Reklama

[FELIETON] Empatia zamiast faka. Jak się nie pozabijać w czasach zarazy

Seniorzy kupują przez cały dzień, a nie tylko w wyznaczonych dla nich godzinach, ktoś wchodzi mi w kolejce na głowę, w szpitalu jedno łóżko jest zbyt blisko drugiego, a sala obok pusta. Ten co na kwarantannie jest to sobie wychodzi na zakupy, a tam pod monopolowym znów się zbierają. Z każdej strony słychać, że coś dzieje się nie tak.

I takie reakcje są zrozumiałe, w końcu wynikają z obaw, ze strachu. Coraz częściej patrzymy na siebie z rezerwą, bo przecież nawet jeśli ktoś nie kicha, nie kaszle i nie wygląda na chorego, może być nosicielem i nam to sprzeda. A kto chciałby to mieć? No właśnie. Coraz częściej schodzimy sobie z drogi, a z drugiej strony, jeśli nie można obejść, zaczynamy na siebie warczeć. I dlatego dzisiaj towarem deficytowym zaczyna być empatia. Tak, jest takie słowo. Lepiej, to stan, którego wszyscy dzisiaj potrzebujemy.

Reklama

Bo jak ma się czuć załoga karetki pogotowia, która przyjeżdża do chorego i parkuje jak najbliżej wejścia do klatki schodowej, a sąsiad pacjenta wychodząc pokazuje im „fucka”? Bo on teraz idzie wynieść śmieci i to mu przeszkadza. Uwierzycie? A zdarzyło się w Radomsku!

Jak się czuje senior, który wyszedł na zakupy o 9 rano, albo po 13, a nie między 10 a 12? I słyszy, że zajmuje innym miejsce? Ma swoje godziny, to co się szwęda po mieście, w domu niech siedzi. Po pierwsze dwie godziny to przywilej, nie obowiązek. Jeśli nie mógł wyjść o innej porze, to co, zadeptać go?

Reklama

Jak ma się czuć personel szpitala, kiedy pacjentki skarżą się, że one leżą po trzy w salach, niecały metr od siebie, a sala obok jest zupełnie pusta? Nie zapytały dlaczego. A dlatego, że po pierwsze one są zdrowe, po drugie są sale, w których lokuje się pacjentów, którzy muszą być sami, i po trzecie, halo, mamy pandemię! Szpital musi mieć rezerwy na każdym oddziale i sale, które będą, w razie potrzeby, ale oby nie, izolatkami! Także dla ich bezpieczeństwa. Ale one o to nie pytają, widzą, że nie ma przepisowych dwóch metrów, które obowiązują na ulicy, i uważają, że ktoś tu ma gdzieś ich zdrowie. Nie, nie ma. Robi swoje. A wystarczyło zapytać.

Jak czuje się człowiek, który stara się wychodzić jak najmniej, tylko na zakupy i to nie codziennie, i staje w oknie, żeby popatrzeć na coś innego niż ściana, i widzi, jak kilku chłopaków gra sobie w piłkę, jakby nic się nie działo. A przecież się dzieje!

Reklama

I co zrobić z tymi, którzy zawsze stali pod tym jednym sklepem na osiedlu, i teraz też się zbierają. Jakby bez nich ten świat miał się zawalić. Jak zwrócić im uwagę? Przecież polecą wyzwiska. A jak człowiek zadzwoni, to nie wiadomo czy przyjadą. Przyjadą. Jak nie tym razem, to następnym. I wypiszą mandat. Może do nich też w końcu dotrze.

Wszyscy jesteśmy podenerwowani, zmęczeni, przygnębieni. Zza maseczek, których coraz więcej na ulicach, może nawet będą wkrótce obowiązkowe dla wszystkich, warto jednak na moment wyluzować. I może jednak nie walczyć o wózek w sklepie jakby od tego zależało nasze życie. I jeśli ktoś stanie za blisko, to zwyczajnie uśmiechnąć się i poprosić, żeby się lekko odsunął. Po co zaraz wymyślać od ludzi, którzy nie myślą i nie mają rozumu. Ani nam, ani tej osobie humoru to nie poprawi.

Reklama

No to jak, znajdziemy w sobie trochę empatii? Trochę więcej niż zwykle?

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości