Dzień czwarty za nami. Najpierw do bólu prawdziwy, albo prawdziwie bolący monondram, a potem żywiołowy koncert, jakiego dawno w MDK nie było

Aktor i poeta Bogusław Kierc wcielał się w rolę różewiczowskiego Głodomora na trzy różne sposoby, a dzisiaj w sali kameralnej MDK zagrał ten monodram po raz ostatni. - Pozwólcie mi odejść - te słowa wypowiedziane na scenie nabierają jeszcze głębszego znaczenia. Jak zresztą sztuka Tadeusza Różewicza, która wydaje się jeszcze bardziej bolesna, jeszcze mocniej uderzająca. "Powroty do odejścia Głodomora" zrobiy na publiczności wielkie wrażenie. Bogusław Kierc po raz pierwszy został Głodomorem w 1967 roku we Wrocławiu, 10 lat później w Warszawie, po 15 latach wrócił do klatki znów we Wrocławiu. A dzisiejszego popołudnia pożegnał się z tą postacią, bo tak postanowił. Pożegnał w znakomitym stylu.

A o 19 w sali widowiskowej rozpoczął się koncert "Steve nash oraz Dj Funktion, Pan Jaras & Pinky Loops Quartet". Żywioł. To chyba odpowiednie słowo na to, co zaserwowali znakomici muzycy i wokalista Maksymilian Łapiński publiczności. Muzyka filmowa z takich tytułów jak Kill Bill czy Młode Wilki były gorąco oklaskiwane. Zachwyciły także aranżacje muzyki klasycznej, których "dopuścił" się Steve Nash, czyli Kacper Nowak. I wyszło mu znakomicie. A "Prząśniczki" Stanisława Moniuszki zebrały burzę oklasków. Okazało się, że można połączyć klasykę nie tylko z rockowym brzmieniem, ale i tym, co grają DJ-e na winylowych płytach. Efekt świetny, bis gwarantowany.

Jutro o 16 spacer po mieście śladami braci Różewiczów. Start sprzed MDK, poprowadzi historyk Agnieszka Kuligowska. A o 19 w sali kameralnej czytanie performatywne wierszy Tadeusza Różewicza "Gdzie ja jestem" w wykonaniu Sceny Poezji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze