Jeśli facet trafi na terapię do ośrodka leczenia uzależnień, to po powrocie do domu czuje się trochę jak król. Wysyła taki sygnał: pojechałem, to teraz proszę mnie nie stresować. A gdy kobieta wraca z terapii, to słyszy: fajnie, że była, ale tam czeka pranie, a tam trzeba dziećmi się zająć.
GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Chcę z panem porozmawiać o piciu kobiet. W Radomsku policja kolejny raz zatrzymała na ulicy pijaną matkę z dziećmi. Rozmawialiśmy o tym długo w redakcji, bo nie jesteśmy zgodni, czy dziś kobiety piją więcej czy po prostu takie informacje szybciej przedostają się do opinii publicznej.
BOGDAN SZYMCZYK (instruktor terapii, członek miejskiej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych oraz szef zespołu orzekającego): Piją zdecydowanie więcej. Powołam się tu na swoje doświadczenie, a jestem instruktorem terapii od 20 lat. Przed pana przyjściem przejrzałem statystyki z ostatnich trzech dyżurów. Jednego dnia było osiem kobiet na 24 osoby, drugiego osiem kobiet na 26 i trzeciego sześć na 18. Czyli jedna kobieta na trzech mężczyzn. Takie są proporcje.

A dwadzieścia lat temu jak było?
Jedna kobieta na 15 mężczyzn. Jest różnica?
Jest. Ale może one po prostu dziś częściej szukają pomocy? Może są bardziej świadome?
Czynników jest wiele. Choćby równouprawnienie.
Co ma równouprawnienie do problemów z alkoholem?
A właśnie ma. Dziś wśród młodych kobiet jest moda na dziewczynę-kumpla. Zanika kobiecość. Dziewczyna musi być silna, mieć mir w środowisku, umieć zakląć, wypić. To bardzo męska postawa.
Jeśli to konsekwencja równouprawnienia, to tego się nie da zatrzymać.
Nie da. Ale można próbować zmniejszyć negatywne skutki takich postaw.
To nie zawracanie Wisły kijem?
Nie. Musimy próbować wyrwać każdą młodą osobę z tego zaczarowanego kręgu fascynacji alkoholem. Dziś młode dziewczyny wcześnie zaczynają pić.
Jak wcześnie?
W wieku 13-14 lat mają pierwsze alkoholowe próby za sobą. 10 procent młodych ludzi się upija, 90 procent miało jakiś kontakt z alkoholem. Takie dziewczyny bardzo szybko się uzależniają. Pamięta pan, by kiedyś dziewczyna się chwaliła, że film się jej urwał albo że się nawaliła jak stodoła? Dziś to normalne. Kobiety łatwiej wchodzą w kontakt z alkoholem. Część jest zagubionych, ma dużo obowiązków, dużo stresów i w dodatku chcą dorównać w pracy mężczyznom. Wielu mężczyzn wyjeżdża do pracy za granicę, to w Radomsku przecież nagminne, a one zostają samotne w domu. To się kumuluje, więc odreagowują. Zjawia się sąsiadka, któraś zaproponuje lampkę wina, po lampce lepiej się sprząta, lepiej rozmawia. Kobieta zaczyna wchodzić w ten tryb, nie widzi zagrożeń, bo alkohol ma to do siebie, że nie powoduje problemów od razu. Musi paść na podatny grunt, trafić na kobietę zagubioną emocjonalnie czy psychicznie.
Ale pić a wypić to różnica. Gdzie jest granica?
To sprawa indywidualna. Są kobiety, i mężczyźni oczywiście też, które mają predyspozycje genetyczne. Gdybyśmy wzięli pięć kobiet, które nigdy nie piły alkoholu to statystyczny rozkład będzie taki, że dwie wypiją, powiedzą że to fajne i tyle, dwie wypiją, ale będzie im niedobrze, bo źle przyswajają alkohol i żadnej z tego przyjemności nie mają, a piąta wypije i okaże się, że to po alkoholu jest innym człowiekiem - humor jej dopisuje, gadka jest lekka, czuje się lepiej psychicznie. Ta ostatnia będzie dążyć do tego, żeby ten stan powtórzyć.
A poza genami?
Masowe działanie reklamy.
Naprawdę? Przecież w Polsce są ograniczenia w reklamowaniu alkoholu i to dość drastyczne. Zdarzają się nawet wysokie kary za jego złamanie. Alkoholu nie można reklamować w gazetach, w radiu, w internecie, w telewizji. Wyjątki dotyczą tylko piwa.
Żartuje pan z tymi ograniczeniami, prawda? Reklama jest wszędzie, gdzie się nie spojrzy. W filmie każda kobieta sukcesu ma w ręku lampkę szampana czy koniaczku. To nie reklama? Dawniej jak przychodziła do mnie kobieta uzależniona, to w terapii można było bazować na tym, że kochała dzieci, że zależało jej na rodzinie, że była strażniczką ogniska domowego. To był jakiś punkt zaczepienia.
Dziś aż tak się to zmieniło? Przecież kobiety też rodzą dzieci, też mają rodziny.
Ale system wartości się zmienił. Kiedyś łatwiej było kobietę podbudować, by podjęła terapię. Teraz przychodzą młode dziewczyny bez ciągot macierzyńskich, które mają zupełnie inne priorytety. Jest też przyzwolenie społeczne. Nie jest jak kiedyś, gdy kobietę pijąca pokazywano palcami. Teraz kobiety potrafią się umówić do restauracji na picie.
Dlaczego miałyby nie móc? Spotkanie towarzyskie z alkoholem to nie jest jakaś specyficzna rozrywka dostępna tylko dla mężczyzn.
No dobrze, ale one umawiają się jak faceci na piwo i w takim samym stanie wracają do domu. To są męskie wzorce, które kobiety dziś przejmują. Przed tą rozmową trochę poszperałem, jak to było kiedyś, jeszcze za komuny. Picie to był wielki problem społeczny, prowadzono wielkie akcje. To wtedy właśnie uruchomiono izby wytrzeźwień. Dziś nie widać pijanych śpiących na ulicach, a kiedyś to było na porządku dziennym. To było inne pokolenie.
Co to znaczy?
Pokolenie kobiet, które trzymało ognisko domowe, często nie pracowały…
One nie piły?
Nie. To była rzadkość. Jak do mnie przychodziły, to z problemem męża. Bo to mężczyzna miał problem alkoholowy a one były osobami współuzależnionymi. Dziś się to zmieniło. Niech pan zwróci uwagę, że kobiety się szybciej uzależniają i szkody poczynione przez alkohol są u nich o wiele większe niż u mężczyzn. Stężenie alkoholu u kobiet w krwi potrafi być o 40 procent wyższe niż u mężczyzny. Intensywne picie u kobiety po pięciu latach powoduje marskość wątroby, u mężczyzny to 10-15 lat.
Intensywne picie czyli jakie?
Wtedy, gdy się pije ciągami.

Podobno jest tak, że jak pije mężczyzna, to wszyscy chcą mu pomóc, a jak pije kobieta, to wszyscy chcą ją opuścić.
Szczera prawda.
Z czego to wynika?
Z tego, jak postrzegamy kobiety. Facet może sobie wypić…
…a kobieta ma siedzieć cicho?
Trochę tak to wygląda. Widać to dokładnie, gdy pijący trafi do ośrodka leczenia uzależnień. Jeśli faceta da się już namówić, pojedzie i odbędzie terapię, to po powrocie do domu czuje się trochę jak król. Wysyła taki sygnał: chcieliście, to pojechałem, jestem po terapii, to teraz proszę mnie nie denerwować, bo muszę uważać, by znów nie zacząć pić. I proszę mi podać ciapetki, obiadek także, i pilnować, żebym nie miał za dużo obowiązków i za dużo stresu. A gdy kobieta wraca z terapii, to słyszy, że fajnie, że była, ale tam czeka pranie, a tam trzeba dziećmi się zająć. I zamiast kontynuować terapię, bo w niepiciu też się trzeba ćwiczyć, ona wchodzi w obowiązki, z którymi już wcześnie nie dawała sobie rady. I wraca do picia.
Kobiety bardzo ukrywają problem alkoholowy?
Powiem więcej - nawet rodziny im w tym pomagają.
Dlaczego?
Bo rodzina się wstydzi i czuwa, by nikt na zewnątrz się nie dowiedział.
Teraz, gdy - jak pan wcześniej mówił - kobiety umawiają się na picie w restauracjach?
Teraz też. Kobiety się ukrywają i są w tym o wiele lepsze, niż mężczyźni. Czasami nawet mąż jej w tym pomaga.
Nie rozumiem.
Mówi: jak już masz pić, to w domu. A gdy okazuje się, że choroba postępuje, odchodzi. U kobiet jest inaczej - jak mężczyzna jest uzależniony, kobieta walczy o niego. A o pijącą kobietę zwykle walczy córka albo matka. W przypadku mężczyzn to większe grono. Problem jest też taki, że nie umiemy z pijącymi rozmawiać. Ani z kobietami, ani z mężczyznami.
Co pan ma na myśli?
Taka rozmowa powinna wyglądać tak: słuchaj, przeżyliśmy ze sobą 25 lat, w małżeństwie zdarzały się dobre chwile, choćby narodziny dziecka, ale ostatnio jest mi ciężko. Martwię się, co będzie jutro, martwię się o finanse i o ciebie. Chcę od ciebie usłyszeć, jak ty widzisz naszą przyszłość. Osoba pijąca będzie się musiała do tego ustosunkować, albo powiedzieć - piję bo lubię i mam twoje pretensje gdzieś albo przyznać, że ma problem i coś z tym musi zrobić. Tego właśnie trzeba się kurczowo trzymać, umówić się, że jak picie wróci, to pójdziemy na konsultacje, choćby do takiego Bogdana Szymczyka. I już jest umowa, jest się na co powołać. A zwykle nie rozmawiamy tylko krzyczymy. Efekt jest zawsze odwrotny, bo siłą się nic nie zrobi.
Kiedy kobieta powinna pomyśleć, że coś z jej piciem jest nie tak?
Najnowsze trendy mówią tak: jeżeli wypija dziennie 20 gram czystego alkoholu…
Czyli ile w praktyce?
Duże piwo, 50 gram wódki albo 200 ml wina. Jeżeli dziennie wypija taką dawkę, a po siedmiu dniach ma dwa dni przerwy, to nie ma problemu z piciem.
Wtedy jest pijakiem a nie alkoholikiem?
Nie, zupełnie nie. Nie jest pijakiem, tyle wypić można. U mężczyzny te dawki są dwa razy większe. Ale jeżeli się je przekracza, to jest niepokojące. Trzeba się tym zainteresować, przyjść do terapeuty, porozmawiać. Tyle podejście naukowe.
A praktyczne?
Zaniepokoić powinniśmy się wtedy, gdy osoby bliskie zaczynają zwracać uwagę, że pijemy za dużo. Jeżeli picie w weekend przeciąga się na poniedziałek tak, że nie możemy iść do pracy. Jeżeli zaczynamy klinować na drugi dzień. Jeśli zwiększa się tolerancja na alkohol, czyli dochodzi do takiej sytuacji, że dawka, którą kiedyś piliśmy, jest za mała, by osiągnąć ten sam efekt. To oznacza, że wchodzimy w pułapkę uzależnienia.
Picie kobiet to jeszcze temat tabu?
W młodym pokoleniu zupełnie nie, może trochę w starszym? Choć mam też kilka kobiet, które zaczęły pić, gdy pojawił się syndrom pustego gniazda. Dzieci się wyprowadziły i zostały w pustym mieszkaniu z mężem. Zwłaszcza, jeśli związek był nie do końca udany. Wtedy zaczynają sobie popijać. Kiedyś tego nie było. Zresztą z piciem jest tak, że dotyka jednakowo wszystkich grup społecznych. W każdej grupie społecznej średnio co dziesiąta osoba ma problem alkoholowy. Czy to wśród robotników, rolników, policjantów czy lekarzy. Kiedyś był taki mit, że piją tylko kobiety z rodzin patologicznych. To nieprawda. Piją kobiety, które odnoszą sukcesy, mają świetna sytuację finansową, piją młode dziewczyny.
Ten proces będzie postępował?
Będzie.
Czyli za piętnaście lat wszyscy będziemy pić?
Bez przesady, część będzie, część nie będzie. Ci predysponowani genetycznie pewnie szybciej. Są młodzi, którzy nigdy nie będą uzależnieni, bo alkohol nie daje im stymulacji.
Zbulwersował mnie jakiś czas temu pewien przypadek. Sąsiad zadzwonił po policję, bo obok dwie pary zrobiły sobie grilla, popijały piwkiem i miały małe dzieci pod opieką. Teren był zamknięty, rodziny zwyczajne. Czy to nie jest objaw jakiejś psychozy antyalkoholowej?
Wśród ludzi w tej chwili panuje olbrzymia zazdrość. Zazdrościmy, że coś się komuś udaje, że ktoś coś ma, że jest szczęśliwy i nie ma kłopotów.
Czyli ten przykład nie ma nic wspólnego z alkoholem?
Raczej z nim bym tego nie wiązał. Ale niech pan zwróci uwagę, że ta psychoza antyalkoholowa, jak to pan nazwał, ma też dobre skutki. Jeszcze parę lat temu było przyzwolenie na jazdę po kielichu. Nie do pomyślenia było, by ktoś zadzwonił na policję, że znajomy chce jechać albo zabrał pijanemu kluczyki. Dziś mówi się o takich osobach, że się troszczą o życie tych kierowców i ich potencjalnych ofiar. To jest wynik kampanii społecznych. Musimy nad tym pracować, zwłaszcza nad młodym pokoleniem. Oni nie widzą niebezpieczeństwa alkoholu. Jest moda na picie, na życie pełną piersią. Młodym trzeba proponować inne sposoby spędzania wolnego czasu, nie tylko komputer. Ja każdej osobie, która do mnie przychodzi, czy to kobieta czy mężczyzna, mówię jedno: cała idea trzeźwienia polega na tym, by tak sobie życie ułożyć, żeby ono mnie cieszyło, żeby mieć trochę radości z tego, że nie piję. Bo jak ma tej radości, to się wraca picia.
To jeszcze zapytam o młodych. Słyszałem w radiu rozmowę o kampanii antydopalaczowej. Ludzie z Monaru, doświadczeni w tych sprawach, mówili, że takich kampanii to można robić i pięćset, ale one nie odniosą skutku, bo nie dotykają problemu. Młodzi biorą dopalacze, bo im sprawiają przyjemność. Więc strach w kampaniach na nich nie zadziała, bo nie ma związku z przyczyną.
Mam wrażenie, że z podobnie jest z kampaniami antyalkoholowymi skierowanymi do młodzieży.
Skoro w naszym mieście - jak w innych - jest z tym taki problem, to kto, co, gdzie i z kim powinien zrobić?
Jestem szefem zespołu orzekającego, różni ludzie do mnie przychodzą, także młodzi. Rozmawiam sobie z nimi i często widzę chęć walki z tym problemem. Ale oni nie mają wsparcia.
Kto ma to wsparcie dać?
Choćby rodzice. Na przykład inwestując w dzieci od małego, by uprawiały jakiś sport, taniec, żeby miału jakieś hobby. Jeśli młody człowiek jest uformowany, to łatwiej mu przetrwać ten trudny okres młodego picia.
Zwracała się do pana jakaś szkoła? Z prośbą: u nas, jak wszędzie, to się zdarza, pomóżcie nam dotrzeć do młodych.
A gdzież tam...! Szkoły to ukrywają. Jakby szkoła się przyznała, że u niej uczniowie mają problem alkoholowy, to zaraz byłaby najgorszą szkołą w Radomsku. Choć młodzi wszędzie piją, nikt się nie przyzna.
Lepiej zamieść pod dywan. Teraz walczy się jeszcze o każdego ucznia, więc wszystkie szkoły święte są.
Właśnie. Mnie się wydaje, że potrzebni są liderzy młodzieżowi, ktoś ich powinien kształcić. Którzy by mieli dobry kontakt z rówieśnikami i wiedzieli coś o terapiach. Oni rozmawialiby z rówieśnikami innym językiem i mieliby łatwiejszy kontakt.
Zastanawiam się, czy uda się nam zakończyć tę rozmowę optymistycznie.
Optymistycznie? Spróbujmy… Nad młodymi kobietami trzeba intensywnie pracować i pokazywać im inny styl życia. W przypadku kobiet po czterdziestce jest postęp, na terapię przychodzi ich coraz więcej i udaje im się wyjść z tego. Jak się rozmawia z osobami uzależnionymi, to często powtarzają, że każdy musi to swoje dno obejrzeć.
(tekst opublikowany w Gazecie Radomszczańskiej w sierpniu 2016 r.)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze