Zasada Narodowego Funduszu Zdrowia jest taka: jedna wizyta u specjalisty równa się jedno schorzenie. Lekarze nie mogą tego kwestionować
Piątek 27 czerwca. O 6.30 budzik wygrywa melodię, jedną z tych, co to umarłego poderwała by z grobu. Planuję pozostać jeszcze kilka minut pod ciepłą kołdrą. Krótka chwila przeciąga się na tyle, że w biegu szykuję się do pracy. Dopijam ostatni łyk kawy, zerkam jeszcze na lodówkę. Roi się na niej od karteczek z zapiskami terminów do specjalistów różnego kalibru. Ostatecznie jestem już w na tyle w słusznym wieku, że tu mnie boli i tam strzyka. A przebadać się choćby z czystej przyzwoitości należy.
Przeklinam pod nosem. Właśnie dopatrzyłam się, że za piętnaście minut mam planowaną od miesięcy wizytę u ortopedy. O mały włos bym ją przegap......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 73% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze