Udział w Narodowym Spisie Powszechnym 2021 jest obowiązkowy, a odmowa wzięcia w nim udziału może skutkować nałożeniem kary grzywny w wysokości do 5 tys. zł. Udzielenie odpowiedzi niezgodnych ze stanem faktycznym, grozi karą pozbawienia wolności do 2 lat. Są jednak osoby, które nawet pod groźbą kary nie chcą się spisać. Jednak z każdym dniem jest ich coraz mniej.
Czas ucieka. Termin spisu mija 30 września. Osoby, które już się spisały wiedzą, że nie jest to czasochłonna czynność. Wystarczy od 5 do 15 minut. Udział w spisie należy do obowiązków obywatelskich. Spis przeprowadzany jest w Polsce od wieku, co dziesięć lat. Polski GUS przoduje na świecie pod względem jakości wykonywania statystyk.
W tegorocznym spisie w województwie łódzkim na dziś spisało się niemal 65 procent społeczeństwa. W skali województwa powiat radomszczański może się pochwalić wysokim, bo 71 procentowym, udziałem w spisie. To naprawdę niezły wynik na tle innych powiatów. Najwięcej obywateli dopełniło obowiązku w sąsiednim powiecie, opoczyńskim. Tam spisanych jest już 84 proc. Tymczasem najmniej osób zarejestrowano w powiecie zgierskim. To zaledwie 56,2 proc. Średnia krajowa wynosi 63 proc.
Największy boom na spis miał miejsce w kwietniu. Następnie w maju, gdy rachmistrze rozpoczęli wykonywać spis telefonicznie lub osobiście (od 23 czerwca).
- Duży wzrost nastąpił także pod koniec czerwca. Pierwotnie bowiem spis miał trwać do końca czerwca. Ta informacja gdzieś pozostała i stąd ten wzrost - mówi Katarzyna Szkopińska, rzecznik prasowy GUS w Łodzi.
Do końca sierpnia do urzędów gmin lub przez infolinię powinni byli zgłosić się wszyscy, którzy nie mogli spisać się internetowo, aby dotarł do nich rachmistrz.
- Informacja ta poszła "głuchym telefonem", że tylko do końca sierpnia będzie można się spisać internetowo. Wczoraj był wzmożony ruch - mówi rzecznik GUS.
W ostatnim czasie rachmistrze sukcesywnie wypełniają formularze odmowy poddania się spisowi. Bo zbliża się termin.
- Nie mamy czasu czekać na to, żeby uzyskać dane. Niestety, ludność jest oporna bardzo - podkreśla Katarzyna Szkopińska.
Ludzie boją się wziąć udział w spisie. Nie mają zaufania. Poprzedni spis był realizowany w dużej mierze ze źródeł administracyjnych, zastanych, a tylko częściowo metodą reprezentacyjną, dlatego ludzie nie pamiętają, że spisy są raz na 10 lat.
- Młodzi ludzie nie pamiętają, żeby jakikolwiek spis był organizowany. Negatywna postawa wynika z niewiedzy. Respondenci nie wiedzą, po co nam te dane. Uważają, że to jest inwigilacja. A wystarczy zajrzeć na stronę spis.gov.pl - tłumaczy rzecznik.
Dane są wykorzystywane do podejmowania szeregu kluczowych decyzji w sferze finansów, zdrowia, edukacji, rolnictwa, dotacji unijnych, inwestycji, itd. Plotką, fake newsem jest informacja, że w spisie należy podać wielkość swojego majątku.
- My nie pytamy o dochody ani o stan majątku. Jedyne pytania w zakresie tej tematyki dotyczą wielkości mieszkań i ich własności - mówi rzecznik GUS.
Dane osobowe nigdy i nigdzie nie są udostępniane. Podlegają tajemnicy statystycznej. Nawet na wniosek policji, czy prokuratury dane jednostkowe nie są udostępniane - zapewnia Katarzyna Szkopińska.
Formularz jest anonimizowany. Gdy dane trafiają do statystyki, to dane osobowe są od formularza oddzielane. I zamknięte.
W wielu gminach pojawiły się tzw. spisobusy. Każdy mieszkaniec może się udać do rachmistrza, który pomaga w wypełnieniu formularza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze