Kierowcy złorzeczą na rowerzystów, rowerzyści na kierowców. I jedni, i drudzy, na pieszych. Łamiemy przepisy, ale belkę widzimy tylko w oku drugiego. Dziś Dzień Bezpiecznego Kierowcy, obchodzony w imieniny św. Krzysztofa, patrona zmotoryzowanych. No to porozmawiajmy o grzechach
Ryzyko śmierci na naszych drogach jest o 14 procent wyższe niż w innych krajach Unii Europejskiej. Powiedzieć, że to dlatego, że piesi i rowerzyści to tak zwani niechronieni uczestnicy ruchu, to zdecydowane za mało. Raport Najwyższej Izby Kontroli z 2016 r. jasno wskazuje, że od sześciu lat liczba zabitych rośnie. Powodem jest brak systemu bezpieczeństwa.
Ścieżki rowerowe to zaledwie trzy procent dróg, a ich oznakowanie pozostawia wiele do życzenia. NIK mówił też o braku współpracy między instytucjami, zajmującymi się bezpieczeństwem, bo najczęściej polega ona na wymienianiu się corocznymi sprawozdaniami. Izba postulowała stworzenie spójnego, ogólnopolskiego programu poprawy bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów. Od raportu mineły trzy lata i... Nic.
Czy na naszym, radomszczańskim podwórku jest równie źle? Rozejrzymy się więc wokół.

Jestem kierowcą samochodu, często jeżdżę na rowerze, no i każdego dnia jestem pieszym. Zza kierownicy widzę rowerzystów, którzy nie zawsze jeżdżą zgodnie z przepisami. Podobnie jak kierowcy. Ale od kiedy użytkownicy jednośladów dostali większe uprawnienia, korzystają z nich nadzwyczaj chętnie. A mówiąc wprost, nadużywają ich.
- Wiesz czego nie lubię? - słyszę od radomszczanki, kierowcy i rowerzystki. - Gdy rowerzysta jedzie środkiem pasa. Nie musi, ale widać, że sprawia mu to przyjemność. Samochód za nim nie może go wyprzedzić, musi zwolnić. A wystarczyłoby, żeby jechał bliżej prawej krawędzi, ja bym go bezpiecznie wyprzedziła, on by pojechał dalej. Ale po co, skoro można komuś napsuć krwi? Jest jeszcze coś. Gdy rowerzysta odwraca się przez ramię, żeby spojrzeć za siebie, w sekundę zjeżdża w jedną albo drugą stronę o ponad metr. To bardzo niebezpieczne.
- Rowerzyści? Chyba mi nie przeszkadzają, choć rzeczywiście niektórzy potrafią jeździć bez głowy - słyszę od innego kierowcy. - Trzeba na nich zawsze uważać.
Co jeszcze denerwuje kierowców?
Rowerzyści jeżdżący w mieście parami, nawet tam, gdzie ruch jest duży. Wjeżdżający nagle z chodników na jezdnię. A przede wszystkim ci przejeżdżający przez przejścia dla pieszych.
- W ogóle nie myślą, że coś może im się stać. Jakby byli niezniszczalni - mówi radomszczanka, która prawo jazdy ma od lat. - Nie rozglądają się, tylko nagle wjeżdżają na pasy. Kierowca nie ma szans. Miałam taki przypadek. Miałam zielone i ruszyłam. A rowerzystka nagle pojawiła się z prawej strony i wjechała mi przed maskę. Na szczęście prędkość była nieduża, więc nic się jej nie stało. Myślisz, że przeprosiła? Stwierdziła, że trzeba wezwać policję. A ja miałam zielone, a ona czerwone. Przemyślała chyba jednak sytuację, wsiadła na rower i odjechała.
Kierowcy opowiadają także o rowerzystach obwieszających kierownice ciężkimi siatkami z zakupami. Trudno im utrzymać kierownicę, chyboczą się, co jest niebezpieczne. Są też tacy, którzy włączają się do ruchu z chodników i ulic podporządkowanych bez patrzenia, czy nie nadjeżdża inny pojazd.
Wyprzedzają na trzeciego
Tyle grzechy rowerzystów. A jak rowerzyści oceniają kierowców? Według moich rozmówców główne przewinienie to wyprzedzanie na trzeciego, gdy wciskają się między samochód jadący z przeciwka a rowerzystę. Kierowca z naprzeciwka musi zjechać do krawężnika, a rowerzysta, jeśli nie ucieknie bliżej prawej, może zostać zahaczony.
- Są kierowcy, którzy uważają, że muszą wszędzie być pierwsi - mówi mi Paweł. Każdego roku na rowerze przejeżdża kilka tysięcy kilometrów. - Oni nie zwalniają, a rowerzystów uważają za zawalidrogi i najchętniej wszystkich by skasowali. Wyprzedzają cię szybko, niemal się o ciebie ocierając. Zdarza się też, że tak jedzie TIR i niemal zdmuchuje cię z drogi. A to są miejsca, gdzie nie możesz jechać po chodniku, bo policja natychmiast da ci mandat.
Pawła do szału doprowadzają też kierowcy, którzy w czasie jazdy bawią się telefonem. I w tym czasie wogóle nie patrzą na drogę.
- Miałem taką przygodę na Narutowicza. Tam prawie zawsze jest spory ruch. Ktoś skręcał w lewo i kierowcy za nim zwalniali i zatrzymywali się. Robił się mały korek. Mnie wolno te auta wyprzedzać z prawej, więc jadę. I nagle zaczyna na mnie jechać jeden z samochodów. Na szczęście miał otwarte szyby, więc kiedy krzyknąłem, że mnie taranuje, zareagował. I co się okazało? Młody chłopak, pisał właśnie sms-a. Na moje uwagi zareagował oczywiście agresją. To się dzieje w Radomsku codziennie - dodaje.
Od innego rozmówcy słyszę, że kierowców denerwuje, kiedy rowerzysta skręca w lewo i żeby ten manewr wykonać, zjeżdża do środka jezdni.
- Widzę wtedy obrażone miny, że pan hrabia nie może jechać. Uważają, że ja powinienem grzecznie poczekać, przepuścić go i dopiero skręcić - opowiada Paweł.
Jest jeszcze kwestia wymuszania pierwszeństwa. Rowerzyści skarżą się, że kierowcy skręcający w prawo zamiast zgodnie z przepisami poczekać, wyprzedzają ich tuż przed skrzyżowaniem, praktycznie zajeżdżając drogę.
Gdzie ma uciec pieszy?
Kierowcy na drodze są silniejsi, więc rowerzyści wolą ścieżki rowerowe. Ale w Radomsku jest ich niewiele. Gdy taka ścieżka nagle się kończy, trzeba zjechać na ulicę. Bo jazda po chodniku może skończyć się mandatem. Jest dozwolona tylko w ściśle określonych przypadkach. Na przykład podczas bardzo złej pogody czy kiedy ma się pod opieką dziecko do 10. roku życia jadące na rowerze.
Mimo to w mieście coraz częściej rowerzyści wybierają takie rozwiązanie. I byłoby to nawet do przyjęcia, gdyby nie to, że stają się tymi, których nie lubią - kierowcami na rowerach.
- Nie mam prawa jazdy, na rowerze też jeżdżę rzadko. Po mieście poruszam się głównie pieszo. I od dawna widzę ten problem. Bo roweru, który nadjeżdża za twoimi plecami, nie słyszysz - mówi Małgorzata. - Są miejsca, na przykład chodnik przy Piastowskiej, gdzie już w ogóle trudno przejść, żeby nie nadziać się na rowerzystę. Z Bogiem sprawa, jeśli jedzie z przeciwka. Masz szansę uciec. Tak, uciec. Bo rowerzyści nie patrzą. Jadą, jak im się podoba, wężykiem, bardzo szybko. Ile razy musiałam schodzić, albo wręcz zbiegać na bok, bo widziałam, że rowerzysta nie zamierza nawet odrobinę zwolnić?! Zastanawiam się czasem, co mają zrobić piesi? Staram się takim ludziom zwracać uwagę, ale najczęściej spotykam się z agresją. Kiedyś od młodego człowieka usłyszałam stek wyzwisk. Jechał z żoną i dzieckiem. Bałam się, że mnie w końcu uderzy, taki był zacietrzewiony. A ludzie, którzy to widzieli, oczywiście nie reagowali.
Ale trzeba dodać, że piesi także święci nie są. Przechodzenie tam, gdzie nie ma pasów to norma, a kiedy pasy są, to wchodzą nagle na jezdnię nie licząc się z tym, że auto może nie wyhamować. Ci, którzy jeżdżą za granicę, opowiadają o kierowcach przepuszczających pieszych i rowerzystów, czy jeżdżących na tak zwany zamek błyskawiczny, dzięki czemu unikają korków.
A u nas? Święta wojna, udowadnianie kto mocniejszy. Sprzeczki i obrzucanie wyzwiskami. Policjanci w Radomsku przyznają, że dobrze nie jest. Oczywiście bez generalizowania, bo są też tacy, którzy kulturalną jazdę mają we krwi. Chodzi o to, żeby było ich jak najwięcej. A wtedy wszystkim będzie łatwiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze