Reklama

PKS: To firma, która wynajęliśmy, tak je ogoliła. Pan Adam: Ciąłem dokładnie tyle, ile oni chcieli. Z drzew zostały kikuty

- Co się stało, to się nie odstanie - mówi przysłowie. I drugie: Mądry Polak po szkodzie. Z drzew zostały kikuty. Firma, która zlecała prace, mówi, że to wina wykonawcy. Wykonawca, że to oni tak chcieli. A dendrolog, że powinien się tym zająć prokurator.

Ostatnie tygodnie w mieście upływają pod znakiem szaleńca z piłą mechaniczną, który objawia się w różnych miejscach, a po sobie zostawia kikuty kolejnych drzew, z których zdjęto całe korony. Kikuty zostały też po kilku drzewach rosnących na terenie PKS-u przy ulicy Kraszewskiego.

Mieszkańcy rozumieją pielęgnację, ale na pewno nie wykonywaną w ten sposób. Pewnie niektórzy się cieszą, bo liście nie będą lecieć na ich samochody, ale nie zdają sobie sprawy, że takie drzewo mogło rosnąć nawet 300 lat i być bezpieczne dla ludzi. Kikut zacznie chorować i po kilkudziesięciu zacznie się chwiać. I będzie go mógł przewrócić mocniejszy wiatr. A może o to właśnie chodziło?

Reklama

Dendrolog Ernest Rudnicki mówi wprost, że sprawą powinien zająć się prokurator, ustalić sprawcę i porządnie ukarać.

A radny miejski z tamtego okręgu, Rafał Dębski z Koalicji Obywatelskiej, pojechał do PKS-u, żeby zapytać: kto na to pozwolił?

Jak mówi Gazecie, od pracownika usłyszał, że to nie tak miało wyglądać, że PKS wynajął firmę, i to człowiek z tej firmy ciął tak dużo. Oni nie mieli na to wpływu.

- Firma wynajęta, zapytanie do urzędu złożone i mogło by się wydawać, że wszystko OK - mówi Gazecie radny. - Jest jednak ogromny niesmak i społeczne niezadowolenie, ponieważ drzewa zostały dosłownie zniszczone. Czy sama decyzja i zalecenie wydane przez urząd wystarczy? Uważam, że zdecydowanie nie, bo, po pierwsze, na terenie przycinki powinien pojawić się miejski ogrodnik, który powinien nadzorować takie prace, aby zapobiec takim działaniom. Dlaczego tak się stało? Nietrudno sobie odpowiedzieć na to pytanie i wiedzą o tym wszyscy. Niestety, nie chce wiedzieć Jarosław Ferenc, który powołał fikcyjne stanowisko miejskiego ogrodnika, a który powinien być funkcją społeczną i jej obowiązki powinien pełnić na pewno nie pracownik urzędu, a prawdziwy obiektywny i doświadczony społecznik - podkreśla.

Reklama

A my dzwonimy do pana Adama, właściciela firmy, którą wynajął PKS. I też pytamy: dlaczego te drzewa tak wyglądają?

Pan Adam wyjaśnia, że on przyciąłby je mniej, ale wykonywał polecenia pracownika PKS-u.

- Ode mnie wynajęto zwyżkę, bo oni takiej nie mają. Nie mają też człowieka, który ma uprawnienia do pracy na wysokości. I dlatego potrzebowali mnie. Cały czas człowiek od nich stał i mówił którą gałąź i jak bardzo przyciąć i uciąć. To nie jest moja wina, robiłem dokładnie to, czego chciał, bo do tego zostałem wynajęty - zapewnia.

Reklama

Pytamy, czy wykonuje takie prace w mieście w innych miejscach? Bo szukamy, tak jak dendrolog, szukamy szalonego pilarza.

- Nie, w mieście bardzo sporadycznie, raczej poza - mówi nam pan Adam.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    obywatel - niezalogowany 2022-05-11 10:50:14

    Na skrzyżowaniu ulic Targowa i Armii Krajowej, są też kikuty. Można zgłosić się do administratora tegoż terenu, to spółdzielnia Fameg, w sumie na całym terenie do którego należy spółdzielnia Fameg, ta firma robiła obcinkę/wycinkę. I tu można też zapytać, jaka firma obcinkę robiła, a jak nie powiedzą, to jak w artykule, prokuraturze raczej na mocy prawa będą musieli powiedzieć i odpowiedzieć za szkodzące działania. Także następny artykuł o rzeźniku drzew, można opisać od strony działania Spółdzielni Mieszkaniowej Fameg.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości