- Wcale nie jesteśmy pewni, czy na tej działce da się wybudować tor driftowy. Na razie jesteśmy na bardzo wstępnym etapie - mówił na spotkaniu z mieszkańcami Tomasz Bonar, prezes Fundacji Fun&Drive. Uczestniczyło w nim kilkadziesiąt osób. Prezydent Jarosław Ferenc przekonywał, że tor nie będzie emitował większego hałasu niż autostrada
Na spotkanie informacyjne o torze driftowym zaprosił mieszkańców prezydent. Odbyło się w urzędzie miasta w środę 17 czerwca o godz. 15. Przyszło kilkadziesiąt osób, w większości przeciwnych inwestycji. Tor driftowy, największy w Polsce, ma powstać na 26-hektarowej działce należącej do miasta, leżącej obok autostrady po stronie Ładzic.
Było burzliwie. Odczytano list przeciwko inwestycji podpisany przez 300 mieszkańców. Protestują przeciwko lokalizacji. Obawiają się hałasu i zanieczyszczeń.
Tomasz Bonar uspokajał: - Nie mamy jeszcze 100-procentowego potwierdzenia, że ten tor powstanie na tej działce, bo musimy sprawdzić, czy to jest możliwe. Mamy inwestora, firmę RexBud, który po tej analizie podejmie decyzję.
Inwestycja ma kosztować 60 mln. Sfinansuje ją właśnie Rexbud.
Bonar poinformował, że na działce w Radomsku plany już się zmieniły: nie będzie twardego driftu, bo fundacja dostała zgodę na tor w innej gminie i tam taki drift zostaną przeniesione. Tor w Radomsku - już nie driftowy a wyścigowy - ma się zmieścić w normach hałasu. W innym miejscu mówił, że jednak będzie dritf, ale inny, tzw. „mokry”.
Mieszkańców to nie przekonało. - Tor tak, ale nie na tej działce - powtarzali.
Ilona Banasiewicz, zastępca wójta gminy Ładzice, zwracała uwagę, że inwestycja nie została dobrze zaplanowana. - Nie odbyły się żadne konsultacje społeczne, dowiedzieliśmy się o tym z listu intencyjnego. Nie było spotkania z gminą Ładzice. Sąsiadujące tereny są zaplanowane pod zabudowę jednorodzinną. Nie znamy szczegółów inwestycji, warunków technicznych - mówiła. - Dziś przedstawiacie inną wizję, już nie wiecie dokładnie, co tam powstanie. Mówiliście o drifcie, teraz mówicie, że driftu nie będzie. My jako gmina Ładzice nie widzimy korzyści z tej inwestycji.
Jacek Kokoszczyk, mieszkaniec Stobiecka, odczytał pismo, które otrzymał rok temu od prezydenta Ferenca, w którym pytał o tor driftowy. Wynika z niego, że miasto spotkało się wtedy z dwoma firmami, ale okazało się, że działka nie spełnia warunków technicznych i nie można tam zrealizować takiej inwestycji. „Prezydent miasta odstąpił od realizacji zadania” - cytował pismo Kokoszczyk. – Co się stało w te 12 miesięcy, że teraz realizacja toru jest możliwa? - pytał.
- Rozmawiamy z inną firmą, ma lepszą wiedzę - odpowiedział prezydent Ferenc. Przekonywał mieszkańców, że na torze driftowym jednocześnie ścigać się będzie maksymalnie 15 samochodów, więc nie będzie zwiększonego ruchu. - W Poznaniu 200 metrów od takiego toru wydano warunki zabudowy dla czteropiętrowych bloków - mówi Ferenc. - W Ładzicach najbliższy dom od granicy działki jest 320 metrów. Jeśli chodzi o Stobiecko, to ponad 600 metrów. Nie zamierzamy państwu zwiększać tam hałasu ponad ten, który macie.
Spotkanie trwało ponad dwie godziny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze