Reklama

Wieś bez wody. „Od 2035 roku do produkcji będzie wykorzystywane mleko syntetyczne." Tak zmiany klimatyczne wpływają na rolników

31/10/2023 09:05

„Wielu rolników na własną rękę nawadnia łąki, kopie studnie głębinowe. Zakładają deszczownie. Są zmuszeni do podlewania zbóż i ziemniaków. Inaczej nie byłoby zbiorów.” Tak zmiany klimatyczne wpływają na rolników

 

Piaszczyce, mała wieś dziesięć kilometrów od Radomska. Kilkadziesiąt domów, prawie trzystu mieszkańców, gospodarstw niewiele.

Stoimy z Łukaszem Staniosem na pastwisku za domem. Obok stado krów, rzeka, w oddali las. Wskazuje rzeczkę. Od kilku lat okresowo wysycha, i to latem, gdy zwierzętom woda jest najbardziej potrzebna. Jego ojciec nie miał takich zmartwień. Krowy po porannym dojeniu były wypuszczane na pastwisko. Na noc wracały do obory i znów dojenie.

Łukasz zbliża się do czterdziestki. Gospodarstwo prowadzi od kilkunastu lat, wspólnie z żoną. Pomagają mu dwaj synowie. Wcześniej należało do rodziców. Nastawiony jest na produkcję mleka. Od kiedy rodzice przepisali na niego gospodarstwo, powiększył stado, dziś ma 24 sztuki. Chciałby więcej, ale brakuje dla nich paszy. Wszystko przez suszę.

Reklama

Hoduje bydło mleczne, odpowiedni poziom wilgotności pastwisk jest niezbędny. Bez tego nie urośnie trawa. Bez trawy zwierzęta będą dawały mniej mleka, bo nie będzie pokarmu na zimę.

Łukasz zastanawiał się nad nawadnianiem pastwiska, ale to duże koszty.

Z raportu „Polityka ekologiczna państwa 2030”, opracowanego w 2019 roku przez Ministerstwo Środowiska”: Obszar deficytu wody obejmować będzie znaczną część województwa łódzkiego. Będzie on potęgowany występowaniem strefy niskich opadów i strefy o wysokim niedoborze wód w sezonie wegetacyjnym w północnej części regionu oraz strefy bardzo silnego pustynnienia w północno-zachodniej części regionu. Szacuje się, że na 90 proc. terytorium województwa łódzkiego już teraz istnieje zagrożenie wystąpienia opadów poniżej 400 mm rocznie.

Reklama

Łukasz Stanios: - Mam 30 hektarów łąk, zbieram z nich trawę. To pozwala mi na przygotowanie odpowiedniej ilości pożywienia dla krów. Wokół domu i gospodarstwa mam pastwisko, z którego korzystają krowy. Pogłowie można by zwiększyć dwukrotnie, jednak nie wiem, co przyniesie przyszłość. Lepiej mieć zapas i pewność, że mam czym wykarmić obecną liczbę krów.

Wypas w tym roku powinien trwać do 16 listopada. Jednak cały wrzesień był bezdeszczowy. Nie ma trawy. Ja jestem o tyle w dobrej sytuacji, że mam dużo łąk w stosunku do posiadanego pogłowia. Wielu rolników z naszych stron zmuszonych było do kupowania balotów, a jeden obecnie kosztuje 200 zł. Problem z trawą to nie tylko letnie miesiące. To także zimne wiosny. Wzrost jest naprawdę minimalny.

Reklama

Taki balot może wystarczać 24 krowom na jeden raz. Wielu rolników ratowało się w tym roku kukurydzą. Odpowiednią odmianą, która rzeczywiście wytrzymuje długotrwałe susze. Ona w tym roku udała się i nie tylko dla mnie była deską ratunku. Dzięki niej mogłem dokarmiać krowy.

Susza rolnicza to w ostatnich latach powszechne zjawisko. Występuje w następstwie suszy atmosferycznej i suszy hydrologicznej. Powoduje straty oraz jest przyczyną wielu uciążliwości w prowadzeniu gospodarstwa rolnego. W Polsce susze potęgowane są poprzez obserwowane ostatnio zmiany klimatyczne. Jak wskazuje dr Adam Bartnik z Uniwersytetu Łódzkiego, jednym ze skutków ocieplenia klimatu są łagodne zimy z małą ilością opadów. Gdyby pokrywa śnieżna zalegała dłużej i była grubsza, z zimy można byłoby wyjść z zapasami wody w glebie. Zimy są często przerywane roztopami i do wiosny większość wody zgromadzonej w pokrywie śnieżnej już odpływa. Dlatego już na początku okresu wegetacyjnego zasoby wody zgromadzone w glebie są niewielkie. Jeżeli na to nałoży się jeszcze sucha wiosna i upalne lato, deficyt wody w glebie staje się bardzo duży. Na tyle duży, że nawet stosunkowo wysokie opady nie są w stanie go trwale uzupełnić. Zjawisko to przenosi się z roku na rok, często potęgując. Efektem są sekwencje lat suchych.

Reklama

Łukasz wspomina pradziadka, który należał do spółki wodnej i czyścił rowy. Dzisiaj tego nie ma. Wskutek wieloletnich zaniedbań całe systemy melioracyjne uległy degradacji. Ich obecny stan techniczny jest bardzo zły. Kiedyś doprowadzały, odprowadzały, i w razie potrzeby zatrzymywały wodę na polach. Dziś nie ma ani melioracji, ani wody.

Utrzymane we właściwym stanie rowy melioracyjne pomogłyby zniwelować efekty suszy. Ale potrzebny są jazy. Czyli zastawki, które zatrzymają wodę w suchych miesiącach. Dziś tę funkcję pełnią… bobry. - Robią tamy, dzięki czemu woda jest zatrzymywana wokół pastwisk. Niestety nie ma tutaj żadnego zbiornika retencyjnego. Natura przyszła nam sama z pomocą.

Reklama

Jednak bobry i ich tamy powodują również powodzie. Inny rolnik ma przez nie zalewane pole.

- Kto sobie wyobrażał, że będziemy zmuszeni do takich kroków? Wielu rolników na własną rękę nawadnia łąki, kopie studnie głębinowe. Zakładają deszczownie. Rolnicy czasem są zmuszeni do podlewania zbóż i ziemniaków. Inaczej nie byłoby zbiorów. Ja jeszcze nie gromadzę deszczówki. Ten rok był łaskawy, ale zastanawiam się nad wyborem właściwego systemu nawadniania i właśnie nad deszczownią. To nieuniknione.

Prof. Joanna Wibig z Zakładu Meteorologii i Klimatologii na Wydziale Nauk Geograficznych Uniwersytetu Łódzkiego dla tokfm.pl: „50-70 lat temu średnia temperatura zimą dla województwa łódzkiego wynosiła -2 stopnie Celsjusza. Teraz jest to w granicach 0 stopni. Ciepłe zimy wpływają niekorzystnie na przyrodę, która po prostu głupieje. Styczeń na przykład był w tym roku bardzo ciepły. Jeśli taka wysoka temperatura utrzyma się przez dwa tygodnie, to zaczyna się sezon wegetacyjny dla roślin. Potem przychodzą mrozy w lutym i rośliny marzną. Na pewno odczują to rolnicy, a docelowo również my jako konsumenci. Między innymi z tego powodu warzywa i owoce drożeją”

Reklama

Na rzekach, które graniczą z pastwiskami Łukasza zostały głównie popękane elementy betonowe. Jazy i zapory zniknęły. Łukasz ma szczęście, bo przez jego pastwiska za domem przepływają rzeki i strugi. W sąsiedniej wsi rolnicy mają gorzej. Tereny są tam naprawdę bardzo ubogie w wodę. Kiedyś rolnicy pomagali sobie przy naprawach maszyn, żniwach, sianokosach. Teraz on i inni walczą o to, aby zabezpieczyć swoje gospodarstwo w wodę.

- Ochronę produkcji roślinnej przed suszą powinny zapewniać nawodnienia, ale nie zawsze na to można liczyć. Nie ma żadnych jazów i zastawek. Wszystkie zostały rozebrane. Jakiś czas temu rolnik z sąsiedniej gminy, który ma gospodarstwo nad Widawką, właściwie wzdłuż rzeki, oczyścił rowy. Była to jego prywatna inicjatywa. Ma odpowiedni sprzęt i zrobił to całkowicie społecznie.

Reklama

Jak podaje Alert Wodny, „obecnie tylko połowa instalacji melioracyjnych jest właściwie konserwowana i wykorzystywana. Urządzenia melioracyjne są zużyte. Większość z nich wykonano w latach 60. i 70. ubiegłego wieku. Aby przeciwdziałać skutkom suszy, konieczna jest ochrona funkcji retencji wody na terenach podmokłych i w nieobwałowanych dolinach rzecznych. Trzeba przywrócić funkcje retencyjne na 6,5 mln ha terenów zmeliorowanych w ubiegłych dziesięcioleciach. W Polsce jest 250 tys. km rowów melioracyjnych, które odprowadzają stale wodę do rzek zamiast przytrzymywać ją na polach.”

W 2017 roku rząd przygotował Plan Przeciwdziałania Skutkom Suszy (PPSS). Ma poprawić stan gospodarki wodnej w Polsce. Na stronie Przedsiębiorstwa Wody Polskie można znaleźć projekt Stop Suszy i przeczytać diagnozę obecnej sytuacji. Ale rozwiązań brak.

Reklama

Łukasz: - Gdy susza wyrządza rolnikom szkody, możemy się zgłosić po pomoc do Ośrodka Doradztwa Rolniczego czy Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Ale są tylko dwa tygodnie na zgłoszenie się i złożenie dokumentów. Mało czasu. Panie, które mi pomagają w takich instytucjach, dają z siebie wszystko. Potrafią zadzwonić jeszcze w sobotę wieczorem i przypomnieć o jakimś dokumencie.

Jego rodzice nie mieli takich problemów, składali wniosek o dopłaty w ARiMR i na tym koniec. Teraz trzeba być ze wszystkim na bieżąco. Sprawdzać, potwierdzać. Dobrze, że część wniosków można złożyć przez Internet. Jeżeli nawet otrzymuje się jakąś rekompensatę z powodu suszy, to nie jest kwota, która pozwala pokryć wszystkie szkody.

Reklama

Łukasz: - Zmiany klimatyczne są bardzo złe dla samych zwierząt. Same upały i susze źle na nie wpływają. Dochodzi do stresu cieplnego, czyli przegrzania organizmu krowy.

Jak podaje Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka, stres cieplny wpływa na zmniejszenie wydajności mlecznej krów nawet o 30-35 proc. Wpływ upałów jest znaczący w najbardziej wydajnych miesiącach dla krów. Stres cieplny wpływa na stres oksydacyjny, a więc gromadzenie w organizmie krowy wolnych rodników. To z kolei sprzyja obniżeniu odporności. Następstwem tego są choroby i powikłania.

Reklama

Łukasz: - Ja nie mam dużego gospodarstwa, ale są przecież ogromne przemysłowe tuczarnie drobiu i trzody chlewnej. Świnia jest zabijana przy takim intensywnym tuczeniu po trzech miesiącach. W naszych okolicach nie miał kto przejąć kilku gospodarstw. Zniknęły. Zmiany klimatyczne także mają na to wpływ. Dzieci rolników nie chcą przejmować gospodarstw, ponieważ to dzisiaj niepewność. Sam wspominałem, dlaczego nie powiększam stada. W sąsiedztwie jest gospodarstwo rolne, które nie może w pełni korzystać ze swoich zasobów, bo całkowicie wysycha jeden ze stawów. Nawet źródło przy stawie przestaje bić. Jako dziecko z tego źródła brało się wodę do kościoła na mszę. Dzieciaki z całej wioski przychodziły nad ten staw, gdy było gorąco. Gdy chciało się pić, szliśmy do źródełka, z którego woda zasilała staw - wspomina.

Alert Wodny: „Zanim rozpocznie się proces wydawania ogromnych środków na infrastrukturę techniczną, potrzebne jest uzgodnienie strategii i precyzyjnego programu działań. Dotyczy to zarówno obniżenia ryzyka powodziowego jak i skutków suszy. W projekcie Stop Suszy trafnie zauważa się w diagnozie sytuacji, że mamy do czynienia z przyspieszonym odpływem wód i stwierdza się deklaratywnie potrzebę zmiany tego stanu. Kiedy jednak przychodzi do konkretów, zamiast długiej listy działań spowalniających odpływ wody, znajdujemy inwestycje hydrotechniczne, w tym takie, które głównie mają służyć żegludze.”

Łukasz: - Aby minimalizować zgubne efekty suszy wskazana jest uprawa bezorkowa. Po zbiorach siejesz poplon, czyli dowolną mieszankę roślin. To zapobiega degradacji gleby. Poplon zatrzymuje wodę, ziemia jest zabezpieczona przed działaniem wiatru. Wiosną, gdy będę siał właściwe ziarno pod konkretną uprawę, poplon dostarczy składników odżywczych. To tzw. zasada zielonych pól.

Jak w takich warunkach prowadzić gospodarstwo? Łukasz nie jest optymistą:

- Od 2035 roku do produkcji przetworów mlecznych będzie wykorzystywane mleko syntetyczne.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości