Reklama

Dyrektor był bezradny wobec „stosuneczków”

Był to bardzo biedny szpital, pod względem przeciętnej kwoty przeznaczanej na pacjenta plasował się na ostaniem miejscu w guberni piotrkowskiej - Tomasz Nowak przypomina historię radomszczańskiego szpitala

Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl

Uroczyste otwarcie szpitala św. Aleksandra, po dwuletniej budowie, miało miejsce 7 lipca 1839 r., w dniu imienin cara. Budowę murowanego, piętrowego budynku sfinansowano ze środków rządu, miasta i zbiórek społecznych. Przyjmowano do niego chorych z powiatu, którzy musieli mieć stosowne zaświadczenie ze swojej gminy.

Szpital utrzymywał się ze zbiórek, stąd wciąż inicjatorzy jego powstania musieli myśleć o środkach na jego działalność nim mógł liczyć na publiczne środki. Długo był placówką powiatową, dopiero po wojnie, na krótko, stał się szpitalem miejskim, by z czasem znowu podlegać starostwu.

Reklama

Biedny szpital

W 1844 r. był jednym z 44 szpitali rządowych, w guberni piotrkowskiej w 1878 r. było 8 szpitali i kilka prywatnych, m.in. w Maluszynie. Poziom szpitali mierzono w śmiertelności pacjentów, ta utrzymywała się u nas na średnim poziomie dla całej guberni. Szpital początkowo miał tylko 25 miejsc, ok. 1875 r. ich liczba zrosła do 38 i utrzymała się do 1914 r.

Według danych z 1903 r. w szpitalu św. Aleksandra w Noworadomsku przeciętna liczba chorych wynosiła 18,2 osób dziennie. Był to bardzo biedny szpital, pod względem przeciętnej kwoty przeznaczanej na pacjenta plasował się na ostanim miejscu w guberni piotrkowskiej. Tym samym był jednym z biedniejszych w całym Królestwie Polskim. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że dokonywano amputacji rąk czy nóg bez znieczulenia. Sytuacja niewiele się zmieniła, gdy w 1909 r. ustanowiono nocne dyżury. Po odzyskaniu niepodległości nadal było mało miejsc dla chorych. W 1919 r. to zaledwie 40 łóżek, rok później udało się ich liczbę powiększyć do 75.

Reklama

Przyjmowano większą liczbę pacjentów, ale pod wieloma względami nadal było bardzo źle. Brakowało narzędzi, jeśli lekarz wyjechał do chorego, a zdarzył się wypadek, w szpitalu nie było czym chorego opatrzyć, niekiedy pożyczano je od lekarzy praktykujących prywatnie. W 1921 r. szpital doczekał się kompletu narzędzi chirurgicznych i jasnej sali operacyjnej. Braki istniały też w innych sferach. Niektórzy narzekali, że zmarłych wywożono ze szpitala bez „pokropku”, czyli obrzędów religijnych. Pochówek odbywał się chyłkiem, ciała na cmentarz wywożono po zmroku na jakimś wózku. Za wielki postęp uznano w mieście zakup skromnego szpitalnego karawanu i konia.

W latach 30. szpital się rozwijał. Miarą postępu był własny aparat do zdjęć rentgenowskich. Od 1933 r. tę usługę świadczono też odpłatnie. Najważniejszy był jednak w szpitalu chirurg, którym najczęściej był sam dyrektor. Gdy w szpitalu pojawił się w 1932 r. Józef Maślanka w ciągu 20 dni pracy przeprowadził kilkanaście operacji jamy brzusznej i wszystkie pomyślnie. Gdy dyrektor-chirurg wyjeżdżał na urlop powiat zostawał bez opieki. W 1938 r. dano nawet w prasie ogłoszenie, że na czas urlopu, a ten czasami trwał nawet 3-4 tygodnie, trzeba udawać się do szpitala w innym mieście. Mimo takich warunków zdarzały się spektakularne operacje. Stanisław Oczkowski w 1935 r. zszył rannemu w bójce mężczyźnie serce. Kilkadziesiąt lat później podobną operację przeprowadził Jerzy Grzymałło.

Reklama

Przed wojną w szpitalu istniał oddział wewnętrzny, zakaźny (w 1922 r. ordynatorem był Marian Niewiarowski) i skórny. W 1932 r. kierował nimi wszystkimi S. Lubelski. Chyba nie układała mu się współpraca z nowym dyrektorem, bo mimo wygrania konkursu, po kilku miesiącach odszedł ze szpitala i zajął się prywatną praktyką. W swoim gabinecie codziennie przez godzinę bezpłatnie przyjmował bezrobotnych. Rozszerzenie usług powodowało zwiększenie liczby pacjentów, co przekładało się na większe dochody szpitala. Coraz częściej nasz szpital wybierali mieszkańcy okolicy, którzy dotychczas woleli jechać do większego miasta. Inwestowano w zakup łóżek, materacy i pozyskiwanie nowego sprzętu.

1 i 2 września podczas bombardowań miasta Niemcy starali się trafić w szpital. Relacje są sprzeczne, jedne mówią, że w żaden ze szpitalnych budynków pocisk nie trafił, spadł na szpitalny ogród. Ktoś inny wspominał, że jednak jakieś uszkodzenia były. Tu trafiali ranni mieszkańcy, choć ponoć w momencie wybuchu wojny nie było w nim chirurga. O latach okupacji niewiele wiadomo. Na pewno dyrektorem szpitala był Niemiec, byli też pewnie wśród personelu inni, zwłaszcza lekarze wojskowi. Na stanowiskach utrzymało się kilku Polaków. Obok Stanisława Oczkowskiego pracowali Zenon Bąbka, Jerzy Kasperski, Aleksy Krokowicz, Antoni Łączyński. Na pewno Oczkowski, Łączyński i Bąbka należeli do AK, często udzielali pomocy partyzantom. By nie wzbudzać podejrzeń operowano ich w budynku oddziału zakaźnego, mieszczącego się po drugiej stronie ulicy.

Reklama

Przy szpitalu przynajmniej od 1944 r. działała Stacja Opieki nad Matką i Dzieckiem, która w tym czasie przyjęła 10 nowych niemowląt. W 1949 r. prowadzono tam na bardzo szeroką skalę badania krwi. Pierwsze lata po wyzwoleniu to czas ogromnych braków w personelu medycznym i lekach. Od 1945 r. działała Izba Przyjęć, rok później uruchomiono oddział fizykoterapii, kupiono nowe łóżka, materace i bieliznę szpitalną. Od 1947 r. urządzono salę dla noworodków, zaangażowano nową położną. Powstała świetlica i stołówka dla personelu pomocniczego, wybudowano dwupiętrową kuchnię. Starano się o etat dla 3 asystenta chirurgicznego i asystenta na oddział wewnętrzy. Dokupiono również 2 lampy rentgenowskie. Zwiększała się efektywność szpitala. W 1945 r. wykonano 587 operacji i zabiegów, a w 1948 r. już 2283. W tym samym czasie wzrosła liczba prześwietleń z 4105 prześwietleń do 10171. Zmniejszyła się śmiertelność przy porodach z 2,38 proc. do 1,9 proc. Wskaźnik ten zmniejszył się też w ujęciu ogólnym z 11,4 do 4,1 proc. Tuż po wojnie przyjęto 2467 chorych, a po 3 latach 3560.

W maju 1948 r. szpital miał dwa piętra i mieścił się w dwóch budynkach. Posiadał oddział chirurgiczny, położniczy (bardzo ciasny), wewnętrzny z pododdziałem gruźliczym, weneryczny i zakaźny. Chirurgicznie leczyli się tu nawet pacjenci z Częstochowy. Wciąż starano się o nowy sprzęt. Prężnie działał zakład rentgenowski, którym kierował prof. Alkiewicz. W ostatnim czasie przebadano 1200 junaków ze Służby Polsce. Pacjenci narzekali na ciasną poczekalnię. Jeśli wierzyć partyjnemu „Głosowi Radomszczańskiemu”, to w 1948 r. w szpitalu działo się bardzo źle. Według gazety pacjenci stracili zaufanie do szpitala, do redakcji dochodziły krytyczne głosy z różnych środowisk. Dziennikarz postanowił więc wszystko sprawdzić, czego efektem był bardzo krytyczny artykuł.

Reklama

Oberwało się w nim zwłaszcza siostrom Sercankom, ale o tym za chwilę. Poza tym krytykowano szpital za ciasnotę, w jednym łóżku miało leżeć nawet 2-3 chorych na szkarlatynę i tyfus dzieci. Co gorsze, w papierach nic takiego nie widniało, wszystko odbywało się zgodnie z zasadami i przepisami. Mało tego, wykazywano nawet wolne łóżka. Pacjenci musieli się dożywiać na własną rękę, powszechne były łapówki. Artykuł spowodował kontrolę powiatową, która potwierdziła zarzuty.

W 1950 r. panowała wręcz katastrofalna sytuacja pod względem lekarzy. Udało się w tym roku namówić do pracy chirurgów Ferdynanda Kraussa, Różyckiego i Olszowskiego, którzy zobowiązali się dojeżdżać do pracy z Piotrkowa. Podobnie robił Stanisław Prybe, który zajmował się pracownią rentgenowską. Starano się o etat ordynatora dla oddziału ginekologiczno-położniczego. Pracowało 5 chirurgów, pracownią rentgenowską kierowała Helena Wizimirska. Staraniem Marii Wróblewskiej założono w szpitalu bibliotekę. Lecznica nie uniknęła w swoim działaniu cech typowo socjalistycznych. W 1949 r. pracownicy przystąpili do współzawodnictwa pracy ze szpitalem w Piotrkowie. W tym samym roku jednak zauważono, że Liga Kobiet słabo w tym wypada i trzeba się do tego bardziej przyłożyć. Przed połową 1957 r. szpitalowi miejskiemu nadano imię Ludwika Waryńskiego. Patron utrzymał się do połowy lat 70., kiedy doszło do reorganizacji w służbie zdrowia. Św. Aleksander z nazwy zniknął tuż po wojnie.

Reklama

Stopniowo powstawały nowe odziały. W 1957 r. laryngologia, którą tworzył Adolf Orzechowski, potem reumatologia, która w pewnym momencie była nawet oddziałem wojewódzkim, czy od 1972 r. kardiologia. W osobnym budynku działał oddział zakaźny.

Przebudowy i rozbudowy

W 170-letniej historii budynku dochodziło do licznych przeróbek, udoskonaleń i przebudowywania szpitalnego kompleksu. W 1855 r. wybudowano łaźnię parową. Po kilkudziesięciu latach szpital wymagał już remontu, do którego doszło w 1876 r. Wtedy też dobudowano drewnianą łaźnię dla lazaretu wojskowego, bowiem przy szpitalu osobne miejsca mieli wojskowi. Przybudówkę tę rozebrano w 1903 r. W latach I wojny światowej i tuż po niej budynek odnowiono, dokonano szeregu przeróbek i udoskonaleń, m.in. zainstalowano wodociągi i kanalizację. Od dawna zdawano sobie sprawę, że szpital trzeba znacznie powiększyć, a może nawet wybudować nowy.

Reklama

W lipcu 1918 r. lekarz Wiktor Gosiewski postulował budowę nowego szpitala miejskiego i łaźni. W międzywojniu oczekiwano nawet, że miasto wydzieli teren na Kowalowcu, gdzie by można wystawić nowoczesny budynek. Nic z tych planów nie wyszło, trzeba było sobie radzić w starym budynku. Szpital pod koniec lat 20. przyjmował dziennie 80-90 pacjentów, rozbudowa była konieczna. Rozglądano się za pieniędzmi. Od jakiegoś czasu szpital miał zapis testamentowy od Tymowskiego z Kobiel Wielkich na 10 tys. rubli, ale to było za mało. Konieczna była pomoc państwowa. Wiosną 1922 r. zjawił się w Radomsku przedstawiciel Wojewódzkiego Urzędu Zdrowia, naocznie przekonał się o złej sytuacji. Zdecydowano, że zostanie dobudowane skrzydło od ul. Długiej (Fabianiego). Istniejący tam barak miał zostać rozebrany, bo nie odpowiadał żadnym zasadom higieny, choć umieszczano tu chorych zakaźnie. Rozbudowa szpitala zakończyła się dopiero w 1935 r., to wtedy dobudowano od wschodu dwupiętrowe skrzydło. Wcześniej, bo w 1933 r. wybuchł w szpitalu pożar, ale na szczęście szybko udało się go ugasić. Około 1936 r. otynkowano wszystkie budynki i wystawiono murowany płot od frontu.

Do kolejnych prac doszło dopiero po wojnie. W 1946 r. odnowiono oddział chirurgiczny i częściowo pododdziały wewnętrzny i zakaźny. Wybudowano pralnię (kilka lat czekała na uruchomienie), mieszkania dla personelu, kotłownię i dobudowano piętro w jednym skrzydle, potem prace stanęły, budynki czekały na wykończenie. W 1948 r. kupiono sąsiedni plac, by urządzić ogród.

Reklama

W czerwcu tego roku rozmawiano z władzami nad koniecznością wystawienia budynku, który połączyłby pawilon z ul. 1 Maja (Wyszyńskiego) z tym od strony ul. Fabianiego. Mimo zapewnień o pomocy władz na rzecz szpitala sięgano po zbiórki publiczne. Od 1949 r. na ten cel pieniądze wpłacały różne środowiska, na czele z dużymi zakładami pracy czy Związkiem Łowieckim i Rybackim. Miejscowa drukarnia zobowiązała się wydrukować cegiełki, a Służba Polsce uporządkować teren. 22 kwietnia 1949 r. powstał Komitet Organizacyjny Rozbudowy Szpitala, przewodniczącym został Lis. Rozbudowa miała się zakończyć w 1950 r. kosztem 100 mln zł. Do 1949 r. wybudowano jeszcze dwupiętrowe skrzydło, nadbudówkę nad starym skrzydłem i skrzydło od ul. Fabianiego. Zainstalowano też centralne ogrzewanie. Do tego momentu wydano 52 mln zł.

Pod koniec 1950 r. ministerstwo przekazało 30 mln zł. W tym roku chciano jeszcze zakończyć remont jednego z pawilonów, uruchomić pralnię, wybudować studnię oraz zakończyć remont oddziału dziecięcego i powiększyć go do 40 łóżek. Udało się to 29 kwietnia 1951 r., otwarcie nastąpiło w ramach czynu 1-majowego. Planowano, że wiosną 1951 r. zostanie rozebrany stary budynek i połączone zostaną te nowo wzniesione. Ta niezbyt szczegółowa wzmianka sugeruje, że chodziło tu o najstarszą część szpitala. Na kilku zdjęciach widać, że miała charakterystyczną elewację, po której nie było później śladu. Nieuprawnione były więc głosy pojawiające się podczas burzenia starego szpitala, że niszczony jest zabytkowy budynek. Dokonano tego kilkadziesiąt lat wcześniej.

Reklama

Dyrektorzy i lekarze

W XIX w. personel nie był rozbudowany. Na czele szpitala stał dozorca, był nim zawsze Rosjanin, często emerytowany wojskowy, zasłużony w tłumieniu powstania styczniowego. W 1902 r. tę funkcję pełnił lekarz. Poza tym pracowali lekarz, felczer, pisarz-ekonom i posługiwacz. W czasie I wojny światowej kuratorem szpitala był dyrektor Metalurgii Jan Hussarzewski, który poczynił kilka poważnych inwestycji w szpitalu. W latach 20. intendentem był chwalony L. Musielewicz, również dbający o szpital.

Nie znamy pełnej obsady lekarskiej w pierwszych latach działalności szpitala. Jednym z pierwszych medyków był Józef Wizemberg (1841-1842), potem Teodor Heinrich/Hejnrych (zm. w 1845 r. mając 26 lat), Leon Stupnicki (ok.1853 - ok. 1863 r.), Julian Kulski (ok. 1863-1879), Józef Zalejski (1881-1887), Wincenty Mroziewicz (1887-1911), Józef Stanisławski (1911-1921). To ciekawa postać. Po studiach pracował w różnych szpitalach w Petersburgu. Jeszcze w gimnazjum włączył się w działalność konspiracyjną, był jednym z założycieli tajnego kółka polskiego, jako student działał w PPS. W 1905 r. brał udział w walkach w Petersburgu. Ok. 1908 r. osiadł w Radomsku. Szpitalem kierował do 1929 r., zmarł 2 lata później.

Reklama

Wielkie nadzieje wiązano ze sprowadzonym z Krakowa Józefem Maślanką, który kierownictwo szpitala objął 1 czerwca 1932 r. Pracował tylko do końca 1933 r. i przeniósł się do Grudziądza. Chwilowo jako chirurga zastąpił go lekarz Stanisław Postolko. Od maja 1934 r. dyrektorem został radomszczanin Stanisław Oczkowski, który kierował szpitalem do wybuchu wojny. W czasie okupacji dyrektorem był niemiecki lekarz, Hoffman. Po wyzwoleniu Oczkowski został przywrócony na stanowisko dyrektora, ale szybko skierowano go do szpitala wojskowego. Na przełomie 1958 i 1959 r. wygrał konkurs na dyrektora. Oficjalnie nie objął stanowiska ze względu na wiek, ale faktycznym powodem był opór aparatu partyjnego.

W 1948 r. dyrektorem szpitala był Stefan Śpiewankiewicz, nie wiadomo w jakim czasie sprawował swoją funkcję. W latach 1951-1958 szpitalem kierował Aleksander Jakubowski, który był jednocześnie ordynatorem Oddziału Chorób Płuc. Po konflikcie z I sekretarzem KP Banasikiem o zbyt wolną rozbudowę szpitala został zwolniony, wtedy zajął się rozbudową szpitala w Pławnie. Krótko dyrektorem był w 1959 r. Jerzy Strzeszewski, zastąpił go we wrześniu tego roku Stanisław Kaźmierczyk. Potem byli jeszcze Jacek Gzik, Jerzy Grzmałło, za którego czasów zaczęto budowę nowego szpitala.

Sercanki

Po jakimś czasie zatrudniony w szpitalu posługiwacz już nie wystarczał, potrzebna była bardziej fachowa pomoc przy chorych. O odpowiednik dzisiejszych pielęgniarek, czyli siostry, zawsze było trudno. W 1919 r. spotykamy się z informacją, że w szpitalu pracowały siostry, ale nie można stwierdzić, czy chodziło o pielęgniarki czy zakonnice. Dwa lata później narzekano, że świecka opieka źle się obchodziła z chorymi, nie zawsze też chciały się podporządkować lekarzom. Z tego względu szpital był krytykowany. W opiece nad chorymi wyspecjalizowały się niektóre siostry zakonne, ale i o nie w tym czasie było trudno. W prasie odbyła się dyskusja nad stanem szpitala, władze powiatowe nadzorujące szpital tłumaczyły, że w całym kraju trudno jest znaleźć fachową opiekę.

Wtedy z pomocą przyszedł któryś z miejscowych księży. Pomógł ściągnąć do Radomska Sercanki, początkowo tylko 4 siostry. W Małopolsce pracowały już w kilku szpitalach, w dawnej Kongresówce Radomsko miało być ich drugim szpitalem. U nas pracę zaczęły 1 marca 1922 r., początkowo na oddziałach chirurgicznym i wewnętrznym, a od 1924 r. także na zakaźnym. Sprawdziły się w tej roli, o czym świadczą liczne podziękowania w gazetach dla lekarzy i właśnie dla nich za troskliwą opiekę nad chorymi. Z czasem zaczęły się też zajmować działem gospodarczym i księgowym oraz szwalnią. Ich zasługą było też powstanie kaplicy szpitalnej w 1937 r. Początkowo pracowało ich kilka, w 1937 r. już 18, a w 1949 r. 24.

Wszystko zmieniło się kilka lat po wojnie. Władze komunistyczne postanowiły pozbyć się Sercanek ze szpitala. Nie rozwiązano z nimi jednak umów, najpierw przedstawiono je w bardzo złym świetle. Gazetowy artykuł, o którym była mowa wcześniej, ujawnił wiele nieprawidłowości, ale najwięcej miejsca poświęcono właśnie siostrom zakonnym pełniącym rolę pielęgniarek. Pomieszczenia szpitalne były zaniedbane, ale nie te, w których przebywały siostry, tam żadnych zacieków na ścianach nie były. Tłumaczono, że zadbano najpierw o pomieszczenie personelu, bo tam siostry przebywają cały czas. Sercanki miały dopuszczać się bicia pacjentów, jedna z nich uderzyła dziecko, bo to rozlało sok. Przełożona, siostra Bobek, uderzyła sprzątaczkę. Powszechne było złe odnoszenie się do robotników - członków PPR. Nazywano ich „obrzydliwymi komunistami”. „Dalecy jesteśmy od twierdzenia, że cała służba jest bez winy, jednak wydaje się nam, że pierwsze słowo do bicia przychodzi ze strony sióstr” - podsumowała gazeta.

Poza tym zdaniem pisma wśród społeczeństwa krążyło tyle plotek o szpitalu, że matki siłą wdzierały się na odział, by zobaczyć co się dzieje z ich dziećmi. Dyrektor był bezradny wobec panujących w szpitalu „stosuneczków”. Kontrola z powiatu potwierdziła szereg nieprawidłowości, zwłaszcza te wobec sióstr, które postanowiono jak najszybciej usunąć ze szpitala. Zwolnienia zaczęły się do 1950 r., przy czym nie zapewniono dostatecznej liczby pielęgniarek. W 1950 r. bardzo ich brakowało, jedna przypadała na 50 pacjentów. Oceniano, że należałoby zatrudnić jeszcze 23. W 1953 r. pracowały jeszcze 3 siostry, ale w końcu i z nich zrezygnowano w 1962 r. W tym samym czasie utrudniano księdzu posługę duszpasterską chorym. Chorzy pisali w tej sprawie skargi do dyrekcji i ministerstwa. Po jakimś czasie pozwolono jednak na powrót na posługę religijną. Kaplica mieściła się w dawnych pomieszczeniach Sercanek.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości