- Codziennie mamy bardzo dużo nowych zakażeń, dlatego jesteśmy w strefie czerwonej. Od dwóch tygodni mamy przyrosty po 40, 50 osób dziennie. I wiele osób wysyłamy na testy. A wyniki badań tych osób w 90 procentach są pozytywne - mówiła podczas dzisiejszej komisji zdrowia i pomocy społecznej (odbywała się zdalnie) Małgorzata Widawska, dyrektor radomszczańskiego Sanepidu.
Kwarantanną objętych jest 1500 mieszkańców powiatu. Decyzje wydawane są nawet z kilkudniowym opóźnieniem. Coraz więcej przypadków zakażeń jest w szkołach, chorują przede wszystkim nauczyciele, mniej przypadków jest wśród uczniów. Dyrektorzy występują do Sanepidu z wnioskami o przejście na nauczanie zdalne i kwarantanny. Na to wszystko potrzeba czasu. Sanepid pracuje siedem dni w tygodniu.
- W końcu października i w listopadzie nastawiamy się na wzrost zachorowań - nie ukrywała Małgorzata Widawska. - Teraz duże ogniska koronawirusa to szpital, ZPO w Przedborzu, i dwie firmy w strefie. Ognisko to minimum trzy zachorowania – wyjaśniała.
Dyrektor Sanepidu wyjaśniła, że zwracała się do swoich przełożonych w Łodzi o możliwość zwiększenia zatrudnienia, ale odpowiedni na razie nie ma. Od poniedziałku przyjdą trzy osoby na staż, skierowane do Sanepidu przez PUP.

W tej chwili 22 osoby z 30-osobowej załogi Sanepidu pracuje, reszta jest na zwolnieniach lekarskich. - Te osoby pracują po 12, 14 godzin i nie mają pewności czy dostaną pieniądze za nadgodziny - mówiła dyrektor Widawska.
- Wczoraj do godz. 16.30 pobrano 125 wymazów w drive thru, wszystkie, które się tam zjawiły - wyjaśniał dyrektor Szpitala Powiatowego Piotr Kagankiewicz. Mieszkańcy skarżą się, że trzeba stać w kolejce kilka godzin.
- Realna liczba chorych może być cztero, może pięciokrotnie większa niż podają statystyki - podsumował przewodniczący komisji lekarz Włodzimierz Nicpan. Bo nie wszyscy idą na badanie, mimo że zostały skierowane. Nie chcą być na kwarantannie. Albo nie wiedzą, że objawy, które mają, to nie zwykła grypa, ale Covid-19. - Statystyka to tylko wierzchołek góry lodowej - poparła go Małgorzata Widawska.
Wobec tych, którzy dostali skierowanie na badanie, ale go unikają, nie można wyciągnąć konsekwencji. Na pewno nie zrobi tego Sanepid, bo teraz zajmuje się ludźmi, którzy mieli kontakt z chorymi, a nie samymi chorymi. - Wiem od lekarzy POZ-etów, że teraz nawet 90 procent infekcji związanych jest z koronawirusem - dodał Włodzimierz Nicpan.
- 73 łóżka zostały udostępnione pacjentom z covidem - przypomniał dyrektor szpitala. - Na chwilę przez komisją jedyne wolno łóżko było na oddziale dziecięcym. Na zakaźnym i pulmunologii mieliśmy po jednej dostawce, czyli mamy wykorzystanie powyżej 100 procent. Punkt drive thru działa do ostatniego pacjenta. A jutro od popołudnia szpital ma wykonywać badania na obecność koronawirusa we własnym laboratorium. Na początek dla pacjentów, którzy trafią na SOR. Wynik ma być w godzinę. Teraz trzeba czekać dobę. A do tego momentu pacjent musi być izolowany.
- Teraz powinno być lepiej - zapewnił. Na razie tylko SOR, bo szpital dostanie tylko 100 kartridży do badań. To zapas zaledwie na dobę, bo maszyna wykonuje 4 testy na godzinę. Dyrektor dodał, że nowe łóżka covidowe będą w innych szpitalach, m.in. 80 w Bełchatowie.
Włodzimierz Nicpan zapytał, czy radomszczański szpital może stać się w całości covidowskim. Dyrektor odpowiedział, że nie wie, co zamierza minister zdrowia, ale chyba odstąpiono od tworzenia szpitali jednoimiennych. - W moim przekonaniu tak powinno być, bo oprócz covid-19 jest wiele chorób do leczenia. Będziemy pracować normalnie na wszystkich oddziałach. Z wyjątkiem Pajęczna, ale to mały szpital z jednym oddziałem - odpowiedział Kagankiewicz.
Powrócił temat oddziały dziecięcego przekształconego na covidowy. - To była moja decyzja, w porozumieniu z wojewodą. Nasza wspólna decyzja. Kierowałem się przede wszystkim infrastrukturą. Osobne wejścia, na parterze. I kadra. Ordynator ma specjalizację anastezjologiczną. A usługi pediatryczne są zabezpieczone w województwie. Dzisiaj takich wolnych łóżek jest 248. Nie ma zagrożenia - zapewnił. - A inne oddziały są oblegane, i innych świadczeń będzie przybywać. Bo inne szpitale są mniej wydolne, i my to leczenie przejmujemy. Potrzebujemy miejsc do leczenia dorosłych. A na dziecięcym było najwięcej wolnych łóżek.
- Dziecko to pacjent, który wymaga specjalnej troski, a pan dyrektor pozostawił nas samych sobie. O życiu takich pacjentów czasem decydują minuty. A dzisiaj dojazd do Piotrkowa, kiedy mamy takie korki, może doprowadzić do śmierci - stwierdził radny Paweł Chybalski i dodał, że można to było zorganizować inaczej.
W tej chwili wśród personelu szpitala jest tak wiele przypadków zakażeń i kontaktów z zakażonymi, że, jak stwierdził dyrektor, placówka pracuje w minimalnych składach. W liczbach, w pracy nie ma ok. 70 osób.
Dyrektor zrezygnował z badań przesiewowych personelu, bo okazało się, że badanie wykazuje nie tylko zakażenia, ale i ślady po zakażeniu. - A wtedy wyeliminowalibyśmy całą załogę. Teraz testy robimy tylko osobom z objawami. Bo inaczej musielibyśmy zamknąć szpital.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze