Miałam kiedyś klacz Frutkę. Miała idealne warunki do ścigania. I ona patrzyła na mnie, jakby chciała powiedzieć: ja mam biegać? Chyba oszalałaś. Teraz jeździ pod siodłem, jest przeszczęśliwa. Teoretycznie wszystko mówiło, że powinna biegać, ale ona w ogóle o tym nie myślała
GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Jest pani lekarzem weterynarii, leczy pani psy, koty… Konie też?
MONIKA STELMASZCZYK: - Jeszcze za moich czasów, bo ja jestem rocznik milenijny, czyli kończyłam studia w 2000 roku, uczyliśmy się przede wszystkim o dużych zwierzętach. Małe zwierzęta to teraz większość pracy weterynarza. Leczymy zwierzęta towarzyszące, a te gospodarskie są niszowe. Profesorowie żartują, że weterynaria zeszła na psy. Zaraziłam się miłością do koni na studiach. Poszłam na jazdę konną, ponieważ doszłam do wniosku, że koń to mój potencjalny pacjent, a ja na temat tego zwierzęcia nie wiem nic. Jestem dziecko blo......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 43% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze