Była komisja. Wiedzą państwo, taka przygrywka do sesji. Na tej komisji radni miejscy wspólnie z urzędnikami pochylili się nad sprawą butelkomatu, którego to mieszkańcy sobie zażyczyli. Swoje życzenie wyrazili podpisami, w liczbie 500. Jest nawet firma, która za darmo ten butelkomat zainstaluje. Wyłoży 20 tysięcy i da. Za darmo - jakby do kogoś jeszcze nie dotarło. No, ale butelkomat chyba nie stanie. Są problemy.
Przyznaję, nie byłem na komisji, sprawy inne istotne wyszły, więc posiłkować się muszę rozmowami z uczestnikami oraz relacją mediów.
Chronologicznie sprawa wygląda następująco:
Pod koniec wakacji w Radomsku pojawiła się inicjatywa: ustawmy w mieście butelkomat. To takie coś, gdzie mieszkańcy mogą zostawić plastikowe butelki. I jeszcze coś za to dostać: 10, 20 groszy, albo jakąś zniżkę. Nie o pieniądze tu jednak idzie, a o środowiskową edukację.
Pomysłodawcą był Daniel Dudek, on też, wspólnie z Ewą Drzazgą, Magdaleną Spólnicką i Dagmarą Rydlik, zbierali podpisy. Złożyli wniosek do rady miasta, ten trafił do komisji skarg i wniosków. Znaleziono sponsora, prywatną firmę Alpla. Jej przedstawiciele stawili się nawet na październikowej sesji, by wyłuszczyć, dlaczego mają taki gest.
W ostatni czwartek nad wniosek pochyliła się komisja. Na niej stawili się urzędnicy i przedstawiciele PGK.
Co mówili? Cytaty podaję za portalem Radomsko24.pl:

Radny Radosław Rączkowski (RdR): - Jest to gadżet, który w jakiś sposób zwróci mieszkańcom uwagę na problem segregowania śmieci. Natomiast żeby on rozwiązał problem to myślę, że daleko jest do tego. Także ten butelkomat to fajny gadżet, ale czy on rozwiąże problem?
Izabela Michnowska, wiceprezes PGK: - Mieszkańcy od lat mają możliwość segregacji i robią to, choć oczywiście w niezadowalającym stopniu. My jako PGK prowadzimy działania edukacyjne w szkołach i przedszkolach. (…) Pojawiają się problemy z kosztami, które związane są z obsługą, a te uzależnione są od częstotliwości wywozu. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak często automat będzie zapełniany. Możemy policzyć kurs. Tylko pytanie którego pojazdu, jakiej wielkości? Należy pamiętać, że śmieci nie możemy łączyć. To musi pojechać odrębny pojazd do relatywnie niedużych ilości. Dochodzą też koszty ekologiczne, zanieczyszczenie środowiska przez zwykłe spalinowe pojazdy. (…) Logistycznie jest to problem, bo pracownicy mają określony czas pracy i jeżeli będzie taki telefon żeby go opróżnić (pojemnik - przyp. red.), to musimy poprosić pracownika by został po godzinach, co wiąże się z kosztami.
Rady miejski Jacek Gębicz: - Zainstalowanie butelkomatu jest to fajna inicjatywa i edukacyjny gadżet. Gdzie się może pojawić problem? W obsłudze tego butelkomatu. Jeśli firma Alpla bierze go na siebie to jest super i nie ma o czym dyskutować. Natomiast, jeśli ma to robić miasto to już wiążą się z tym duże koszty i problemy.
Podczas komisji padło, że może lepiej zamiast butelkomatu ustawić na ulicach miasta dzwony. To takie specjalne kontenery. Bo tańsze.
Czytam te wypowiedzi, rozmawiam z uczestnikami komisji, ale wciąż nie mogę dojść, jakimi meandrami rozum urzędniczy podąża. Gdzieś tam coś tam słyszałem o obywatelskości, inicjatywach społecznych, wsłuchiwaniu się w głos mieszkańców. 500 osób się podpisało, znaczy tego chce. Ale władze nie chcą.
Ale naszło mnie, że z tymi dzwonami to jednak racja. Pasują. Przecież można by postawić je na każdej ulicy. Jakże piękne to hasło promocyjne: „Dzwon na każdej ulicy”. Można by pójść dalej i wykorzystać gadżet w promocji. Mamy Miasto Otwarte, moglibyśmy mieć Miasto Dzwonów. Nawet na herb by się nadało.
Mnie tam pasuje. Niestety.
Andrzej Andrysiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze