Reklama

[FILM] Wypadek na Bobrach: wyglądało, jakby ktoś zgniótł pudełko zapałek

- Zobaczyliśmy słup ognia i dymu - mówi radomszczanin, który był jednym z pierwszych próbujących udzielić pomocy ofiarom wczorajszego wypadku na Bobrach.

 

- Jechaliśmy od strony Częstochowy. Przed nami był ten bus i jeszcze jedno auto - opowiada. - Do miejsca wypadku mieliśmy jeszcze kilkaset metrów, samego zderzenia nie widzieliśmy. W pewnym momencie mój brat powiedział: chyba grilla ktoś tam robi, bo zobaczył ten dym. Spojrzałem tam gdzie on. Potem się domyśliłem, że to po zderzeniu płyny z obu aut wylały się na rozgrzany silnik i stąd ten ogień.

Reklama

O godz. 13.40 na wysokości miejscowości Bobry na DK91 doszło do zderzenia citroena jumpera z fiatem uno. Czołowego. Na miejscu zginęły cztery osobowe jadące uno. 70-letnia kobieta i trzech mężczyzn w wieku 76, 47 i 21 lat. Wszyscy byli mieszkańcami Radomska. Jak wstępnie ustalili policjanci, 57-letni kierowca citroena, mieszkaniec gm. Dobryszyce, zjechał z nieustalonych jeszcze przyczyn na lewy pas.

- Wydaje mi się, że człowiek kierujący busem chciał wyprzedzać - mówi radomszczanin. - I stąd to nieszczęście.

Reklama

Brat naszego czytelnika z jeszcze jednym mężczyzną i kobietą chcieli pomagać uczestnikom wypadku. - Ta pani to chyba była pielęgniarka, dała im rękawiczki. Ale było już za późno. Wszyscy zginęli natychmiast. To wyglądało tak, jakby ktoś zgniótł w ręku pudełko zapałek.

Kilka samochodów jadących od strony Radomska wyminęło rozbite auta i pojechało dalej. Kilka osób się jednak zatrzymało.

- W tym uno widać było dwie osoby. I jakieś wiaderka i koce. Może wracali z grzybów, a może dopiero na nie jechali. W każdym razie kiedy zabrano te wiaderka... Pod nimi były jeszcze dwa ciała. Nie dało się ich wyciągnąć. To musiała zrobić straż, która zresztą na miejscu była pierwsza.

Reklama

Wozy straży pożarnej przyjechały po 5 minutach, potem był radiowóz, na końc ambulans, który nadjechał od strony Częstochowy.

- Zanim oni wszyscy przyjechali to sytuacja wyglądała tak. Tamci co zginęli byli zakleszczeni w uno, z citroena na jezdnię wypadł pasażer, który był przytomny, ale nie wstawał, jęczał z bólu, pewnie miał połamane żebra. Kierowca wyszedł z busa o własnych siłach. Był w szoku. I wcale mu się nie dziwię. Auta nie jechały zbyt szybko, może 80 km/h. Jak to zsumować, to siła uderzenia była straszna. Zresztą silnik z citroena gdzieś wyleciał - nasz rozmówca dodaje, że tego widoku nie zapomni do końca życia. - Straszna tragedia.

Reklama

Kiedy służby zaczęły swoje działania droga została całkowicie zablokowana. - I wtedy te wszystkie auta, a zwłaszcza TIR-y, zaczęły zawracać. A zawrócić takim zestawem na tak wąskiej drodze to sztuka. Przez jakiś czas tam był chaos.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości