Reklama

"Radomszczanie są wrogami drzew". Rozmawiamy z dendrologiem Ernestem Rudnickim

Jak dla mnie ludzie w Radomsku są wrogami drzew. Ciąć te chwasty, jechać z tymi chwastami, ciągle to słyszę. Szczególnie kiedy pielęgnuję topole - o  drzewach w Radomsku rozmawiamy z dendrologiem Ernestem Rudnickim

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Ma pan 27 lat i jest dendrologiem. Proszę się nie obrazić, ale brzmi podobnie do archeologiem, i zastanawiam się, kto dzisiaj wybiera taki zawód? W świecie technologii? Dlaczego drzewa a nie komputery?

Ernest Rudnicki: - Da się to racjonalnie wytłumaczyć. Dendrologów można wykształcić wielu, ale nie wszyscy znajdą pracę w zawodzie. Ja ukończyłem ogrodnictwo z marketingiem w specjalizacji. Trzeba mieć świadomość, że nie ma w Polsce szkół dendrologii, nie ma takiego kierunku na studiach.

Reklama

(Na zdjęciu: pielęgnacja drzewa na osiedlu Tysiąclecia)

To jak zostaje się w Polsce dendrologiem?

- Swoją pracę inżynierską pisałem w katedrze dendrologii na Uniwersytecie Rolniczym na wydziale ogrodniczym. Inżynierka to było ogrodnictwo z marketingiem, magisterka to była agroekologia i ochrona roślin. Wszystko co robiłem na studiach przez sześć z hakiem lat od początku do końca kiedy mieszkałem w Krakowie było związane z drzewami. Zresztą drzewami zajmuję się od prawie 20 lat. Od dziecka. Dendrologiem mogę się nazywać ze względu na mój dorobek naukowy i popularnonaukowy w tej dziedzinie. Bo nie można zdobyć sobie tytułu dendrologa. To tak w Polsce nie działa.

Reklama

Powiedział pan od 20 lat, czyli od 7 roku życia. Już wtedy interesowały pana drzewa? Naukowo?

- Tak się złożyło, że rodzice i dziadkowie kupili działkę przy Brzeźnickiej, we wczesnych latach 90. I tam spędzałem czas. I rosnące ta drzewa mimochodem były pod moją opieką.

Pod opieką? Ja w wieku siedmiu lat wspinałem się na drzewa, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że można się nimi opiekować...

Ja też się wspinałem, ale w celach bardziej opiekuńczych, żeby o nie dbać.

Przecież drzewo sobie rośnie. Zawsze rosło. Większość czytelników pewnie zapyta w tym miejscy: co to znaczy dbać o drzewo?

Reklama

- Dbać o to, żeby nie pojawiały się w nim suche gałęzie, żeby było statyczne...

Momencik, teraz mówi pan to z perspektywy całej wiedzy, jaką ma pan dzisiaj. Wtedy miał pan może 10 lat, siedział na drzewie i co wiedział o zasadach prawidłowej pielęgnacji?

- Wtedy miałem powiedziane, że na drzewie ma być dużo owoców, bo to były drzewa owocowe.

Dalej nie wierzę. Dziecko wie jak to osiągnąć?

- Na początku nie miałem żadnej wiedzy i przyznaję się, że w młodości zepsułem wiele drzew. Dużo drzew przez moje działania obumarło. Mam trociny na swoich rękach.

Reklama

Czyli dzisiaj odkupuje pan winy z młodości?

- Może tak być. Na początku nie zaglądałem do literatury. Najpierw szedłem w praktykę, czyli wchodziłem na drzewa. Zepsułem dużo drzew zadając im takie rany, które nie były w stanie się goić, odbierając zbyt dużą część gałęzi. Praktyka w końcu pchnęła mnie stronę literatury fachowej. I wtedy wybrałem się na studia do Krakowa. I dlatego moja wiedza jest bardziej praktyczna, skonfrontowana z literaturą później.

Ekoterrorysta - usłyszał pan to kiedyś o sobie? Ktoś z mieszkańców Radomska uznał pana za oszołoma, który oszalał na punkcie tych drzew? Przecież dziadek, ojciec brał sekator i obcinał co było do obcięcia, albo wycinał to czy inne drzewo i nic się nie działo.

Reklama

- I w mieście też tak robili, brali piłę i cięli jak szło. Gałęzie, które przeszkadzały, albo te, które uznali, że przeszkadzają. I co mamy dzisiaj? Ile mamy ponad stuletnich drzew w Radomsku? Można policzyć na palcach jednej ręki. To wszystko jest pokłosiem tego jak były pielęgnowane, czyli tak jak komuś przyszło akurat do głowy.

Mówi pan o latach 70., 80.?

- Nawet do 2000 i później. Może w ostatnich latach mniej.

To znaczy, że nikt nie miał wiedzy?

- To jak się pielęgnuje drzewa jest dla ludzi tematem drugorzędnym. To my staramy się ten temat nagłośnić, uczynić ważnym.

Reklama

Może to oni mają rację, od wielu osób można usłyszeć, że zawsze się wycinało i żyjemy, to po co ten hałas?

- Żyjemy, tylko jaka jest jakość naszego życia? Wystarczy rozejrzeć się dookoła i uświadomić, że będziemy chodzić po ulicach, które są gorące i suche. Dla mnie dbanie o drzewa zawsze będzie priorytetem.

To z innej strony. Dlaczego tak trudno przekonać kogoś, że drzewa są nam bardzo potrzebne?

- Trzy czwarte ludzi, z którymi o tym rozmawiam nie uważa drzew za ważne. Dla nich ważniejsze są drogi, infrastruktura, a drzewa z tym kolidują. Ludzie widzą tylko to co tu i teraz.

Reklama

Mamy problem ze smogiem. A zieleń w mieście w tym kontekście odgrywa wielką rolę.

- Ogromną. A druga sprawa to komfort życia. Dzięki drzewom i zieleni w mieście jest wilgotniej, chłodniej, jest cień, jest przyjemniej. Liście filtrują zanieczyszczenia, dają tlen. To drzewa mają wpływ na to, jak latem czujemy się spacerując w upale. I jeszcze estetyka.

A propos estetyki, to mieliśmy niedawno w Gazecie przykład uciętego w połowie drzewa na jednym z radomszczańskich osiedli, przy bloku spółdzielni Dwunastka.

Reklama

- Standardowa pielęgnacja świerków w Radomsku. W Polsce zresztą też. Dlaczego? Bo drzewa iglaste, silnie rosnące, są sadzone przy ścianach bloków, pod liniami energetycznymi. Ludzie myślą, że to będą małe iglaczki, a tu wyrastają drzewa.

Pan od kilku lat próbuje edukować radomszczan...

- Chciałbym.

Czuje pan różnicę w podejściu mieszkańców do drzew?

- Czuję. Po współpracy z urzędem miasta, troszeczkę po współpracy ze starostwem, a przede wszystkim po współpracy z Radomszczańską Spółdzielnią Mieszkaniową. Pokazywałem im jak ciąć, jakie błędy popełniali i widzę, że starają się ich robić mniej. Technika cięcia uległa poprawie.

Reklama

Mówi pan o współpracy z urzędem. Niedawno miałem telefon w sprawie skweru przy Sierakowskiego. Czytelniczka ma dla niego nazwę: Beton Square.

- Urząd ma swoją nazwę, Lechowskiego. Ja bym to nazwał pole przed żniwami, jeśli wziąć pod uwagę centralną część tego placu.

Mam wrażenie, że polityka dotycząca drzew wygląda mniej więcej tak. Zakładamy, że wycinamy i szukamy pięciu przepisów, którymi taką decyzję uzasadnimy, zamiast poszukać jednego, który pozwoliłby przesunąć krawężnik o 10 cm i uratować topolę przy Żeromskiego.

Reklama

- To wynika z niechęci do przeorganizowania planów. Plany zostały narysowane i być może koszty i nakład pracy są zbyt duże, żeby coś zmieniać.

No to może zamiast zmieniać, uwzględniać drzewa wcześniej?

- Dobry Boże pomóż... Wcześniej trzeba było też myśleć, w przypadku parku Świętojańskiego przy czy planowaniu infrastruktury podziemnej. Tam w ogóle nie patrzono co rośnie w parku.

Ktoś wziął plan i coś po prostu narysował?

- A potem się okazało, że większość najbardziej okazałych drzew koliduje z infrastrukturą czy huśtawkami. A że taki było plan, to taki wdrożono.

Przecież urzędnik może w każdej sytuacji zapytać, jak zrobić to tak, żeby do takiej sytuacji nie doszło.

- Wydział inwestycji zlecił mi inwentaryzację z ekspertyzą drzew w drugiej części rewaloryzacji parku. A potem zrobili po swojemu, według projektu firmy z Wrocławia, która zakładała wycięcie wszystkiego co było najbardziej wartościowe.

To po co pańska ekspertyza?

- Dobre pytanie. Jeszcze nikt mi na nie odpowiedział. Chociaż wierzę w ich dobre intencje, że chcieli zrobić prawidłowo, ale po prostu zapomnieli o planach z infrastrukturą opracowanych w 2015 roku.

Wiem, że to oklepane, ale kostki brukowej w mieście wciąż przybywa, zielonego coraz mniej. Oczywiście sadzi się nowe drzewa, ale one potrzebują czasu i to dużo. 10, 15, 20 lat.

- Właśnie o to chodzi. Drzewa młode raz, że w większości nie dożywają młodości, dwa nie osiągają rozmiarów tych wyciętych, bo warunki w miastach do rozwoju drzew są coraz gorsze. Do tego klimat, ocieplenie, i mamy taki efekt.

Minister ochrony środowiska, że rocznie w Polsce wycinamy co prawda miliard drzew, ale za to sadzimy 30 mld.

- Niech jeszcze poda statystykę, ile z tych posadzonych przeżywa. Przynajmniej kilka lat. Nasadzenia zastępcze, brzmi pięknie. Wycinamy jedną 50-letnią topolę o obwodzie pnia trzy metry, a sadzimy dwa klony kuliste, które rosną dwa metry w górę, jeden z nich przeżywa 5 lat, drugi usycha. W świetle prawa wszystko się zgadza. Myślenie jeden za jeden w tej dziedzinie nie ma sensu.

Ludzie nie chcą sobie tego uświadomić? Może trzeba im powiedzieć, że robią krzywdę nie tylko sobie, ale swoim dzieciom i wnukom?

- Może. Tylko jeśli będziemy radykalni w wypowiedziach, usłyszymy, że jesteśmy ekoterrorystami, że wstrzymujemy inwestycje, itd.

A może planując inwestycję przemyślmy to nie dwa a trzy razy?

- Planowanie to podstawa, żeby chronić to co już mamy. Trzeba zrobić inwentaryzację drzew i te, które można zachować, zachować. A nie robić wszystko od zera, bez patrzenia na to co już rośnie. Tak jak drzewa przy Spacerowej, które są już ładnie spielęgnowane. Myślałem, że po to, żeby były bezpieczne i żeby zdrowo rosły. Nie. Zrobiono to, żeby ptaki nie zakładały tam gniazd. To się przyda w czasie realizacji inwestycji, bo będzie można wycinać. Bo jak są gniazda, to nie można. Teraz po przycince ryzyko zostało zminimalizowane. Nie oszukujmy się, jedno gniazdo nie wstrzyma inwestycji. I muszę zaznaczyć, że nie jestem radykałem. Sam przyczyniłem się do tego, że wiele drzew w Radomsku zostało wyciętych. Wskazywałem drzewa, które zamierały, które się rozłamywały i stawały niebezpieczne. Dałem zgodę na wycinkę sześciu drzew na cmentarzach w tym roku. Wskazałem wiele drzew do pielęgnacji i usunięcia w mieście. Nie bronię każdego drzewa za wszelką cenę. Topoli przy Żeromskiego też nie będę bronił za wszelką cenę, nie chcę przecież wstrzymywać inwestycji. Ludzie, którzy nad tym pracują przygotowali plany i ja nie będę im tego burzył. Jednak żałuję, że robi się to właśnie w taki sposób, że nie patrzy się na to co już rośnie. I dotyczy to każdej inwestycji w Radomsku.

My w dzieciństwie wchodziliśmy na drzewa, dzisiaj dzieciaki wolą smartfony.

- No właśnie. Ostatnio pielęgnowałem topolę przy Piastowskiej przy skate parku. Myślę, że ponad 20 osób pytało mnie o to drzewo, byli ciekawi co ja z nim robię, po co. Wszystkie te osoby to byli ludzie w wieku powyżej 50 lat. A młodzi, którzy tamtędy przechodzili, patrzyli albo na siebie, albo w telefony. Młodsze pokolenie w ogóle nie interesuje się drzewami. W ogóle ich nie obchodzą.

Dlaczego nie patrzymy na światowe trendy? W miastach stawia się na zieleń, zakłada ogrody na dachach budynków, dba o cenne drzewa, sadzi nowe...

- W Krakowie na przykład teraz bardzo trudno wyciąć drzewo w mieście. Władze blokują takie wycinki, konkretnie zarząd zieleni miejskiej. U nas nie ma nawet jednej osoby, która zajmowałaby się stricte zielenią. Jest wydział ochrony środowiska, ale on ma wiele innych spraw, jak choćby odbiór odpadów. I takiej osoby w Radomsku brakuje. W Krakowie starają się zachować wszystko co rośnie, jeśli tylko można. Nie ma tak, że jak drzewo jest stare, ma posusz w koronie, to wycinamy. Jest posusz, zdejmujemy go, jeśli trzeba robimy inne cięcia. Są różne techniki przedłużania żywotu dużych drzew w miastach.

Radomszczanka, która spędzała wakacje nad polskim morzem, pokazała mi zdjęcie drzewa, które się mocno przechyliło. Nie zostało wycięte, a podparte.

- W Londynie jest drzewo, dla którego zbudowano nawet specjalny mur. Jest bardzo dużo takich przykładów, szczególnie w Europie zachodniej, gdzie buduje się konstrukcje, po to, żeby drzewa się nie przewracały. Zresztą tam drzewa rosną na środku ulic.

W Łodzi rośnie kilkunastoletnia topola, właściwie nic nie znacząca w porównaniu do tych, które mamy w Radomsku, jest zachowana w środku chodnika. Bo można drzewo ominąć. W Łodzi, mieście, po którym byśmy się tego chyba nie spodziewali. Okazuje się, że można. Każde drzewo, które zachowamy, jest nas nasz plus, a można odnieść wrażenie, że nie chcemy tego dostrzec.

- Jak dla mnie ludzie w Radomsku są wrogami drzew. Ciąć te chwasty, jechać z tymi chwastami, to słyszę. Szczególnie kiedy pielęgnuję topole. To już dla ludzi są najgorsze chwasty.

Topola chyba uważana jest za najmniej wartościowe drzewo.

- A ja z tym walczę. Specjalnie zrobiłem wykaz cennych topól w Radomsku i złożyłem w urzędzie miasta i starostwie. Oczywiście, topola to rodzaj drzew, które dzielą się na gatunki. A te są bardzo różne i mają różne cechy. Niektóre to rzeczywiście chwasty, dzikusy i mieszańce, żyją 40 lat, potem się łamią i przewracają. Tylko, że w Radomsku wszystkie takie topole zostały już dawno wycięte. Zostały pojedyncze szlachetne okazy, żyjące bardzo długo.

Bo kiedy topole pylą, to ludzie kichają. I to żółte spada na samochody i trzeba jechać na myjnię.

- Mamy topole męskie i żeńskie. Męskie dają pyłek, żeńskie puch nasienny. I to ten puch jest najbardziej znienawidzony, bo wczesnym latem to lata, wpada do domu. Puch produkują tylko topole panie, a w Radomsku zostało ich nawet nie 10. Zostały tylko topole panowie. Bardziej alergizujące są brzozy.

Będę brutalny. Młodym nie zależy. Starsze pokolenie wymrze. Młodsi zrobią sobie równy asfalt i parkingi.

- Najmłodsze pokolenie będzie kładło kostkę, kolejne się obudzi i zapyta, dlaczego nasi rodzice tak zrobili, a jeszcze następne zacznie zrywać kostkę, przywozić żyzną ziemię i sadzić drzewa. Historia pokazuje, że takie koło zdarzeń toczy się w różnych aspektach naszego życia. Nie tylko zieleni.

Może to jest ten moment, żeby ten krąg przerwać?

- Oczywiście. I uniknąć błędów. Tylko nie wiem, czy mam taką moc... (śmiech)

Wydaje się, że potrzeba dobrej woli z każdej ze stron. Żeby urzędnik inaczej podszedł do drzew i inwestycji...

- Bardzo bym tego chciał, żeby urzędnicy nie wykonywali każdej inwestycji pod schemat: wycinamy wszystko, sadzimy od nowa. Bo tak jest najprościej. Bo nie można przesunąć krawężnika. I jestem świadomy, że większość radomszczan powie, po co przesuwać krawężnik, jak ta rośnie jakiś stary, dziurawy chwast?

Na koniec pobawmy się w dendrologiczną wróżkę, albo wróża. Jaka jest pańska pozytywna wizja Radomska za pięć lat?

- Chciałbym, żeby planować, a nie robić do góry nogami, i inwestycje w mieście prowadzić tak, żeby zachować co jest możliwe do zachowania, żeby rosnące drzewa uwzględniać na etapie planowania.

Teraz ta negatywna. Co mamy za pięć lat?

- Tragedii też nie będzie, bo skala wycinki w Radomsku nie jest w ostatnich latach tak duża jak gdzie indziej, gdzie tnie się do zera. Będziemy jednak powoli, ale skutecznie zbliżać się do betonowego miasta. Główne ulice są ogołacane z drzewa, sadzi się małe drzewa. Radomsko nie jest miejscem, w którym będzie się z przyjemnością spacerować po centrum. Nie godzę się na takie Radomsko i dlatego opracowałem listę drzew-kandydatów na pomniki przyrody. Jest lista A, B i C. Ze względu na priorytet. Na liście A są drzewa, które taki statut powinny mieć natychmiast, bo są wyjątkowe nie tylko w skali regionu, ale w skali kraju. I to jest 5 drzew. Lista B to drzewa, które należałoby objąć ochroną ze względu na ich walory. Lista C jest do wdrożenia, jeśli urzędnicy zechcą, by Radomsko mogło się pochwalić odpowiednią liczbą pomników przyrody. Razem to jest 20 drzew.

Raptem 20?

- To wersja minimum, chętnie bym ją rozszerzył. W Częstochowie mają 401 pomników przyrody, w Piotrkowie 88, w Wieluniu ponad 40, w Pajęcznie 14. W Radomsku 9, z czego trzy dęby rosną razem koło biblioteki i można je potraktować jak jeden pomnik. 9 na miasto liczące 40 tysięcy mieszkańców? Przedstawię tę listę w urzędzie i miejskim radnym. I liczę na ich przychylność.

Rozmawiał Janusz Kucharski

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości