Gazeta Wyborcza informuje, że nawet 250 tys. osób skierowanych przez lekarzy na test, wcale go nie robi. A to oznacza, że statystyki podawane przez ministerstwo zdrowia są mocno zawyżone, a na kwarantannie powinno przebywać nas znacznie więcej. Radomszczanie nie są wyjątkiem. Wielu woli obejść system.
O tym, że statystyki nie pokazują rzeczywistej liczny zakażeń mówią lekarze i pracownicy Sanepidu. Nikt się nie oszukuje. Transmisja koronawirusa trwa, a że jesteśmy sprytnym narodem, potrafimy sobie poradzić z tym, co się nam nie podoba.
- Oczywiście, że są pacjenci, którzy od razu mówią lekarzowi, że oni na żaden test nie pójdą. Bo nie i koniec - mówi Gazecie doktor Jerzy Skwira, szef SP ZOZ Pro Familia. - My na test kierujemy, jeśli pacjent ma objawy, ale nie mamy możliwości jego kontroli i sprawdzania. Z tym, że trzeba pamiętać, że jeśli kierujemy go na test PCR do szpitala, od razu trafia do systemu i nakładana jest na niego 7-dniowa kwarantanna. Jeśli pójdzie na test i będzie negatywny, zostaje zdjęta. Jeśli nie pójdzie, i tak musi pozostać w domu.
Potwierdza to Marzenna Dłubak z radomszczańskiego Sanepidu. - Tak to właśnie działa. Pacjent, który mimo skierowania, nie wykona testu, i tak pozostanie w kwarantannie. My nie zajmujemy się weryfikowaniem tego, czy ktoś test wykonał czy nie. Zajmujemy się wywiadem z osobami, które mają pozytywny wynik i trzeba ustalić z kim miały kontakt i kogo objąć kwarantanną.
Pani Marzenna dodaje, że pracy jest bardzo dużo. Tylko dzisiaj ta procedura dotyczy ponad 200 osób.
- W naszej przychodni wykonujemy też testy antygenowe, na miejscu. I co jakiś czas zdarza się, że pacjenci odmawiają. Niektórzy są przy tym bardzo nieuprzejmi, że tak delikatnie to nazwę - mówi doktor Skwira. - Przecież nikt nie będzie się z nimi bił, nie chce, nikt go nie zmusi. Możemy wtedy zlecić test w punkcie pobrań przy szpitalu, jeśli ma objawy. Czy go wykona, to już jego decyzja. Wtedy działa odgórna kwarantanna. Możemy też wypisać zwolnienie lekarskie z zastrzeżeniem, że pacjent musi leżeć, żeby jednak pozostał w domu.
Doktor Irena Bareła mówi, że też miewa takie przypadki. - Mają je chyba wszyscy lekarze w POZ-etach. Jeśli chodzi o skalę, nie jest jakaś duża, ale na pewno to widać. Zwłaszcza teraz, kiedy wielu pacjentom wydaje się, że omikron, to łagodna odmiana koronawirusa, którą przechorowuje się lekko. A to nieprawda. Lekko tak, ale ci, którzy się zaszczepili. A ja wciąż mam niezaszczepionych pacjentów, którzy przechodzą to bardzo ciężko. Nawet umierają.
Doktor Bareła dodaje, że w przychodniach są już leki na Covid. Aby lekarz je przepisał, trzeba jednak wykonać test. I są przeznaczone dla osób z grup ryzyka, czyli 65+ czy tych, którzy cierpią na inne choroby, np. cukrzycę. - To bardzo ważne, żeby pacjenci wiedzieli, że jest taka możliwość. W naszym ośrodku w Kodrębie mamy i przepisujemy ten lek.
Okazuje się też, że niewykonanie testu jest czasem bardziej "opłacalne". Bo trzeba pozostać w domu 7 dni. I już. A jeśli test wyjdzie pozytywny, to będzie 10 dni. A jeśli okaże się, że ktoś z rodziny też ma plusa, to kolejna kwarantanna. Bez testu w domu zostaje tylko osoba, która nie chciała go wykonać. Pozostali domownicy chodzą do pracy, do sklepów, do szkoły. I bardzo prawdopodobne, że transmitują koronawirusa dalej.
Inny kwestia to wykonywanie testów kupionych w aptekach czy supermarketach. Nawet jeśli wyjdzie dodatni, nikt się o tym nie dowie. Ale jak się wtedy leczyć? I na to mamy sposób. Przecież można pójść do lekarza prywatnie. Tylko, że i w prywatnym gabinecie lekarz może wystawić skierowanie na test PCR.
I tu z naszych rozmów wynika, że jedni lekarze to robią, a inni nie. Zależy od podejścia. Na Facebooku można znaleźć grupy, na których ich członkowie polecają sobie tych lekarzy, którzy nie będą robić żadnego problemu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze