Reklama

Jaki tam przedsiębiorca? Tutaj to wołają na mnie prywaciarz [Reportaż]

Pamięta pan Tadeusza Dąbrowskiego? Zdobył mandat i co? Zrezygnował. A po cóż miał wypełniać oświadczenie majątkowe, jeszcze w takim mieście, gdzie jest prywaciarzem? Ilu ludzie będzie rozmawiało co wieczór, ile on ma? Bo się nachapał na ich krzywdzie, bo oni mało zarabiają. A dlaczego mało? Bo robią to, co robią. Przecież też mogą być Dąbrowskim, kto im zabronił?

Andrzej Andrysiak

Przyznaję się: ten tekst powstał z inspiracji. Zadzwonił znajomy przedsiębiorca z awanturą. Wrzeszczał na mnie, ale nie z mojego powodu. Tak generalnie. Bo musiał się komuś wyżalić. Bo krew go zalewa. Bo był w urzędzie, bo pracownik dziś nie przyszedł do roboty, bo… Litania była długa, ale sprowadzała się do jednego – przedsiębiorca to dopiero ma przechlapane. Więc obiecałem, że się temu przechlapaniu przyjrzę.
Jest ich trzech. Wszyscy są z Radomska. Produkcja, usługi i handel. Wiek: między trzydziestką a pięćdziesiątką. Nazwijmy ich Przedsiębiorca A, Przedsiębiorca B i Przedsiębiorca C. Zgadzają się porozmawiać, ale pod warunkiem anonimowości.

Reklama

Przedsiębiorca A: – Nie stać mnie, by hejtowano moje nazwisko. Pod nazwiskiem to mogę powiedzieć bla bla bla. Niech pan zobaczy, co się wyprawia w internecie, gdy tylko mowa o pieniądzach.

Przedsiębiorca C: – Musi pan mi obiecać, że nikt mnie nie rozpoznał. Obiecałem.

Rynek
Przedsiębiorca C: – Robię w handlu od lat, ale wciąż są sprawy, które mnie dziwią. Znam ludzi, którzy wolą jechać do Castoramy, by tam kupić te same płytki, które są u nas. I jeszcze dopłacają za transport. Nie rozumiem tego.

Przedsiębiorca A: – Na pewno był pan kiedyś w galerii. I co, chciał pan rabatu? Powiedział pan sprzedawczyni: wezmę te spodnie, ale jak pani spuści z ceny? W Radomsku bez rabatu nie ma biznesu. Wszyscy, jak jeden mąż, każdy chce zniżkę. Kiedyś taki jeden zamówił u mnie usługę. Znajomy. Dałem mu 20 procent niżej niż w cenniku. A ten targuje się i targuje. Jeszcze dyszkę, jeszcze dwie. Jakby od tego zależało jego życie. To taka trochę chłopska mentalność, tak myślę.

Reklama

Przedsiębiorca B: – Pyta mnie pan, czy poradziłbym dziecku, by zaryzykowało i otworzyło tu biznes? Tak. Pod warunkiem, że tego nie stara się zbywać tutaj. W Radomsku można wytwarzać i produkować, ale sprzedawać trzeba gdzieś indziej. Odbiorcom nie z tego miasta. Bo u nas od lat nie wydaje się pieniędzy. Tych większych. To jest sypialnia, tu się śpi i je. Większość mieszkańców, jeśli ma większy pieniądz, wydaje go w Częstochowie albo w Łodzi. To taka kwadratura koła: ludzie nie kupują, bo nie mają wyboru, a nie maja wyboru, bo tu nie ma zbytu.

Przedsiębiorca A.: – Wie pan, ja akurat jestem optymistą, więc jak pan chce narzekań, to źle trafił. Może radomszczański rynek nie jest wielki, ale jest. Ludzie jeżdżą za pracą do innych miast, za granicę, ale co to ma za znaczenie? Do życia wybierają to miejsce. Tu budują domy, bo im się tu dobrze żyje. Tak po prostu.

Reklama

Przedsiębiorca C: – To jest słaby rynek, nawet pojawienie się wielkiego inwestora na strefie niewiele by pomogło, bo on tu nie będzie dobrze płacić. Nie będzie płacił, nie będzie pieniędzy. Nie będzie sprzedaży. Finito.

Przedsiębiorca B.: – Słyszał Pan, jak się wszyscy cieszą z tej nowej galerii? A będą płakać. Powtórzy się sytuacja z Częstochowy i Łodzi. Parę lat temu nikt sobie nie wyobrażał, że w Alejach czy na Piotrkowskiej nie będzie handlu. Ograniczono ruch, zamknięto centrum i co tam zostało? Miasta same wypchnęły stamtąd klientów. Temu ciężkiemu handlowi w Radomsku to tylko podetnie skrzydła.

Reklama

Miasto
Przedsiębiorca A.: – Specyficzne. Choć z klimatem.

Przedsiębiorca B: – Jest bardzo negatywny wizerunek ludzi, którzy prowadzą własny interes. Tu nie ma takiego podejścia, że jak ktoś coś buduje, tworzy, to należy to docenić. Mając pieniądze, trzeba się liczyć z zawiścią. To jest filozofia przekazana z pokolenia na pokolenie.

Przedsiębiorca C: – Jaki tam ze mnie przedsiębiorca? Tutaj to ja jestem prywaciarz. Bo jak mam, znaczy ukradłem.

Przedsiębiorca B: – Polityka? Niech pan da spokój. Pamięta pan Tadeusza Dąbrowskiego? Zdobył mandat i co? Zrezygnował. A po cóż miał wypełniać oświadczenie majątkowe, jeszcze w takim mieście, gdzie jest prywaciarzem? Ilu ludzie będzie rozmawiało co wieczór, ile on ma? Bo się nachapał na ich krzywdzie, bo oni mało zarabiają. A dlaczego mało? Bo robią to, co robią. Przecież też mogą być Dąbrowskim, kto im zabronił? Niech pan zwróci uwagę, skąd są radni? Z urzędów, spółek, szkół. Zawsze mogą wrócić, zawsze ich z powrotem przyjmą. A jeśli ja bym się zaangażował, to jaki mam powrót? Odpuszczę swoją pracę?

Reklama

Przedsiębiorca A: – Powiem panu, co mnie najbardziej ogranicza. Własna mentalność. Tu się urodziłem i tu mam zamiar umrzeć a to jest już stagnacja i to jest złe w biznesie. Mam ciągłą potrzebę zabezpieczania się w interesach. Pracowałem kiedyś dla naprawdę bogatego człowieka, kiedyś mi powiedział: ja tam umowy zawieram na słowo. Prawnicy biją się potem o każdy zapis, ale papier ma być zgodny z tym, na co się umówiłem. Czym większy biznes, tym słowo ważniejsze. Ja tak nie potrafię.

Przedsiębiorca B: – Wielkim problemem są podatki od nieruchomość. Nasi politycy twierdzą, że od lat ich nie zmieniano, ale one są dla przedsiębiorców horrendalne. Ja to widzę tak: uzbrojenie i przygotowanie strefy ekonomicznej, na której potem skorzystali zewnętrzni inwestorzy, sfinansowali mali przedsiębiorcy z Radomska. Oni zafundowali strefę, z której przecież nie mają nic. Miasto ma, oni nie. Niższe podatki powinny być traktowane jako rekompensata za te poniesione przez nas nakłady. Jak teraz na to patrzę, to zrobiłem jeden błąd. Trzeba było inwestować poza miastem. Byłyby inne stawki podatku od nieruchomości, inne spojrzenie gminy na stworzone miejsca pracy. Albo plany zagospodarowania miasta. Miałem kiedyś pomysł na rozbudowę. Próbowałem się zorientować, oficjalnymi kanałami i nieoficjalnymi, czy będzie w miejscu inwestycji kiedyś woda i ciepło. Nikt nic nie potrafił odpowiedzieć. Włodarze powinni się spotykać z ludźmi, którzy prowadzą tu działalność i przynajmniej próbować ich wysłuchać.

Reklama

Pracownicy
Przedsiębiorca A.: – Taki przykład mam od znajomego. Szuka człowieka do pracy. Przychodzi mamusia. Mówi, że jej syn by chciał. To niech przyjdzie, mówi znajomy. Mamusia na to: siedzi w samochodzie, ale się wstydzi.

Przedsiębiorca B: – Jest duży problem z pracownikami, bo wiele osób wyjechało. Została ta część mniej przedsiębiorcza i mniej otwarta. Bardziej roszczeniowa. U mnie praca nie wymaga skomplikowanych umiejętności tylko doświadczenia. I z takimi ludźmi mam problem. Przechodzi do mnie do pracy człowiek, widzę go dziesięć sekund a on pierwszą rzecz, o która pyta to: ile może zarobić. Nie wiem, co umie, więc pytam, on nie bardzo wie, co odpowiedzieć, ale znów powtarza: to ile? Bo jemu się nie opłaca pracować za ileś tam.

Reklama

Przedsiębiorca A.: – Kobiety. Jak to wolę przyjmować do roboty kobiety. Mają lepszą wewnętrzną organizację. Bardziej im zależy. Nie wiem, czy to instynkt macierzyński, troska o potomstwo, ale facet to zapije, zapomni, nie przyjdzie, bo mu coś wypadło, a kobieta zawsze jest i zawsze gotowa do roboty.

Przedsiębiorca B: – Im mniejsze jest miasto, tym trudniej małym firmom. Znalezienie dobrych ludzi to problem, bo mnie jest potrzebna stabilność. Cóż mi po pracowniku, którego przeszkolę i będę musiał zaraz wymieniać. Rotacja to dodatkowe koszty i trudności. Ja chcę ludzi na długo. Mam znajomych z podobnej branży ale z większego miasta i wiem, że tam z pracownikami jest łatwiej.

Reklama

Przedsiębiorca C: – Najbardziej mnie wk…, jak słyszę, że pracodawcy zdzierają z pracowników skórę i łupią z każdego grosza. Są pewnie tacy, nie zaprzeczę. Ale daję robotę, płacę, ile mogę zapłacić i ja – tu bym prosił, by pan to może wyboldował – ale to ja ponoszę ryzyko. Jak firma padnie, ja zostanę z długami. Żaden z moich pracowników tego ryzyka podjąć nie chce. Ludzie uwielbiają gadać, że to trzeba znajomości, kapitału, a ja swoje wiem: do biznesu trzeba ciężkiej roboty. Jak mi kto powie, że on też mógłby pracować siedemdziesiąt godzin w tygodniu za taką kasę, to zapraszam. Siedemdziesiąt godzin, sto decyzji do podjęcia, większość na już, kredyty i leasingi. Zapraszam, są chętni?

Przedsiębiorca B: – Jak chcę kogoś zwolnić, to muszę się nagimnastykować, bo mnie ogranicza kodeks. A często jest tak, że pracownik przychodzi i mówi: od jutra mnie nie ma. I ja zostaję z kłopotem. Tu kodeks nie pomaga.

Reklama

Urząd
Przedsiębiorca B: – Kontakt z urzędem niewiele się zmienił od czasów komuny. Wydaje mi się, że ci starzy urzędnicy wychowali tych nowych w tym samym duchu. Ja muszę szybciej myśleć i reagować na rzeczywistość, a w urzędach tego nie rozumieją.

Przedsiębiorca C. – Poszedłem jakiś czas temu do urzędu pracy, szukałem specjalisty. Wiadomo, że specjaliści w Radomsku mają ogólnie przerąbane, bo albo praca w instytucji, albo dwieście kilometrów dalej. Najpierw czekam. Potem przyjmuje mnie pani, wysłuchuje i mówi, że takich to oni nie mają. To ja, żeby może dali ogłoszenie albo coś. A ona, że ogłoszenie to mogę dać w gazecie. Poszedłem do „Radomszczańskiej” i dałem. Pracownika znalazłem. Tyle w temacie.

Reklama

Przedsiębiorca B. Najbardziej mnie wkurza, jak idę coś załatwić i słyszę: jutro. Bo jeszcze pan musi załącznik, pisemko i druczek. Zachodzę następnego dnia z tym załącznikiem, pisemkiem i druczkiem i słyszę: no dobrze, to pan ma, to też, ale nie ma pan załącznika numer pięćset łamane przez osiemset. Nie można tego od razu powiedzieć? Urzędnik się boi podjąć decyzji. Pozytywnej. Jak ktoś ich ocenia, to sprawdza tylko decyzje pozytywne. To, że komuś odmówiono, jest ok. Ale jeśli decyzja jest pozytywna, to zaraz pada pytanie: dlaczego?

Przedsiębiorca A. – A ja widzę, że wiele się zmienia. Miałem kontrolę z urzędu skarbowego. Jeszcze dziesięć lat temu człowiek dostawał palpitacji, jak widział w skrzynce pismo ze skarbówki. A dziś? Dzwoni pani, mówi, że będzie kontrola vatowska. I jak bym wolał – czy doniosę dokumenty na Mickiewicza, czy oni udadzą się do siedziby firmy albo do księgowej. Mam wybrać, co mi najlepiej pasuje. Innym razem zaznaczyłem w przelewie zły formularz. Zadzwoniła pani, spytała, czy się nie pomyliłem. Pomyliłem się. To ona, żebym wysłał maila z informacją, to oni przeksięgują. Można?

Dane statystyczne za GUS. Wyniki sondażu przeprowadzonego wśród radomszczańskich przedsiębiorców za: Badanie lokalnego rynku pracy, Biostat na zlecenie PUP Radomsko, maj 2014

(Andrzej Andrysiak, tekst opublikowany w Gazecie Radomszczańskiej w 2016 roku) 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości