Artur F. zginął w pożarze ratując swoje dwuletnie dziecko.
O tej tragedii piszą największe media. Artur F. miał 30 lat. Pochodził z Radomska. Zginął w czwartek w pożarze w malutkiej miejscowości Leżachów w województwie podkarpackim.
Do tragedii doszło wieczorem. Po południu Artur F. odwiózł swoją partnerkę do szpitala, gdzie miała zaplanowaną cesarkę. Sam został dwuletnią Anielką. Wieczorem w domu, który wynajmowali, wybuchł pożar. Sąsiedzi najpierw usłyszeli wybuch. Gdy wybiegli przed dom, zobaczyli płonące dziecko.
Jak opowiadał Super Expressowi Kamil Czercowy, komendant OSP Leżachów, który ratował dziewczynkę, „jego kolega polewał dziecko pianą z gaśnicy a on okładał kocami”. Potem w domu doszło do drugiego wybuchu. Mężczyźni rozebrali dziecko do pampersa, pobiegli z nim do domu komendanta i natychmiast włożyli do wanny. Dziewczynka przeżyła.
Według relacji świadków, Anielkę uratował ojciec Artur F. To on wyniósł ją na zewnątrz. Jego ciało znaleziono potem w domu, z głową w wannie, gdzie prawdopodobnie próbował nabrać wody do gaszenia pożaru.
Dwuletnia Anielka w stanie ciężkim przebywa w szpitalu w Łęcznej. Ma poparzone 80 procent ciała. Syn Artura F. urodził się dzień po tragedii.
Na portalu zrzutka.pl trwa zbiórka pieniędzy na jej leczenie. Jej organizatorzy piszą: „Każde wsparcie, każda złotówka będzie przekazana na leczenie poparzonej Anielki. Proszę o pomoc i dziękuję za okazaną życzliwość i dobre serce.”

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze