NFZ odpisał: „Nie stwierdzamy nieprawidłowości w postępowaniu placówki medycznej”. Wcześniej przeprowadził „kontrolę”. Czyli spytał przychodnię, co ona na to.
- Przeszłam przychodnię wzdłuż i wszerz, weszłam nawet do poradni dla dzieci, bo może tam ten mityczny baniak z wodą dla pacjentów stoi, ale nie znalazłam. Okazuje się, że kierowniczka przychodni mówi ludziom z NFZ-etu, że jest i oni piszą: tak, jest, czyli skarga pacjentki jest bezzasadna. Tak się robi kontrolę: na odległość, lekko licząc jakieś 100 kilometrów - mówi Gazecie pani Mariola, bohaterka materiału sprzed tygodnia „Pacjentka o wizycie w przychodni. Rozpłakałam się z bólu i bezsilności”.
I dodaje, że kolejnej skargi nie napisze. - Nie ma sensu.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 85% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze