Ekologia to nie jest ulubiony temat Polaków przy sąsiedzkim grillu czy na weselnym spotkaniu z rodziną. W większości przypadków, poza nielicznymi odszczepieńcami, nie rozmawiamy o tym jak wiele złego, w tym obszarze, dzieje się wokół nas. Przypominamy sobie o naturze w obliczu jakiegoś ekstremalnego, nieprzyjemnego zdarzenia. Kiedy w mieście nie ma czym oddychać albo ryby tonami wymierają w Odrze. A przecież nic nie dzieje się w ciągu kilku dni. To proces. Proces, który na początku stosunkowo łatwo zatrzymać. Od drobnych zmian. Później jest już coraz gorzej
Daniel Łuszczyn
felietony@radomszczanska.pl
Nie mamy planety B, na którą możemy się przenieść, kiedy na Ziemi skończy się woda, zabraknie lasów, powietrze będzie zatrute. To wizja apokaliptyczna, ale niestety wcale nie aż tak bardzo odległa. Wiele ze zjawisk, które niedawno oglądaliśmy tylko w filmach, dzieje się naprawdę. Lodowce topnieją, rzeki i jeziora wysychają, smog dusi całe miasta, poszczególne gatunki zwierząt i roślin można zobaczyć już tylko na fotografiach. Klimat się zmienia. Upał coraz większy. Zimy coraz krótsze i łagodniejsze albo nagłe i nieprzewidywalne. Powodzie, susze, huragany niemal codziennie pojawiają ......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 77% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze