XXXI Forum Ekonomiczne w Karpaczu w dniach od 6 do 8 września zostało zorganizowane ph. „Europa w obliczu nowych wyzwań”. Wziął w nim udział prezydent Radomska.
Forum Regionów jest miejscem rozmów dotyczących zrównoważonego rozwoju miast, wykorzystania funduszy europejskich, poprawy jakości życia mieszkańców, nowych inwestycji czy rozwoju infrastruktury w regionach.
Jarosław Ferenc wziął aktywnie udział w panelu dyskusyjnym „Budżet partycypacyjny – vox populi, vox Dei?”.
Jednym z prelegentów był Wojciech Kaczmarczyk, dyrektor Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Podjął próbę analizy zbyt małego zaangażowania mieszkańców w głosowania nad wyborem projektów budżetów obywatelskich.
- Co jest słabością praktyki budżetu obywatelskiego? Bardzo mała aktywność obywatelska, zwłaszcza w głosowaniu nad wyborem projektów do realizacji, a także słaba aktywność w zgłaszaniu tych projektów. Dlaczego tak się dzieje? Myślę, że brakuje współpracy, deliberacyjnej metody w ustalaniu, tego co będzie realizowane w ramach budżetu partycypacyjnego – tłumaczył dyrektor Kaczmarczyk.
-
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Panie Kaczmarczyk, Panie Ferenc, budżet obywatelski to pomysł, który miał dać mieszkańcom złudzenie udziału we władzy. W rzeczywistości korzystają na tym radni, którzy i tak głosują przy ustalaniu budżetu jednostki samorządowej. Zgłaszane projekty są niszowe jeśli chodzi o zaspokajanie rzeczywistych potrzeb mieszkańców. Zaspokajają jedynie potrzeby PR lokalnej władzy - co obecnie uświadamia już sobie społeczeństwo. "Sukcesy" pomysłów, niejednokrotnie z kosmosu, mają zaciemnić obraz rzeczywistości, w której gminy nie realizują zadań własnych zgodnie z oczekiwaniami wyborców. Mieszkańcy latami są w bezczelny sposób upokarzani przez lokalne władze poprzez egzystencję bez kanalizacji. Dochody z części podatku PIT, które są dochodami gmin wrzucane są do przysłowiowego jednego worka. Inwestycje są realizowane w dzielnicach, które są pieszczochami radnych koalicyjnych. Pozostają natomiast miejsca, gdzie gminy od 1989 r. nie zainwestowały nawet złotówki. Fakty są takie, że niejednokrotnie mieszkańcy danej ulicy, będący przedsiębiorcami, mogliby sfinansować realizację wyczekiwanej przez lata kanalizacji z tej części ich podatków, które trafiają do gminy. Jeszcze raz podkreślam - to są żywe fakty. Jeśli chodzi o Radomsko to obecny Prezydent, jak i wszyscy poprzedni, nie zdaje sobie sprawy, że "miał wielką szansę" aby nie być prezydentem. Nie chodzi mi tu wcale o wyniki wyborów. Miał szansę być BURMISTRZEM. Już wyjaśniam o co chodzi. Otóż w swoim czasie do obszaru administracyjnego miasta Radomsko zostały przyłączone okoliczne miejscowości: Saniki, Folwarki, Stobiecko Miejskie, Bartodzieje. Wywołany tym nagły przyrost liczby ludności miasta pozwolił, aby kolejni włodarze miasta mogli obnosić się z dumnym tytułem PREZYDENT. Są to fakty historyczne, łatwe do ustalenia. Zachęcam lokalnych dziennikarzy i historyków do zgłębienia tematu. Ktoś zapyta ale "o co kaman"? Otóż od lat na terenie przyłączonych miejscowości, obecnie dzielnic miasta, miasto zainwestował niewiele lub NIC! Podam przykład. Ulica Przedborska - od cmentarza żydowskiego do granic miasta. DROGA, CHODNIKI, ZATOKI AUTOBUSOWE - nakłady 0,00 zł - jest to droga krajowa nr 42 w zarządzie GDDKiA. WODOCIĄG - 0,00 zł (chyba, że policzymy nakłady na studnię wodomierzową przy granicy miasta). Przejmując tereny, o których wspomniałem wcześniej, miasto w prezencie otrzymało sieć wodociągową, której budowę wydeptali trzej mieszkańcy obecnej ulicy Przedborskiej – wtedy miejscowości Saniki. Osobiście ich znałem i dokładnie wiem jak się to odbywało. Po powstaniu leja depresyjnego związanego z budową Kopalni Bełchatów wymusili oni na jej władzach budowę ujęcia w Kietlinie (Kacze Doły) oraz sieci wodociągowej na Sanikach i w Kietlinie. KANALIZACJA – 0,00 zł ( nie licząc chorego, nieskończonego projektu). Oprócz powyższego miał być także gazociąg (zadanie PSG) ale sprawa ucichła. Konkluzja nasuwa się sama: DO ROBOTY. Mniej gadania, mniej PR więcej pożytecznych działań. Źródło finansowania (przynajmniej części - podałem powyżej). Gdyby miasto lepiej zarządzało oświetleniem ulicznym to z poczynionych oszczędności uskładałaby się też niezła sumka. Problem zgłaszany od lat. Życzę samych sukcesów.
Boguś, wybierzcie sobie lepszego radnego.
Panie Kaczmarczyk, Panie Ferenc, budżet obywatelski to pomysł, który miał dać mieszkańcom złudzenie udziału we władzy. W rzeczywistości korzystają na tym radni, którzy i tak głosują przy ustalaniu budżetu jednostki samorządowej. Zgłaszane projekty są niszowe jeśli chodzi o zaspokajanie rzeczywistych potrzeb mieszkańców. Zaspokajają jedynie potrzeby PR lokalnej władzy - co obecnie uświadamia już sobie społeczeństwo. "Sukcesy" pomysłów, niejednokrotnie z kosmosu, mają zaciemnić obraz rzeczywistości, w której gminy nie realizują zadań własnych zgodnie z oczekiwaniami wyborców. Mieszkańcy latami są w bezczelny sposób upokarzani przez lokalne władze poprzez egzystencję bez kanalizacji. Dochody z części podatku PIT, które są dochodami gmin wrzucane są do przysłowiowego jednego worka. Inwestycje są realizowane w dzielnicach, które są pieszczochami radnych koalicyjnych. Pozostają natomiast miejsca, gdzie gminy od 1989 r. nie zainwestowały nawet złotówki. Fakty są takie, że niejednokrotnie mieszkańcy danej ulicy, będący przedsiębiorcami, mogliby sfinansować realizację wyczekiwanej przez lata kanalizacji z tej części ich podatków, które trafiają do gminy. Jeszcze raz podkreślam - to są żywe fakty. Jeśli chodzi o Radomsko to obecny Prezydent, jak i wszyscy poprzedni, nie zdaje sobie sprawy, że "miał wielką szansę" aby nie być prezydentem. Nie chodzi mi tu wcale o wyniki wyborów. Miał szansę być BURMISTRZEM. Już wyjaśniam o co chodzi. Otóż w swoim czasie do obszaru administracyjnego miasta Radomsko zostały przyłączone okoliczne miejscowości: Saniki, Folwarki, Stobiecko Miejskie, Bartodzieje. Wywołany tym nagły przyrost liczby ludności miasta pozwolił, aby kolejni włodarze miasta mogli obnosić się z dumnym tytułem PREZYDENT. Są to fakty historyczne, łatwe do ustalenia. Zachęcam lokalnych dziennikarzy i historyków do zgłębienia tematu. Ktoś zapyta ale "o co kaman"? Otóż od lat na terenie przyłączonych miejscowości, obecnie dzielnic miasta, miasto zainwestował niewiele lub NIC! Podam przykład. Ulica Przedborska - od cmentarza żydowskiego do granic miasta. DROGA, CHODNIKI, ZATOKI AUTOBUSOWE - nakłady 0,00 zł - jest to droga krajowa nr 42 w zarządzie GDDKiA. WODOCIĄG - 0,00 zł (chyba, że policzymy nakłady na studnię wodomierzową przy granicy miasta). Przejmując tereny, o których wspomniałem wcześniej, miasto w prezencie otrzymało sieć wodociągową, której budowę wydeptali trzej mieszkańcy obecnej ulicy Przedborskiej – wtedy miejscowości Saniki. Osobiście ich znałem i dokładnie wiem jak się to odbywało. Po powstaniu leja depresyjnego związanego z budową Kopalni Bełchatów wymusili oni na jej władzach budowę ujęcia w Kietlinie (Kacze Doły) oraz sieci wodociągowej na Sanikach i w Kietlinie. KANALIZACJA – 0,00 zł ( nie licząc chorego, nieskończonego projektu). Oprócz powyższego miał być także gazociąg (zadanie PSG) ale sprawa ucichła. Konkluzja nasuwa się sama: DO ROBOTY. Mniej gadania, mniej PR więcej pożytecznych działań. Źródło finansowania (przynajmniej części - podałem powyżej). Gdyby miasto lepiej zarządzało oświetleniem ulicznym to z poczynionych oszczędności uskładałaby się też niezła sumka. Problem zgłaszany od lat. Życzę samych sukcesów.
Boguś, wybierzcie sobie lepszego radnego.