„Przestańcie naciągać ludzi!”, „W takich ciężkich czasach po pandemii chcecie oszukiwać firmy?”, „Jeśli zadzwonicie raz jeszcze, zgłaszam sprawę na prokuraturę”. Uszy puchną mi od epitetów. Ja chcę tylko zrobić to, czego ode mnie oczekują, czyli sprzedać usługi. Choć wiem, że naciągam ludzi. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy, gdy wyrzucali mnie z pracy
Wojciech Nowicki
gazeta@radomszczanska.pl
Zaczęło się niewinnie. Lipiec. Początek wakacji. Upał. Sezon ogórkowy. Szukam pracy na portalach internetowych, żeby dorobić w przerwie między nauką. Jest oferta pod tytułem Call Center. Brzmi zachęcająco: przyzwoite (jak dla studenta) podstawowe zarobki plus premie za wykonanie określonych zadań. Praca za biurkiem, dzwonienie do klientów - chyba nic trudnego. Aplikuję, umawiam się na rozmowę, jestem przyjęty. Jutro szkolenie. Nie domyślam się, co mnie czeka.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 92% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze