Słynna radomszczanka, Iwona Mazurkiewicz, żyje pełnią życia. Udział w „Sanatorium miłości” przyniósł jej spełnienie najważniejszego marzenia: chciała spotkać kogoś bliskiego, kto chciałby z nią dzielić życie.
W mediach pojawiają się informacje, że są parą. W telewizji pojawiły się materiały, w których Iwona występuje wspólnie z Gerardem. W życiu jest podobnie, każdą chwilę spędzają razem. Poznają się, przyjaźnią, wspólnie mieszkają. Właściwie się nie rozstają. Gdy zadzwoniliśmy w tym tygodniu do pani Iwony, zastaliśmy ją w Zabrzu, w domu Gerarda. I choć jeszcze nie są zaręczeni, to nie jest to wykluczone w przyszłości.
- Wszystko jest na dobrej drodze. Moje życie nabrało rumieńców. Bardzo się cieszę z tego, co mnie w ostatnim czasie spotkało. Wyzwoliłam swoje emocje - mówi pani Iwona.
Stan epidemii wykluczył na razie plany Iwony i Gerarda na realizacje medialne, ale pierwsze spoty reklamowe mają już za sobą. Teraz przygotowują przyjęcie urodzinowe Gerarda. 80. urodziny zaplanowane są na zamku w Niepołomicach. Zaproszono wiele osób, a wśród nich postacie znane z telewizji. Teraz remontują basen przy domu w Zabrzu - jak obiecuje pani Iwona - po remoncie opublikują wspólną sesję zdjęciową.
Przypominamy materiał o radomszczance, który ukazał się w Gazecie jeszcze przed emisją programu.
Iwona Mazurkiewicz mówi, że złymi doświadczeniami mogłabym obdzielić ze trzy osoby. A jednak nigdy nie czeka na to, co przyniesie los. Woli sama zrobić krok naprzód. Na przykład taki, jak udział w programie „Sanatorium miłości”Iwona Mazurkiewicz mówi, że złymi doświadczeniami mogłabym obdzielić ze trzy osoby. A jednak nigdy nie czeka na to, co przyniesie los. Woli sama zrobić krok naprzód. Na przykład taki, jak udział w programie „Sanatorium miłości”

Jest już postacią rozpoznawalną w Radomsku, i pewnie nie tylko. Dzięki udziałowi w drugiej edycji programu „Sanatorium miłości”. Jej losy w programie w każdą niedzielę śledzą nie tylko seniorzy, ale ludzie w młodszym wieku. Pani Iwona mówi dynamicznie, jest energiczna, ma radosne usposobienie, którego mogłyby pozazdrościć nastolatki. A przecież życie jej nie rozpieszczało.
Strach wciąż z nią jest
Pochodzi z Radomska, tu się urodziła. Prawie 20 lat spędziła za granicą, w tym 11 w Anglii i 6 w Holandii. Wyjechała, żeby zarobić. Ogromna tęsknota i brak poczucia bezpieczeństwa sprawiły, że w 2018 roku wróciła do rodzinnego Radomska. Tam doskwierał jej brak własnego miejsca na ziemi i własnego dachu nad głową.
- To straszne, kiedy człowiek musi wielokrotnie się przeprowadzać, zaczynać praktycznie od zera i być w praktyce osobą bezdomną - mówi.
W kraju miała rodzinę, syna, synową i wnuka. Jest osobą silną i otwartą na świat. Dostrzega to każdy. Właściwie cały czas jest uśmiechnięta. To wrodzony optymizm czy świadomie przyjęta postawa życiowa? Bo jej życie nie było usłane różami. I choć się nad sobą nie użala, to mówi, że złymi doświadczeniami mogłabym obdzielić ze trzy osoby.
Była fizjoterapeutką, nauczycielem wychowania fizycznego, prowadziła drogerię przy ul. Przedborskiej. Jej barwnemu życiu zawodowemu towarzyszyły burze w życiu prywatnym. Najpierw przeszła przez trwający 21 lat związek małżeński, który wówczas uważała za jedyny i do grobowej deski. Stało się inaczej, alkohol nadużywany przez męża spowodował, że Iwona w końcu podjęła decyzję o rozstaniu. I nie żałuje.
Wcześniej zdarzyła się rzecz, o której i teraz jest jej trudno mówić - śmierć dziecka. Doszło do tego na skutek choroby i nieudanej operacji. Na trzy tygodnie przed urodzinami drugiego syna usłyszała o śmierci pierwszego. Leżała wówczas w szpitalu na podtrzymaniu ciąży. Po rozwiązaniu dowiedziała się, że Marcin ma podobną wadę wrodzoną. Wtedy znów przyszedł strach, który towarzyszy jej przez całe życie.
Na tym ciąg dramatycznych wydarzeń się nie skończył, choć był poprzedzony ogromem szczęścia, którego zaznała będąc żoną Janusza - drugiego męża. Miłość przyszła już po jej wyjeździe z kraju, choć znali się wcześniej. Cud trwał siedem lat. Wtedy przyszła choroba ukochanego i czas walki o życie. Znów została sama. Po śmierci Janusza musiała jeszcze przez półtora roku zostać w Londynie, bo miała do spłaty kredyt zaciągnięty na dom. I wracała do tego domu, który był miejscem przeżytej traumy, w którym już nikt na nią nie czekał. W końcu sprzedała go.
Zachłanna na życie
Potem przyszedł czas na Holandię. Znalazła się tam przez mężczyznę, z którym była w krótkotrwałym związku.
- Nie pasowaliśmy do siebie. Stwierdziłam, że nie można, będąc z kimś, czuć się samotną, bo ja nie czuję się samotną będąc samą. Natomiast być z kimś bardzo blisko i tak się czuć? Zrezygnowałam - wyznaje. Tam nie narzekała na brak zainteresowania ze strony mężczyzn, ale czuła, że mogłaby stać się od kogoś zależna, a tak żyć nie potrafiła i nie chciała.
Wróciła do Polski. Gdy już osiadła w Radomsku, też nie było jej łatwo. Przez jakiś czas czuła się zagubiona, nie potrafiła się zadomowić. Okazało się, że próba zorganizowania sobie życia została przerwana przez kolejny dramat. Dowiedziała się, że ma raka trzustki. Myślała wówczas, że taka diagnoza to wyrok i podświadomie żegnała się już z życiem. Na szczęście operacja się udała. Te przejścia sprawiły, że patrzy na świat przez różowe okulary, a o przyszłości mówi:
- Przez to wszystko zaczęłam być bardziej zachłanna na życie, pragnę radości i uczę się zdrowego egoizmu, bo nie wiem ile lat życia mi zostało, a chciałabym naprawdę przeżyć je pięknie.
W końcu znalazła swoje miejsce na ziemi. Rodzina jest dla niej na pierwszym miejscu. Znalazła też towarzystwo i zajęcia na Uniwersytecie III Wieku Wiem Więcej w Radomsku. Wybudowała dom, zakłada ogród...
Co daje jej to poczucie bezpieczeństwa?
- Mam wspaniałych sąsiadów, na których mogę liczyć w każdej chwili, bo nawet gdy jestem przeziębiona, to natychmiast jest reakcja.
Nie czuje się gwiazdą
Pomysł udziału w programie podsunęła Iwonie jej koleżanka. Gdy ruszyła pierwsza edycja przekonywała, że program jest stworzony właśnie dla niej.
- Ale wówczas nie byłam jeszcze na to gotowa. Sytuacja się zmieniła, gdy ruszył nabór do kolejnej serii „Sanatorium”. Wówczas sąsiadka Ewa, namówiła mnie do wysłania zgłoszenia, kusząc perspektywą znalezienia miłości - mówi. I choć niektórzy dziwią się, że Iwona nie może znaleźć partnera, to ona podkreśla: - Jestem mało ufna jeśli chodzi o sprawy damsko-męskie. Jestem pierwsza do wygłupiania się, do żartowania, ale potrzebuję poczuć motyle w brzuchu - śmieje się głośno.
Iwona musiała przejść casting. Dwanaście osób wyłoniono spośród trzech tysięcy. Jest dumna, że jej się udało.
- Nie wiem, jakimi kryteriami kierowały się osoby prowadzące casting. Coś musiało sprawić, że wybrali mnie, a nie innych. Byłam świadoma, że potrzebują bardzo różnych osobowości, bo w tym programie musi się coś dziać. I proszę mi wierzyć, będzie się działo! - zapowiada. - Będą bardzo emocjonalne chwile, a przy tym niezła komedia. Będziemy pokazywać swoje emocje i ujawniać swoją przeszłość, która dotknęła każdego z nas.
Program przez niektórych postrzegany jest jako kontrowersyjny. Na początku nawet rodzinie Iwony jej decyzja się nie spodobała. Wystarczył jeden odcinek, żeby zmienili zdanie.
Na jej temat pojawiło się w sieci już mnóstwo komentarzy. Telewizja nazywa ją gwiazdą, ale ona wcale się tak nie czuje.
- Jestem zwykłą, szarą seniorką, która porusza się po ulicach gdzieś tam w Polsce. Mam świadomość, że wyglądam młodo jak na swój wiek. To fajne dla kobiety, że mogę się jeszcze podobać. Ale mój wygląd wynika z systematycznej pracy, codziennie wykonuję krótką gimnastykę twarzy i ciała, bo ćwiczenia powodują, że wyglądamy apetyczniej.
Iwonie przygląda się dokładnie widownia programu. - Ktoś nagle dostrzegł zmarszczki na mojej twarzy. Tak proszę państwa, ja mam zmarszczki! Nie mam trzydziestu lat, mam 60+ i mam do nich prawo. Nie wstydzę się procesu starzenia, bo on jest nieunikniony dla nas wszystkich.
Program to nie tylko możliwość znalezienia miłości, ma też pokazać seniorom, że życie nie kończy się po 60-tce. Osoby starsze stanowią coraz większą część społeczeństwa. Radomszczanka podkreśla: - Wylałam w swoim życiu wiele łez i teraz chcę brać życie na maksa. Świat stoi przed nami seniorami otworem. Chcę szczęścia, którego mam nadzieję jeszcze zaznać.
Dla Iwony ostatnie tygodnie to niezwykle intensywny czas. Spotyka się z uczestnikami programu, wśród których zawiązały się przyjaźnie. Otrzymała zaproszenie do udziału w „Wielkim Teście” o karnawale w TVP1. Występ przed kamerą już nie jest dla niej stresem.
- Napięcie czułam przez pierwszy tydzień programu (pobyt trwał miesiąc - przyp. red.). Dzisiaj staram się kamery nie widzieć. Teraz trwa moje pięć minut - znów się śmieje.
Plany na przyszłość? - Myślę o stworzeniu zajęć grupowych z gimnastyką twarzy połączoną z ćwiczeniami dla ciała. Gimnastyka połączona z elementami jogi. Jestem fizjoterapeutką i coś takiego mi się marzy. A oprócz tego czekają mnie spotkania związane z występem w „Sanatorium miłości”.
I chyba to największe: spotkanie wymarzonej miłości. W tej kwestii Iwona Mazurkiewicz nie traci nadziei.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze