Reklama

Centrum węglem stoi: „Palę czym się da, tak naprawdę. Byle było ciepło w mieszkaniu"

- Na początku lat dziewięćdziesiątych walczyliśmy, żeby podpięli nam miejskie ogrzewanie, jednak usłyszeliśmy, że nie ma takiej możliwości - mówi mieszkaniec centrum miasta. Ile pieniędzy byśmy nie wydali na walkę ze smogiem, póki mieszkańcy nie będą mogli podłączyć się do miejskiego ciepła, póty będziemy się w centrum dusić

Piątek 28 listopada. Powietrze mroźne, choć powyżej zera. Na przystanku przy Reymonta skulona z zimna grupka czeka na autobus. Starsza kobieta w tłumie pociera dłonie w rękawiczkach i tupie. Tego dnia średniodobowe stężenie pyłu PM10, głównego sprawcy smogu, przekracza 30 mikrogramów na metr sześcienny. Najgorzej było w piątek nad ranem wtedy przekraczało 50 mikrogramów. Tyle pokazuje czujnik Generalnego Inspektoratu Ochrony Środowiska, zainstalowany przy ul. Rolnej.

I tak nie jest tak źle. Przecież mamy dni, gdy normy są przekroczone o tysiąc procent. Nie bez powodu od lat jesteśmy w czołówce najbardziej zasmogowionych miast w Polsce. W raporcie Polskiego Alarmu Smogowego za ubiegły rok na drugim miejscu w kategorii „miejscowości z najwyższym średniorocznym stężeniem pyłu PM10”.

Reklama

W Radomsku najgorsze powietrze jest w centrum. Idziemy sprawdzić, czym ludzie tam palą.

Muszą targać węglarki po schodach

Idziemy na ulicę Warszyca. Z kominów kamienic przy skrzyżowaniu z Reymonta wydobywa się dym. Z jednego biały, z drugiego czarny jak smoła.

Pukam do drzwi w jednej z kamienic przy Reymonta. To prywatny budynek, zamieszkały przez kilka rodzin. Drzwi otwiera sześćdziesięcioparolatek. Mieszkanie ma niewielki metraż. Skromna kuchnia wyposażona w kilka szafek, kuchenkę na butlę gazową, piec na opał, którym ogrzewa pomieszczenia. Obok, w prostokątnej skrzynce, świeżo porąbane drwa na rozpałkę.

Reklama

- Czym palę? Węglem - mówi. - A czym mamy palić? - dziwi się. - Po pierwsze jest to prywatna kamienica, a po drugie nie ma możliwości, żeby podłączyć nas do miejskiego ogrzewania. Choć to centrum miasta. Na początku lat dziewięćdziesiątych walczyliśmy, żeby podpięli nam miejskie ogrzewanie, jednak usłyszeliśmy, że nie ma takiej możliwości. Później pojawiło się światełko w tunelu, możliwość podpięcia gazu, bo obok poszła nitka. Jednak część sąsiadów się nie zgodziła. Chodziło o koszty podłączenia, grzejników, instalacji. A dziś w starych kamienicach trudno podłączyć gaz. Bo takie przepisy.

Reklama

Zastanawiamy się, jak to możliwe, że w dwudziestym pierwszym wieku, w czasach sztucznej inteligencji, z centrum czterdziestotysięcznego miasta trzeba palić węglem, bo nie ma ciepła miejskiego.

- Naprawdę tego nie rozumiem. Jak za króla ćwieczka trzeba nosić węgiel z piwnicy. Chociaż ja to jeszcze pół biedy... - gospodarz znacząco macha ręką. - Mieszkam na dole. Niech pani sobie wyobrazi, jak żyją ci, którzy muszą targać węglarki po schodach na górę.

Pytamy, czy ma zamiar coś zmienić w instalacji. W żadnym razie, zarzeka się.

Reklama

- Ja już centralnego zakładał nie będę. Jestem sam i mam swoje lata. Wystarcza mi ten kozo-kominek. Przyzwoicie grzeje. Jak w kuchni się napali to otwieram drzwi do pokoju, tam też leci ciepło. Węgiel kupuję w Radomsku w tej samej firmie, od lat, odkąd powstała. Drewno w markecie budowlanym. Jak chcę, żeby szybko się rozpaliło, wrzucam kilka kostek brykietu. Dziś nie wolno i nie opłaca się palić byle czym. Śmieci? I co niby dadzą? Ręczę, że w naszej kamienicy nikt śmieciami nie pali. Może sąsiedzi, na podwórku obok. Czasami jak wieczorem napalą, szczególnie po dwudziestej, naprawdę nie ma czym oddychać. U nas jest dym z drewna, węgla, a tamten śmierdzi palonymi kośćmi, jajami, plastikiem.

Idziemy do kamienicy przy Warszyca. Budynek jest w koszmarnym stanie. Zarządcą jest miejska spółka Towarzystwo Budownictwa Społecznego.

Reklama

Tysiąc złotych za prąd

Pukamy do pierwszych drzwi. Nikt nie otwiera, uchyla się za to okno. Pojawia się trzydziestolatka.

- Czym palimy? Aktualnie to niczym. A tak normalnie to węglem i drzewem.

Zagajam starszą sąsiadkę. Właśnie z pełnymi siatkami wraca z zakupów.

- Palę drzewem i węglem - odpowiada. - Mam kuchenkę na węgiel, taką z piekarnikiem. Dzięki czemu można na niej nie tylko gotować, ale i piec. Ale niektórzy sąsiedzi mają jeszcze kozy i piece kaflowe. I tym ogrzewają mieszkania. My nie mamy innej możliwości.

Węgiel kupuje w składzie albo w sklepiku ogrodniczym.

Reklama

- Ciężko jest, bo mieszkam praktycznie na poddaszu - mówi. - W ubiegłym roku przez to palenie miałam w mieszkaniu pożar. O mały włos, a wszystko bym straciła. Okazało się, że piec był niedrożny. Przychodzi normalnie kominiarz, robi przeglądy, ale to jest stare budownictwo. Ciężko dotrzeć w każdy zakamarek. Sama nawet pojęcia nie mam, gdzie to się oczyszcza.

Kolejny mieszkaniec zajmuje niewielki lokal. Jego życie koncentruje się w jednym pomieszczeniu. Stoją tu pojedyncze szafki, krzesła, łóżko i kuchenka gazowa. Zaprasza mnie do środka i automatycznie przekręca klucz w zamku.

Reklama

W pomieszczeniu jest naprawdę ciepło, ale kozy czy podobnego źródła ciepła nie widać.

- Czym ogrzewam mieszkanie? Tym... - wskazuje grzejniki ustawione w rożnych miejscach.

- Prądem?

- Niestety tak. Nie mam innej możliwości. Do tego mieszkania są przypisane trzy grzejniki elektryczne. Jeden, drugi za panią i trzeci tam pod oknem. W łazience mam jeszcze czwarty. Używam go tylko wtedy, gdy się kąpię. Kuchenka? Jest na gaz, ale teraz nie gotuję. Nie mam pieniędzy na butlę. Mam elektryczny czajnik, mogę sobie zrobić kawę albo herbatę. Za prąd płacę tysiąc złotych na dwa miesiące. Takie wielkie rachunki właśnie przez grzanie elektrycznością.

Reklama

- Czym palą sąsiedzi? - pytam.

- Mieszkam tu dopiero piąty miesiąc, więc nie mam śmiałości do kogoś zachodzić. Nie wiem.

Kobieta mieszkająca w sąsiadującym budynku za bardzo opowiadać o tym, czym pali w piecu, nie chce. Na odchodne rzuca tylko wymowne spojrzenie i komentarz: „Czym się da, tak naprawdę. Byle ciepło było. Nie zawsze stać mnie na drzewo albo węgiel. Z pustego i Salomon nie naleje”.

W Radomsku tylko 20 procent budynków podłączonych jest do miejskiego ogrzewania. Dla porównania: w Warszawie osiemdziesiąt procent. Reszta to źródła indywidualne. Są 2453 piece na węgiel i drewno, 897 kóz i kominków, 216 pieców kaflowych, 513 trzonów kuchennych, piecokuchni i kuchni węglowych, 703 kotły na ekogroszek i pellet z podajnikiem klasy 5 oraz 1334 na paliwo stałe bez klasy lub z klasy trzeciej i czwartej.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/12/2025 11:03
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Anna - niezalogowany 2025-12-05 14:39:38


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Rad - niezalogowany 2025-12-06 09:06:00


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości