Eksperci są zgodni: spalarnie nie są w stanie zapewnić całego potrzebnego miastu ciepła. - Byłoby to skrajnie nieefektywne - mówi Bogusław Regulski, wiceprezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. I dodaje, że nie taka ma być jej rola
Cykl powstaje w ramach grantu SERAPH, finansowanego przez Departament Stanu USA
Budowa spalarni odpadów przy radomszczańskiej ciepłowni od samego początku wywołuje duże emocje. Mieszkańcy obawiają się, że instalacja zaszkodzi ich zdrowiu, a PGK odpowiada, że technologia jest całkowicie bezpieczna i pozwoli obniżyć rachunki za ogrzewanie. Jak wiele ciepła jesteśmy jednak w stanie pozyskać ze spalania odpadów?
Pytamy o to Bogusława Regulskiego, wiceprezesa Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie:
- W mojej ocenie tzw. spalarnie odpadów mogą stanowić jedynie fragment systemu wytwarzania ciepła dla potrzeb całego systemu. Taki model działa od wielu lat na przykład w krajach skandynawskich i podobnie dzieje się w naszym kraju. Generalnie instalacje spalania odpadów komunalnych projektuje się na pewien stały ich dopływ, pozyskany z najbliższej okolicy, który należy zutylizować termicznie, czyli przez spalenie, uzyskując w ten sposób ciepło, które można wykorzystać w lokalnym systemie ciepłowniczym. Produkcja ciepła nie jest zatem głównym celem instalacji spalania odpadów, bo zasadniczo jest ona elementem lokalnego systemu gospodarki odpadami. W takim modelu wykluczone jest masowe składowanie śmieci jako zapasu „surowca” dla spalarni - tłumaczy. I dodaje: - Jeśli dzisiaj słyszymy, że skandynawskie „spalarnie” importują śmieci do spalenia, to wynika to z faktu, że w momencie ich budowy były dostosowane do potrzeb lokalnej gospodarki odpadami, jednak z czasem zmieniła się tam zarówno struktura, jak i ilość powstających śmieci. Z tego też powodu Skandynawowie importują dzisiaj odpady z innych krajów, żeby jedynie wykorzystać ich potencjał techniczny, dopóki technicznie jest to możliwe.
Działająca w Radomsku ciepłownia ma moc prawie 55 megawatów, planowana spalarnia - trochę ponad 10. To około 20 procent obecnie zainstalowanej mocy. Czemu jednak nie zbudować spalarni na 50 MW, skoro - jak przekonywał kilka tygodni temu w Gazecie prof. Wielgosiński - śmieci są jednym z najtańszych źródeł energii?
- Jak kupujemy źródło ciepła do domu, to musi ono mieć odpowiednią moc: wystarczającą, żeby ogrzać nasz dom w warunkach krańcowych, powiedzmy przy -20 stopniach. Oczywiście pełnię jego możliwości wykorzystamy co najwyżej kilka dni w roku, a przez większość czasu będzie ono działało na poziomie kilku-kilkunastu procent swojej mocy. Zawsze musi być jednak gotowe do pracy w najtrudniejszych warunkach. Bardzo podobnie wygląda to w przypadku dostaw ciepła do sieci ciepłowniczej - mówi Regulski. - W większości systemów ciepłowniczych istnieje przez cały rok zapotrzebowanie na pewną ilość ciepła, na przykład dla potrzeb ciepłej wody. Proponowana wielkość instalacji spalania odpadów może świadczyć o tym, że prawdopodobnie wasza instalacja jest zaprojektowana właśnie na zapewnienie tego poziomu zapotrzebowania na ciepło w systemie ciepłowniczym. Dla utrzymania dostaw przez cały rok konieczne będzie jednak uzupełnienie w postaci innych źródeł ciepła.
Ekspert podkreśla, że gdyby zaś zastosować spalarnie o mocy odpowiedniej dla całego systemu ciepłowniczego w warunkach krańcowych, czyli na wspomniane 50 megawatów w zimie, to instalacja taka byłaby nie tylko bardzo droga, ale przede wszystkim bardzo nieefektywna, bo ze względu na zmieniającą się wielkość zapotrzebowania na ciepło przez większość roku pracowałaby na poziomie ułamka swoich możliwości.
- Biorąc więc pod uwagę, że „wytwarzamy” w czasie mniej więcej tyle samo odpadów, to aby zaspokoić apetyt takiej instalacji na przykład w zimie, trzeba by je było sprowadzać z zewnątrz. A to nie jest efektywne ani pod względem ekologicznym, ani ekonomicznym. W końcu spalarnia ma przede wszystkim służyć do usprawnienia lokalnej gospodarki komunalnej.
Radomszczańska instalacja jak na razie zdaje się dobrze skrojona pod lokalne „możliwości produkcyjne”. Prof. Grzegorz Wielgosiński z Politechniki Łódzkiej szacuje, że w województwie łódzkim do spalenia nadaje się około 230 tysięcy ton odpadów rocznie. Mają się nimi zająć planowane instalacje w Łodzi (200 tysięcy ton) i Radomsku (30 tysięcy). Pewną przeszkodą mogą okazać się unijne regulacje, które wymagają, żeby w 2035 roku Polska poddała recyklingowi 65 procent produkowanych odpadów (dziś to około 40 procent). Czy radomszczańskiej spalarni zabraknie zatem śmieci? Niekoniecznie, bo choć coraz więcej odpadów wykorzystujemy ponownie, to z każdym rokiem zwiększa się też liczba produkowanych w Polsce śmieci - pod tym względem nadal jesteśmy zresztą dużo poniżej unijnej średniej.
Głównymi problemami stojącymi przed radomszczańskim ciepłownictwem są dziś niewielka liczba budynków podłączonych do miejskiej sieci (około 20 procent) oraz opalanie ciepłowni węglem, co wiąże się z koniecznością płacenia za prawa do emisji CO2. PGK podjęło już pewne działania, żeby rozwiązać ten drugi problem: w najbliższych latach rola węgla ma zostać znacząco ograniczona, a spółka chce, żeby jego miejsce zajął gaz, olej, biomasa oraz, oczywiście, spalanie odpadów.
Kwestia rozbudowy sieci ciepłowniczej to sprawa dużo bardziej skomplikowana i - przede wszystkim - droższa. Położenie nowych rur to jedno, drugą sprawą jest zwiększenie mocy ciepłowni. Na obie te sprawy potrzeba dziesiątek, jak nie setek milionów złotych. Nawet jeśli jednak tak się stanie, wątpliwym jest, że spalarnia odpadów stanie się motorem napędowym radomszczańskiej transformacji energetycznej. Pierwszą przeszkodą jest ilość odpadów, drugą - planowane włączenie do systemu handlu emisjami instalacji (co może stać się już w roku 2028). Tego samego, z którego Radomsko rozpaczliwie stara się dziś wyjść. Odpady tylko częściowo są bowiem uważane za ekologiczne źródło ciepła:
- Przyszłość ciepłownictwa systemowego to efektywne systemy energetyczne, w których kluczową rolę odgrywa jakość ciepła. Ze względu na unijne regulacje dotyczące ciepłownictwa musimy zmniejszyć emisyjność dwutlenku węgla w produkcji ciepła, między innymi poprzez zwiększanie w niej udziału OZE - mówi Regulski. - W Polsce realizujemy to głównie przez spalanie biomasy. W przypadku spalarni odpadów tylko część uzyskanej w niej energii uważana jest za energię odnawialną. Jest jej tyle, ile wynosi udział w odpadach tzw. frakcji biodegradowalnej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze