Ludzie nie chcą płacić za naprawę, ponieważ chińszczyzna jest tania. Czasem naprawa wychodzi drożej niż cały but. Szyldy „szewc”, „zegarmistrz”, „krawiec”, „ślusarz” znikają z naszych ulic
Zmiany w gospodarce, niskie płace, nieprzywiązywanie uwagi do jakości produktów przez klientów sprawiają, że rzemieślnicy mają poważne problemy z prowadzeniem swojej działalności. Jest ich coraz mniej.
Wchodzimy do maleńkiego zakładu szewskiego przy ul. Piastowskiej. W powietrzu unosi się zapach kleju. Na regale za ladą same buty, już po naprawie. Właścicielem jest Mariusz Krawczyk, który kończył szkołę zawodową w tym kierunku, następnie odbywał praktyki zawodowe w firmie Ryszpol przy ul. Architektów. Ostatni rok spędził już u pana Barskiego. Aż wreszcie uznał, że otworzy własną działalność.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 88% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze