lat wierzby. - I po takiej operacji drzewo mogło stać jeszcze kilkadziesiąt lat nikomu nie zagrażając. Wyglądałaby jak inne wierzby, a pewnie dałaby radę jeszcze odbić nowe gałęzie - dendrolog mówi, że informował o tym władze gminy, ale podjęto inną decyzję. Czego oczywiście żałuje, ale już za późno.
Jak można przeczytać na facebookowym profilu Nasze drzewa - Radomsko, drzewo nazywane było Złotocha i było jednym z najstarszych tego gatunku w Polsce. - To ogromna strata dla drzewostanu Pławna - czytamy
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze