Niedawno takie otwory dendrolog Ernest Rudnicki odkrył w drzewie rosnącym na Nowym Cmentarzu. Zgłosił sprawę do prokuratury. A teraz Czytelnik informuje nas o kolejnym takim przypadku, tym razem przy jednym z bloków przy ulicy Brzeźnickiej.
Drzewa na cmentarzu nie da się już uratować. Zostało skutecznie zatrute. Komuś przeszkadzało, ale Ernest Rudnicki ma nadzieję, że prokurator okaże się skuteczny i sprawca zostanie ustalony. A potem surowo ukarany. I będzie to wyraźny sygnał dla innych, którzy chcieliby pójść w jego ślady - ci, którzy niszczą drzewa, nie są bezkarni.
- Te dziury zauważył nasz dozorca i nam o nich powiedział - opowiada Gazecie Czytelnik. - Mieszkańcy są oburzeni. Nie rozumiemy, dlaczego ktoś to zrobił. Co trzeba mieć w głowie, żeby wiercić w pniu i wlewać tam truciznę? Co z tym miastem jest nie tak?
Radomszczanin mówi, że powodów można się domyślać.
- Tu jest parking i jak rozmawialiśmy o tym z sąsiadami, to wychodzi na to, że komuś przeszkadza, że coś z tego drzewa spada na jego auto. Wiadomo, lipa, wiosną pyli. Tylko dlaczego nie zaparkuje gdzie indziej? To najprostsze rozwiązanie. Ale nie, jego auto jest ważniejsze od drzewa i wszystkich innych ludzi, którym służy. Bo przecież służy. Jemu zresztą też, ale pewnie nie rozumie.
Dendrolog obejrzał drzewo. - Drzewo z gatunku lipa szerokolistna w wieku około50 lat. Nawierty są świeże - ocenia. - Drzewo jeszcze nie zaczęło zamierać.
Nawierty są cztery, od drugiej strony, tak, by nie było ich widać z parkingu.
- Gdyby dozorca nie wykonywał tam jakichś prac, pewnie byśmy się nie dowiedzieli, dopóki drzewo by nie uschło - mówi mieszkaniec. I pokazuje pień po modrzewiu rosnącym do niedawna kilkanaście metrów dalej. - Trzeba go było wyciąć, bo w zeszłym roku ktoś zdarł z niego korę na długości około metra. Drzewo uschło. A wczoraj wycięto żywopłot, bo tu parkują samochody i pewnie trudno było wysiadać. To znalazło się rozwiązanie problemu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze