Właściwie przeczuwała coś od zawsze. Najpierw dziwne myśli, których nie potrafi usystematyzować. Czuje, jakby żyła nie w swoim ciele. Koszmarne uczucie. Nigdy nie patrzy w lustro, widzi tam kogoś obcego. Nie lubi zdjęć. W wieku 15 lat jest już pewna, że choć ciało ma chłopca, to jest dziewczyną
Andrzej Andrysiak, aa@radomszczanska.pl
Sara, jakie masz plany na życie?
Wyjechać stąd, to jest pewne. Najpierw z Radomska, potem, po studiach, pewnie z Polski. To są moje jedyne plany. Jeśli bym tu została, nie miałabym przyszłości. Nie potrafię się kryć. Dla mnie to jest powód do dumy. Dlaczego mam się ukrywać?
***
Wyoutowała się w Dzień Chłopaka. Wychowawczyni kilka razy upewniała się, że przyjdzie sama. Ona się dziwiła: z kim niby miałaby przyjść?
Pierwszą lekcję przesiedziała jak na szpilkach, na drugiej się przełamała. Nauczycielka ogłosiła klasie: słuchajcie, tu ktoś chce wam coś powiedzieć.
Wstała.
Jestem Sara, jestem transpłciowa.
***
Na zdjęciu profilowym na Facebooku siedzi na kanapie pod oknem. Jasnozielona bluzka, okulary, długie włosy. Kolana podciągnięte pod brodę. Zamyślona. Za oknem zaśnieżone drzewa. Podpis: „Cudny dzień. Jak zwykle”.
Rozmawiamy u niej w domu. Siedzi przykryta kocem pod brodę. Na początku opowiada ostrożnie, z czasem się rozkręca. Obok rodzice, Basia i Sławek. On nie jest biologicznym ojcem, tamten od czasu, gdy się dowiedział, nie utrzymuje kontaktu.
Żałuję, że się wyoutowałam przed klasą, mówi Sara. Nikt już ze mną nie gada, zero kontaktu, oprócz jednej czy dwóch osób. Kompletna samotność. Drugi raz bym tego nie zrobiła, jedynie odcięła się od życia klasy.
***
Z życiorysu Sary, spisanego na potrzeby badań psychologicznych niezbędnych do rozpoczęcia procesu tranzycji:
Nazywam się Sara. Kiedyś nazywałam się Dawid, ale nie jestem już tą osobą. Już w przedszkolu nie mogłam być taka jak chciałam. Podobały mi się sukienki i chciałam je nosić, ale nie mogłam, bo wszyscy uważali mnie za chłopca i oczekiwali, że będę się odpowiednio ubierać. A ja nie znosiłam koszul i koszulek z kołnierzykami. Dalej zresztą ich nie cierpię. Nie mogłam się też bawić figurkami Lego przedstawiającymi dziewczyny, bo słyszałam, że to jest „babskie”. Z tego okresu więcej nie pamiętam, tylko to mi utkwiło w pamięci.
W szkole podstawowej coraz mniej komfortowo czułam się w swoim ciele. I czułam się inna od pozostałych chłopców pod bardzo wieloma względami. Byłam od nich bardziej wrażliwa, delikatna i empatyczna. W konfliktach między chłopcami i dziewczynkami chciałam brać stronę tych drugich, ale czułam się zmuszona do opowiadania się po stronie chłopców. Bardzo mi to przeszkadzało. Podobnie jak typowo męski ubiór. Coraz bardziej chciałam nosić to, co dziewczynki. Ale nie mogłam.
***
Mama, musimy koniecznie porozmawiać.
Dla Basi wszystko zaczyna się w maju. Jest ranek, są w domu sami. Basia mniej więcej spodziewa się, o jaki temat chodzi. Wcześniej były podchody. Pytania o dysforię płciową, transpłciowość. Obstawia niebinarność. Ale słyszy:
- Mama, czuję się dziewczyną, jestem dziewczyną i muszę zrobić wszystko, by tą dziewczyną w pełni być.
Szok. Ale też pełna akceptacja. Zastanawia się, co robić, jak reagować. Jest zagubiona. Przez tydzień Basia siedzi w internecie. Grzebie, czyta, uczy się. Dowiaduje się, że to nie jest nabyte. Ludzie się tacy rodzą. Około pół procenta populacji jest transpłciowe. Chce wiedzieć, z czym to się je, co ma zrobić. Znajduje informację, że tylko 25 procent matek akceptuje takie dzieci. I 16 procent ojców. Wielu rodziców wyrzuca je z domów.
Przez dwa tygodnie płacze. Ale nie przy dziecku. Boi się o Sarę, o jej przyszłość. Ale też zamartwia się: zawsze miałam świetny kontakt z dzieckiem a nic nie zauważyłam? Jak to możliwe? Gdyby Sara sama nie powiedziała, nigdy by się nie domyśliła.
Sławek porównuje to do nierozwiązanej zagadki. Dopiero jak słyszysz odpowiedź, dziwisz się: rany, jak ja mogłem na to nie wpaść? Racjonalnie to bardzo łatwo sobie wytłumaczyć, ale emocjonalnie jest gorzej. Trudno się przestawić. Przez 17 lat to był „on”.
Dlatego on reaguje bardziej emocjonalnie: trzeba przytulać, wspierać, kochać. Za to Basia jest zadaniowa. Po tygodniu ma już umówioną wizytę u jednego z najlepszych seksuologów zajmujących się transpłciowością w Polsce.
***
Właściwie przeczuwała coś od zawsze. Najpierw dziwne myśli, których nie potrafi usystematyzować. Czuje, jakby żyła nie w swoim ciele. Koszmarne uczucie. Nigdy nie patrzy w lustro, widzi tam kogoś obcego. Nie lubi zdjęć. Rówieśnicy uważają, że Sara jest zbyt delikatna jak na chłopaka. Bo płacze jak baba. Bo ma delikatną skórę. Czasami wyzywają ją od dziewczyn.
Ona się wtedy cieszy.
W wieku 15 lat jest już pewna. Zastanawia się, jak powiedzieć rodzicom. Walczy sama ze sobą, boi się, jak to będzie. Wie, gdzie mieszka, wie, że nie będzie akceptowana. Jak ludzie będą patrzyli na nią, na rodziców, na dziadków? Co się stanie z jej rodziną tu, w Radomsku?
Dużo czyta, ale to nie są najlepsze źródła. Na długo zostaje jej w głowie informacja, że takie osoby żyją dwadzieścia lat krócej. To ją przeraża. Dopiero po jakimś czasie dowiaduje się, że to fejk.
Najbardziej boi się o dziadków. W końcu nie daje rady, idzie do mamy: koniecznie musimy porozmawiać.
Zeszło jej dwa lata.
***
Z życiorysu Sary:
Chciałam się przyjaźnić z dziewczynami, ale wiedziałam, że nie mogę, bo chłopcy się przyjaźnią z innymi chłopcami. Czułam się coraz bardziej samotna, narastała we mnie frustracja, bałam się nawiązywać przyjaźnie z kimkolwiek oraz miałam duże trudności w utrzymaniu tych znajomości, które już udało się zawrzeć. Myślałam, że to wina samej szkoły i otoczenia, dlatego poprosiłam mamę, by w piątej klasie przepisała mnie do innej, mniejszej i bardziej przyjaznej. Ale w nowej szkole było tak samo. A nawet gorzej. Często mi tam wypominano, że na przykład nie siedzę po męsku, tylko jak dziewczyna. Zarzucano mi też brak dżentelmeństwa, które wydawało mi się dla mnie całkowicie nienaturalne.
Wtedy już dopuszczałam do siebie myśl, że choć na zewnątrz wyglądam jak chłopak, to w środku chyba jestem dziewczyną. I zaczęłam się bardzo bać, że ktoś to zauważy, że ktoś powie, że jest ze mną coś nie tak. Wiedziałam, że nikt by tego nie zrozumiał. Ja sama nie rozumiałam jeszcze co się ze mną dzieje. Byłam pewna, że jestem nienormalna i że to bardzo źle. Bałam się chodzić do szkoły, żeby uniknąć zdemaskowania i ten strach w końcu przerodził się w zdiagnozowaną fobię szkolną. Od siódmej klasy szkoły podstawowej przeszłam na indywidualne nauczanie w domu. Dopiero tam poczułam się bezpieczna. Ale nie zawsze tak było.
***
Pierwsze kroki kierują do Transfuzji, fundacji założonej przez Annę Grodzką. Mają tam świetnych specjalistów.
Najpierw darmowa porada online z psychologiem, potem wizyta w Warszawie. Doktor Stanisław Dulko jest psychiatrą-seksuologiem, uznanym specjalistą od transpłciowości. Sara po wyjściu z gabinetu przez cały dzień się uśmiecha. Doktor na dzień dobry pyta ją, jak się do niej zwracać.
Sara.
I po raz pierwszy ktoś zwraca się do niej jak do dziewczyny.
Basia siedzi w gabinecie i notuje, takie ma zadanie. Pani tu wszystko ładnie spisze, co i jak, zarządza doktor i słucha Sary. Potem oznajmia: ewidentna transpłciowość.
Dulko zleca tony badań. Genetyczne, kariotyp, rezonans. Wszystkie robią poza Radomskiem. Chcą uniknąć głupich pytań, szeptanek. Poza tym w Częstochowie czy Łodzi jest po prostu taniej.
Potem testy psychologiczne. Tysiące pytań. I życiorys, taka mała autobiografia. Z jednej strony potrzebne do dokumentacji, z drugiej pomocna Sarze, żeby sobie wszystko w głowie ułożyła.
Gdyby życiorys musiał mieć tytuł, byłby taki: „Historia osoby uwięzionej w nie swoim ciele”.
Inni rodzice transpłciowych dzieci dziwią się, jak udało im się przejść tę drogę w kilka miesięcy. Niektórym zajmuje dwa lata. Albo jeszcze dwa kolejne, gdy trafią na lekarza, który przed terapią hormonalną zażąda testu prawdziwego życia. Wtedy trzeba żyć jak dziewczyna, ubierać się jak dziewczyna. Na świecie już dawno uznano, że ani to dobra metoda, ani wiarygodna, ale u nas wciąż w użyciu.
Z wynikami badań i testów wracają do doktora Dulko. On je analizuje, wystawia opinię, kolejne opinie wystawiają następni specjaliści.
W końcu doktor zleca terapię hormonalną. To początek tranzycji. Hormony Sara będzie brała do końca życia. Przez pierwsze dwa lata czekają ją największe zmiany psychiczne i fizyczne.
Sara jeździ na feminizację głosu. Specjalnymi ćwiczeniami go podwyższa.
***
Z życiorysu Sary:
Coraz więcej czytałam o transpłciowości i doszłam do wniosku, że mój stan to tak zwana dysforia. Byłam pewna, że jestem dziewczyną. I choć nadal się bałam i ukrywałam, to coraz silniej czułam, że nie tylko chcę, ale też mogę o tym wreszcie powiedzieć. I powiedziałam obojgu rodzicom. Po ujawnieniu się poczułam ogromną radość, szczęście, ulgę i nabyłam pewności siebie. Także dzięki temu, że spotkałam się ze zrozumieniem i akceptacją. Mama od razu zaczęła szukać informacji i planować ze mną dalsze posunięcia.
***
Najpierw do szkoły idzie Basia. Jest połowa sierpnia 2021, w gabinecie dyrektorka i jej zastępca. Basia informuje: Sara jest transpłciowa. W trakcie tranzycji. Na razie jedyną jej prośbą jest, by się do niej zwracać „Sara” albo neutralnie, bezosobowo. Nie używać męskich końcówek, bo to dla niej trudne.
Szkoła się zgadza. Aha, rozumiemy, znamy takie sytuacje.
Na początku roku szkolnego na zamkniętym zebraniu dyrekcja wyjaśnia nauczycielom nową sytuację. Ustala, że potrzebne jest szkolenie. Basia proponuje Fundację Transfuzja, mogą przyjechać całkowicie za darmo. Wychowawczyni dzwoni: świetny pomysł, jak najbardziej, my tego tematu sami nie ogarniemy.
Ale Transfuzja jakoś się rozmywa. Fundacja jednak nie, szkoła zaprosi psychologów z poradni psychologiczno-pedagogicznej w Radomsku. Przychodzą dwie osoby i robią pogadankę. O tolerancji.
A potem jest ten Dzień Chłopaka. Sara bardzo przeżywa, nie chce znów dostać prezentu z tej okazji. Przecież nie jest chłopakiem. Rodzice uprzedzają wychowawczynię, że Sara chce zrobić przed klasą coming out.
Gdy ogłasza „Jestem transpłciowa”, zapada cisza. Kilka osób klaszcze.
I tyle.
Sara czuje ulgę, nie musi już kłamać. Ma małą nadzieję, że coming out pomoże nie tylko jej, ale też innym takim osobom w szkole. Później pisze do niej jedna osoba, też LGBT, ale nie wyoutowana. Odkrywa się przed nią.
Kontakt z ludźmi z klasy się urywa.
***
A potem się zaczyna.
Sara ma w Radomsku dość liczną rodzinę. Przynajmniej na papierze. Biologiczny ojciec, który wcześniej miał kontakt jedynie telefoniczny, przestaje dzwonić do Sary. Zaczyna wydzwaniać do Basi. Obwinia ją. Atakuje. Zapowiada, że on miał syna, zawsze będzie miał syna i na nic się nie zgadza. Z Sarą nawet nie rozmawia, jakby nie mogła mieć własnego zdania. Reszta jego rodziny milczy jak grób. Jakby dziecko przestało dla nich istnieć.
Basia informuje też rodzinę ze swojej strony. Tłumaczy. Pokazuje życiorys Sary, żeby ułatwić zrozumienie. Niby wszystko jest w porządku, ale na kawę już jej nie zapraszają.
A potem zaczynają się ataki.
Jeden z kuzynów wyzywa Basię: co ty wymyślasz, co robisz, jaki to wstyd! Inna osoba odwiedza Sarę w domu i atakuje Basię przy dziewczynce. Krzyczy, że za pieniądze można wszystko załatwić, że krzywdzi dziecko, że nie zdaje sobie sprawy, co robi. Bo ona zna taki przypadek, że ktoś jej mówił, że to wcale tak nie wygląda, bo jej znajoma opowiadała...
Wciąż powtarzają to samo. Basia podejrzewa, że zrobili rodzinną naradę i ustalili wersję: nic nie wiedzą, to nie ich sprawa, oni się nie mieszają, ich to nie dotyczy. Nikt się do Sary nie odzywa. Nikt nawet nie zadzwoni, żeby zapytać, jak sobie radzi. Temat transpłciowości nie istnieje. Tabu.
Tyle, jeśli chodzi o Radomsko. Inaczej z krewnymi, którzy mieszkają dalej. W wakacje wyjazd do cioci w Hiszpanii. Mają czekać z rozmową do wieczora, ale Sara nie wytrzymuje. Dają życiorys do przeczytania. Siostra Basi płacze ze wzruszenia w czasie lektury. Potem mocno przytula Sarę. Nie przestanie być najlepszą ciocią.
Siostra dziadka, która mieszka w Niemczech, też w pełni akceptuje sytuację. Wspiera ich i pomaga. Wcześniej nie miała zbyt wiele kontaktów z Sarą. Teraz do niej pisze, interesuje się, chce wiedzieć co słychać i jak się czuje.
No i sami dziadkowie. To był jeden z powodów, dla których Sara tyle zwlekała z rozmową z mamą. Bała się o babcię. Więc z wieściami wysyła mamę. Basia jedzie, opowiada. Oni od razu jadą do Sary. Zero zastanawiania się, namysłu, wątpliwości. To ich wnuczka. Koniec, kropka.
W większości pozytywnie reagują nauczyciele, którzy przychodzą na lekcje do Sary. Trzy nauczycielki bardzo ich wspierają, są wspomagające i serdeczne.
***
Wyprowadzka z Radomska jest pewna.
Sara jest w trzeciej klasie technikum, do matury jeszcze dwa lata. Najlepiej byłoby po skończeniu szkoły, ale Basia boi się, że Sara nie wytrzyma. Widzi, jak dziecko jej tu gaśnie. Wie, że chciałaby mieć jakieś przyjaciółki, koleżanki, kogokolwiek. Nie ma. Nie jest akceptowana. Ludzie unikają rozmów. Sara nie umie wyjść na ulicę, czuje się obserwowana, widzi spojrzenia, ludzie gapią się i oceniają. Chłopak? Dziewczyna? Co to jest? Nie daje rady. A jak są w Warszawie, to zero reakcji otoczenia. Wszystko naturalnie.
Basia działa w różnych grupach wsparcia dla rodziców bo wie, że prędzej czy później będzie sama potrzebowała wsparcia. Problemy będzie robił przede wszystkim biologiczny ojciec. Szykuje się na wojnę. Gdy Sara skończy 18 lat, musi założyć rodzicom sprawę sądową o pomyłkę przy określeniu płci. To jedyny sposób, by zmieniono płeć w papierach. Absurdalny, na świecie to wygląda inaczej, ale w Polsce taki nieludzki standard.
Basia wie, że ludzie będą wytykać ich placami. Ale ona się nie będzie chować. To jest jej córka. Odważna i dzielna. Nie spodziewała się, że ma w sobie tyle siły.
Oboje są z niej dumni.
***
Z życiorysu Sary:
Ukrywałam się wystarczająco długo. Teraz rozumiem kim jestem i kim chcę być. Chcę w końcu spojrzeć w lustro i zobaczyć prawdziwą siebie.
Słowniczek:
Wyoutowanie, inaczej: coming out - proces samodzielnego ujawniania przed innymi ludźmi (np. rodziną, przyjaciółmi, znajomymi czy współpracownikami) własnej orientacji seksualnej, tożsamości płciowej lub poglądów, właściwych dla mniejszości społeczeństwa.
Transpłciowość - określenie na osoby, których tożsamość płciowa, ekspresja płciowa i/lub zachowania różnią się od tych kulturowo związanych z płcią, do której zostały przypisane w momencie urodzenia. Oprócz osób o tożsamości płciowej przeciwnej do przypisanej im płci (transmężczyźni i transkobiety), może ono obejmować osoby, które nie są wyłącznie męskie lub żeńskie.
Tranzycja - proces zmiany sposobu wyrażania swojej płci lub cech płciowych tak, aby były one zgodne z wewnętrznym poczuciem własnej tożsamości płciowej. W przypadku osób transpłciowych i transseksualnych proces ten często wiąże się z terapią korekty płci, która może obejmować hormonalną terapię zastępczą oraz operacje korekty płci. Tranzycja jest procesem, a nie pojedynczym wydarzeniem i może trwać od kilku miesięcy do kilku lat. Tranzycja jest czasami mylona z operacją korekty płci, ale jest to tylko jeden z możliwych elementów tranzycji.
Niebinarność - zbiorcze określenie spektrum tożsamości płciowych, które nie są wyłącznie męskie lub kobiece. Osoby niebinarne mogą identyfikować się jako osoby o dwóch lub więcej tożsamościach płciowych, niemające ich w ogóle lub jako trzecia płeć, kategoria obejmująca osoby, które nie przypisują nazwy swojej płci/tożsamości. Tożsamość płciowa/rodzajowa jest oddzielna od orientacji seksualnej, a osoby niebinarne mają różne orientacje seksualne.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pięknie Sara. Trzymam za ciebie kciuki, wierze że przez cały proces przejdziesz dobrze i najbliżsi zmienią nastawienie w stosunku do ciebie. Trzymaj się ❤
Gazeta ma dość spory kłopot z krytyką swojej pracy przez internautów. Raz te same komentarze usuwa/ukrywa, innym razem się one pojawiają. Redaktorzy nie mogą się pogodzić z myślą ,że nie wszyscy odbiorcy zgadzają się z treściami, tezami czy innymi tzw. "aferami" wywoływanymi, lansowanymi przez gazetę. Najlepiej jest takie osoby nazwać trollami i zablokować, zbanować, co wiąże się ze zniknięciem wszystkich komentarzy tych internautów, nawet że starszych postów.W tle jest jeszcze wolność słowa i koło się zamyka. Krytykuje się tu z jednej strony blokowanie komentowania przez FB Starostwa Powiatowego w Radomsku, a samemu robi się dokładnie to samo. Nie dziwi więc nikogo fakt, że wielu czytelników odwróciło się od gazety, przestało ją kupować( przyznają się do tego oficjalnie na FB),co źle wróży na przyszłość tego medium.
Proszę sobie porównać "wolność" i liczbę komentarzy na profilach innych mediów w mieście i na naszym i zdefiniować tę "wolność" jeszcze raz. Nigdy nie kryliśmy, że blokujemy tych, którzy przekraczaja granicę. Co do trollowania: przecież znamy IP naszych komentujacych, pana też. Tłucze pan te komentarze pod co drugim postem, wszystkie prawie poświęcone gazecie, i rozumiemy, że każdy ma swoje fiksacje, ale lepiej niech pan może pamflet jakiś o gazecie napisze, by my będziemy to usuwać jak usuwaliśmy. Bo - wyobrazi pan sobie - czytelnicy nam się na te pana śmieci skarża. Na pana, nie gazetę. Jaja nie? :)
Nikt nie zmuszał Sary do powiedzenia o swoim syndromie Dobrowolnie prosiła wychowawcę by ten zabrał głos i oddał go jej
Pięknie Sara. Trzymam za ciebie kciuki, wierze że przez cały proces przejdziesz dobrze i najbliżsi zmienią nastawienie w stosunku do ciebie. Trzymaj się ❤
Gazeta ma dość spory kłopot z krytyką swojej pracy przez internautów. Raz te same komentarze usuwa/ukrywa, innym razem się one pojawiają. Redaktorzy nie mogą się pogodzić z myślą ,że nie wszyscy odbiorcy zgadzają się z treściami, tezami czy innymi tzw. "aferami" wywoływanymi, lansowanymi przez gazetę. Najlepiej jest takie osoby nazwać trollami i zablokować, zbanować, co wiąże się ze zniknięciem wszystkich komentarzy tych internautów, nawet że starszych postów.W tle jest jeszcze wolność słowa i koło się zamyka. Krytykuje się tu z jednej strony blokowanie komentowania przez FB Starostwa Powiatowego w Radomsku, a samemu robi się dokładnie to samo. Nie dziwi więc nikogo fakt, że wielu czytelników odwróciło się od gazety, przestało ją kupować( przyznają się do tego oficjalnie na FB),co źle wróży na przyszłość tego medium.
Proszę sobie porównać "wolność" i liczbę komentarzy na profilach innych mediów w mieście i na naszym i zdefiniować tę "wolność" jeszcze raz. Nigdy nie kryliśmy, że blokujemy tych, którzy przekraczaja granicę. Co do trollowania: przecież znamy IP naszych komentujacych, pana też. Tłucze pan te komentarze pod co drugim postem, wszystkie prawie poświęcone gazecie, i rozumiemy, że każdy ma swoje fiksacje, ale lepiej niech pan może pamflet jakiś o gazecie napisze, by my będziemy to usuwać jak usuwaliśmy. Bo - wyobrazi pan sobie - czytelnicy nam się na te pana śmieci skarża. Na pana, nie gazetę. Jaja nie? :)