- Czy naprawdę to się musi tak odbywać? - pytają czytelnicy w mailach i telefonach. O co chodzi? Skarżą się na kolejki do punktu pobrań krwi w Szpitalu Powiatowym, przed którym ustawiają się kolejki pacjentów. I albo mokną, albo marzną, ale czekają, bo nie mają wyjścia. - Mogę tylko przeprosić, ale takie mamy realia i lepiej nie będzie - mówi szczerze Beata Kowalska, dyrektor ds. technicznych w szpitalu.
- Ludzie stoją w długim ogonku na zewnątrz, bez względu na pogodę, wiatr, deszcz, zimno, a za chwilę pewnie śnieg i mróz - słyszymy od naszych rozmówców, którym też zdarzało się w tym ogonku wcześniej rano ustawiać, bo lekarz rodzinny zlecił badania krwi, więc trzeba dać się ukłuć, żeby "pobrać materiał". Normalka. - Nienormalne jest to, w jakich warunkach się to odbywa. Naprawdę nie można znaleźć innego miejsca? A co do tych zasad covidowych, to w takiej kolejce nikt dystansu nie trzyma, nie wszyscy też mają maseczki. No i się mogą zarażać do woli. A do tego tu przychodzą ludzie chorzy, oczekiwanie na swoją w takich warunkach jest szczególnie trudne.
- Nie lubię odpowiadać pytaniem na pytanie, ale czasem nie ma wyjścia. A co mamy zrobić? - Beata Kowalska nie ukrywa, że sytuacja w najbliższym czasie na pewno się nie poprawi. Mało tego, może się pogorszyć. Oczywiście przez epidemię koronawirusa.
I przypomina, że punkt przeniesiono rok temu, kiedy szpital był całkowicie zamknięty, nie można było wchodzić do środka. Jak zaznacza, budynek z gumy nie jest, znaleziono wtedy najlepszą lokalizację.
Dzisiaj placówka znów mocniej się zamyka, nie ma mowy, żeby kolejka ustawiała się wewnątrz, przepisy mówią o ściśle określonej liczbie pacjentów na odpowiedniej powierzchni.
Dyrektor Kowalska rozumie pacjentów, szczerze im współczuje, ale na razie może obiecać tylko tyle, że za chwilę, jak uda się znaleźć wykonawcę, w wiacie, która chroni przed deszczem, zostaną zamontowane ściany, żeby było cieplej. - Tylko, że tam też trzeba trzymać dystans, co oznacza, że kolejki nie znikną.
Dodaje, że pacjent ma prawo zrobić badanie tam, gdzie mu wygodniej. Tylko, że niektóre przychodnie mają umowę tylko ze szpitalem, pacjent w innym laboratorium musiałby zapłacić. - Nie wiem czy pacjenci wiedzą, że przychodnia ma obowiązek pobrać materiał od pacjenta i dostarczyć do naszego laboratorium - odpowiada dyrektor. - W ogóle widzę coraz częściej jak jadę do pracy, że przed POZ-etami też stoją kolejki pacjentów, ludzie tam też marzną, bo przychodnie znów zaczęły się zamykać.
Na koniec Beata Kowalska mówi, że ma nadzieję, że czwarta fala koronawirusa będzie opadać a sytuacja będzie się normować.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Biletomat. Wpisujesz nr telefonu dostajesz bilet z nr w kolejce, idziesz do samochodu czekasz. Na podany nr tel dostajesz sms np jesteś 1 w kolejce, jesteś 2 i tak zamiast 10 czekających będzie max 2 osoby
Ale stojąc już w markecie w 5 metrowej kolejce to wirusa nie ma ? W poczekalni u specjalisty wirus też nieobecny (patrz monstrualna, wielogodzinna kolejka codziennie do przyjmującego w szpitalu ortopedy/ chirurga).
Biletomat. Wpisujesz nr telefonu dostajesz bilet z nr w kolejce, idziesz do samochodu czekasz. Na podany nr tel dostajesz sms np jesteś 1 w kolejce, jesteś 2 i tak zamiast 10 czekających będzie max 2 osoby
Ale stojąc już w markecie w 5 metrowej kolejce to wirusa nie ma ? W poczekalni u specjalisty wirus też nieobecny (patrz monstrualna, wielogodzinna kolejka codziennie do przyjmującego w szpitalu ortopedy/ chirurga).