- To było w zeszłym tygodniu, ale przesyłam wam dzisiaj, bo dowiedziałam się, dlaczego to tak wyglądało - pisze do redakcji radomszczanka.
I opisuje deszcz, który padał pod koniec zeszłego tygodnia.
- Nawet nie bardzo intensywny, nie trwał też jakoś przesadnie mocno, taka letni ulewa, która trwa kilkanaście minut, a potem wychodzi słońce. I wyszło, ale na rondzie na Przedborskiej została ogromna kałuża, akurat na przejściu dla pieszych. Ani tak, ani siak, nie da się obejść. Takiej ogromnej kałuży też nikt nie przeskoczy. Masakra. Strach było się zbliżyć, żeby jakiś samochód mnie nie ochlapał.
Czytelniczka dodaje, że zaintrygowało ją coś jeszcze.
- Skąd ta kałuża? Coś się zepsuło? Coś nie zadziałało? Kolejna inwestycja z błędem w tym mieście? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi - żartuje. - W każdym razie, kolejne utrudnienie życia pieszych, którzy i tak mają trudne życie z parkującymi na chodnikach samochodami i opryskliwymi kierowcami. Czasem czuję się, jakbym przez to, że nie mam samochodu i prawa jazdy, była obywatelką drugiej kategorii.
Kilka dni później wszystko było jasne.
- Po kilku dniach znów przechodziłam tamtędy i domyśliłam się, skąd ta kałuża. Prozaiczna rzecz, liście zatkały kratkę kanalizacji burzowej. I to tak skutecznie, muszę pochwalić. Za to nie ma za co chwalić tych, którzy w tym mieście są odpowiedzialni, żeby to wszystko działało. W sensie, żeby ktoś sprawdził, czy nie trzeba posprzątać. Bo wystarczyłoby przejść się, no dobrze, przejechać tymi ulicami i zrobić porządek. Kałuży by nie było. I tego mojego narzekania też nie. Ale mamy miasto, jakie mamy... - kończy mieszkanka Radomska.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze