Ogień w Elektrowni Bełchatów pojawił się około południa. Zapalił się taśmociąg, który znajduje się na wysokości około 30 metrów (tyle ma dziesięciopiętrowy wieżowiec). Olbrzymie kłęby czarnego dymu widoczne są w Bełchatowie.
Na miejscu pracuje 13 zastępów straży pożarnej. Strażakom udało się ograniczyć rozprzestrzenianie się ognia, ale akcja jest bardzo trudna. Sytuacja nie została jeszcze opanowana. Nie ma informacji o poszkodowanych.
Polskie Sieci Energetyczne poinformowały na Twitterze, że „w związku z pożarem na terenie kompleksu Bełchatów oraz potencjalną potrzebą odstawienia bloku 14, nie spowoduje to ryzyka dla KSE (Krajowego Systemu Energetycznego - przyp. red.). System pracuje stabilnie, z zachowaniem odpowiednich marginesów bezpieczeństwa." Jak poinformowała firma PGE Polska Grupa Energetyczna, przyczynę pożaru wyjaśni specjalnie powołana komisja.
To pechowy tydzień dla Elektrowni Bełchatów. 18 maja z powodu awarii wyłączono 10 z 11 bloków energetycznych. Udało się je uruchomić powtórnie dopiero następnego dnia.
Bełchatowska elektrownia produkuje ok. 20 proc. energii potrzebnej w Polsce. Wtedy musiała importować prąd z krajów, z którymi ma podpisane umowy na wypadek takich sytuacji. Według wiceministra klimatu i środowiska Piotra Dziadzio przyczyną tamtej awarii był błąd ludzki.

Fot. Partyk Marjan/Twitter
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze