Likwidacja prac domowych miała być antidotum na przeciążenie uczniów. Postulowali ją rodzice. Gdy została wprowadzona, podkreślają: to się nie sprawdziło. Tego samego zdania są nauczyciele. Tylko dzieci są zadowolone
- Tragedia… - Marek Biesiada, dyrektor Jedynki, Publicznej Szkoły Podstawowej nr 1, nie ma wątpliwości. Od roku obserwuje, jak jego uczniowie coraz słabiej piszą sprawdziany i kartkówki. - Bo nie powtarzają. W pracach domowych nie chodziło o to, żeby dzieci w domach wkuwały. Chodziło o ćwiczenie i utrwalanie. Może gdyby klasy miały po 10 uczniów, to by się udało. A tak za chwilę się okaże, że kolejne roczniki nie będą w stanie napisać matury w podstawie na 30 procent. Co ja mówię, nie będą - wymagania już obniżono, a to się właśnie dzieje, chociaż z inneg......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 94% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.