Na razie doniesienia o zamknięciu przedszkoli i żłobków są nieoficjalne. Decyzja zapadnie prawdopodobnie podczas dzisiejszej konferencji premiera Mateusza Morawieckiego.
Możliwe, że nawet jeśli lockdown obejmie najmłodszych, to w decyzji uwzględnione zostaną pewne odstępstwa. Taka sytuacja miała już miejsce w ubiegłym roku, po zamknięciu przedszkoli i żłobków pod koniec marca. Dzieci osób pracujących przy Covidzie miały możliwość przebywania w placówkach.
- Mieliśmy już z tym do czynienia. W ubiegłym roku dzieci pracowników medycznych, osób zatrudnionych w placówkach medycznych, czy też funkcjonariuszy służb były przyprowadzane do przedszkola. Taka możliwość pojawiła się w maju. Stanowiliśmy wówczas opiekę dla dwóch grup dzieci. W każdej z nich było po 20 dzieci - mówi Urszula Witaszczyk,p.o. dyrektora przedszkola nr 10.

Dzieci pracowników zaangażowanych w walkę z Covid-19 mogły uczęszczać do placówek od 11 maja.
[CZYTAJ]„Czy starczy miejsca na bramkę?" Co dalej z terenami w centrum miasta
Przez rok pandemii i obowiązujących rygorów sanitarnych dzieci już zdążyły się przyzwyczaić do stosowania się do nich.
- Oswoiliśmy się z sytuacją covidową. Nie obawiamy się już ewentualnych zagrożeń. Mieliśmy już trzykrotnie sytuację, że przez zakażenia koronawirusem pracowników, oddziały przedszkolne były zamknięte. Ale nigdy nie dotyczyło to dzieci. Wówczas wprowadziliśmy nauczanie hybrydowe - mówi Urszula Witaszczyk.
Od ubiegłego tygodnia zauważalny jest spadek frekwencji wśród dzieci. Jak informuje dyrektor przedszkola nr 10, ze 198 uczęszczających zazwyczaj, liczba skurczyła się do 63.
- Z pewnym niepokojem dzwonimy do rodziców, z pytaniem o przyczyny nieobecności. Wyjaśniają nam, że są to sezonowe infekcje, zwykłe przeziębienia. Z Sanepidu nie otrzymaliśmy żadnego powiadomienia o zakażeniach - mówi dyrektor "Dziesiątki".
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze