Prawie nie zdobyła dyplomu, odnawiała starówkę w Poznaniu, gdzie jej rzeźba stoi od 50 lat. Pracowała w telewizji, przy Targach Poznańskich, miała własną żaglówkę, utknęła pod Sztokholmem na jachcie, a potem do portu wpływała pod pełnymi żaglami. Konsul amerykański koniecznie chciał mieć jej rzeźbę. W parku Solidarności stoi drewniana rzeźba, na dziedzińcu klasztoru można oglądać serię płaskorzeźb. Ich autorką jest rzeźbiarka Irena Woch
Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl
Utalentowanych sióstr w tej rodzinie były trzy, dziś żyje już tylko z nich, Irena Woch. Po maturze wyjechała na studia do Poznania, od ponad 30 lat znowu mieszka w Radomsku.
Pani Irena ma 93 lata i doskonałą pamięć. A że życie miała ciekawe, więc ma o czym opowiadać. Rodzina mieszkała w dużym domu na dzisiejszej ulicy Prymasa Wyszyńskiego. Blisko domu, przy skrzyżowaniu z ul. Skoczyńskiego stała kapliczka, dziś jest krzyż. W maju odbywały się tam nabożeństwa majowe. Było to też centrum tej okolicy, tam się zbierano, rozmawiano, czasami do późna w nocy.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 95% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pamięć Pani Irena miała faktycznie znakomitą, przesiadywała przed blokiem Tysiąclecia 15, gdzie mieszkała i lubiła wspominać młode lata, swoje życie z drobnymi detalami, a sięgała pamięcią 50 - 60lat wstecz. Jej ulubionym zwierzątkiem był rudy kotek spacerujący wokół bloku. Kochała też przyrodę, kwiaty, zieleń. Swój ogródek kwiatowy uprawiała do ostatnich niemal dni.
Pamięć Pani Irena miała faktycznie znakomitą, przesiadywała przed blokiem Tysiąclecia 15, gdzie mieszkała i lubiła wspominać młode lata, swoje życie z drobnymi detalami, a sięgała pamięcią 50 - 60lat wstecz. Jej ulubionym zwierzątkiem był rudy kotek spacerujący wokół bloku. Kochała też przyrodę, kwiaty, zieleń. Swój ogródek kwiatowy uprawiała do ostatnich niemal dni.