Reklama

[CAŁY TEKST] Szpital pomylił ciała: dyrektor Kagankiewicz przeprasza rodzinę

Na początku października opisaliśmy sytuację, do której doszło w radomszczańskim szpitalu, gdzie firma pogrzebowa odebrała nie to ciało, które powinna. Pomyłka została odkryta przed pogrzebem, ale trauma dla rodziny i tak była wielka (cały tekst, który ukazał się 3 października w numerze 40 GR, publikujemy poniżej).

 

Dyrektor Piotr Kagankiewicz, dyrektor Szpitala Powiatowego, otrzymał pisemną skargę rodziny, i w związku z tym przeprowadził postępowanie wyjaśniające. A teraz odpowiedział rodzinie. Pisemnie.

Reklama

Dyrektor stwierdza, że nie dopatrzono się uchybień w procesie leczenia pacjenta, nie można się natomiast ustosunkować co do zachowania personelu wobec pacjenta i jego rodziny. Bo nie było świadków tych sytuacji, a emocje są kwestią indywidualną. Jednak personel został pouczony, żeby zindywidualizować swoje podejście.

Co do zamiany ciał przeprasza po raz kolejny, ale w tym przypadku zawiódł czynnik ludzki. Procedury zostały zweryfikowane i poprawione. Tak, by więcej się to nie zdarzyło.

 

CAŁY TEKST:

Reklama

Ludzie muszą to wiedzieć! I sprawdzać, czy w trumnie na pewno jest właściwe ciało, żeby nie było za późno! - przestrzega pani Edyta. W trumnie, w kaplicy, w garniturze jej dziadka, leżał obcy mężczyzna. Bo w Szpitalu Powiatowym zamieniono ciała

 

Śmierć bliskiej osoby jest dramatycznym i traumatycznym przeżyciem. Trzeba poradzić sobie ze stratą i przeżyć żałobę. Kilka pierwszych dni po zgonie to załatwianie formalności, choć i tak za organizację pogrzebu odpowiada firma, której się to zleca. Rodzina chce godnie pożegnać bliską osobę i ma nadzieję, że nie wydarzy się nic, co zakłóci ten czas.

Reklama

- Dziadek leżał w szpitalu kilka dni - opowiada pani Edyta. - Zmarł w czwartek 26 września. O 12 tego dnia ciała jeszcze nie było w kostnicy. Pogrzebem zajęła się firma Romana Walasa.

Pracownicy pojechali po ciało do szpitala, odebrali je i przygotowali do pogrzebu, który zaplanowano na sobotę.

- Moja babcia nie widziała się z mężem przed jego śmiercią przez jakieś dwa tygodnie, więc rodzina uznała, że dobrze będzie, jeśli ten pierwszy, największy żal, wyleje podczas ostatniego pożegnania, żeby w sobotę było jej łatwiej. Ostatnie pożegnanie wyznaczono w kaplicy przy Nowym Cmentarzu na piątek na godzinę 14.

Reklama

Wnuczka zmarłego została w domu z małym dzieckiem, do kaplicy pojechała reszta rodziny.

- Kilka minut po 14 odebrałam telefon z informacją, że w trumnie nie ma dziadka, tylko obcy mężczyzna! To było straszne. Wujek najpierw dotknął dłoni tego zmarłego myśląc, że to dziadek, a potem spojrzał mu w twarz. To był szok dla niego i wszystkich innych, którzy tam byli.

Pani Edyta dodaje, że ciało obcego mężczyzny zostało przygotowane fachowo przez firmę, a że był podobnej postury, co jej dziadek, dostarczony przez rodzinę garnitur na niego pasował.

Reklama

- Zadzwoniłam na policję, żeby to wyjaśnić, bo przecież do takiej sytuacji nie powinno nigdy dojść! - nie kryje zdenerwowania. - A pracownicy firmy zaczęli poszukiwania ciała dziadka. Jednak oni błędu nie popełnili. W kostnicy otrzymali dokumentację dziadka i ciało, którego przecież nie mogli rozpoznać. Ubranie, które otrzymali, także pasowało, więc nic nie mogło wzbudzić ich podejrzeń. Sprawdzili, czy nie pomylili się u siebie, ale tego dnia mieli jeszcze jeden pogrzeb, kobiety. Oni zachowali się jak najbardziej w porządku.

 

Reklama

Pierwszy raz w historii

W firmie pogrzebowej Walas słyszymy, że to pierwszy taki przypadek w 30-letniej historii.

Jak wygląda procedura pogrzebowa? Kiedy rodzina zleca wykonanie usługi, pracownik jedzie do szpitala odebrać ciało. Za jego wydanie odpowiedzialny jest pracownik szpitalnego prosektorium. Pracownik firmy pogrzebowej otrzymuje też stosowną dokumentację.

Przygotowaniem ciała do pogrzebu zajmuje się inny pracownik. Robi to zgodnie z życzeniem rodziny. Zmarłego trzeba umyć, ubrać i umalować.

Reklama

Kiedy kilka minut po 14 syn zmarłego przyszedł do biura firmy Walas powiedzieć, że ciało w trumnie to chyba nie jego ojciec, z początku wydawało się, że to może kwestia tego, że twarz po śmierci czasem mocno się zmienia. I po prostu syn ojca nie poznał. Zresztą on sam nie był przekonany na sto procent. Jednak pozostali członkowie rodziny także zgłosili wątpliwości.

Właściciele firmy zadzwonili najpierw do szpitala. Prosektor z początku twierdził, że nie ma mowy o pomyłce, jemu w dokumentach wszystko się zgadza. Tego dnia wydawał jednak zwłoki zmarłych mężczyzn dwóm różnym firmom.

Reklama

Drugi telefon właściciele firmy Walas wykonali do konkurencji. I okazało się, że tam był dziadek pani Edyty, a do firmy Walas trafiło ciało, które powinno pojechać właśnie tam.

W piątek mama pani Edyty z jej wujkiem pojechali do szpitala zapytać, jak to możliwe, że pomylono ciała.

- Co by było, gdyby któryś ze zmarłych chciał być skremowany? Albo gdyby nie było pożegnania? Babcia zobaczyłaby dopiero w sobotę, że w trumnie nie leży jej ukochany mąż, tylko obcy człowiek? I co, trzeba przerwać pogrzeb? - pyta wnuczka i przestrzega: - Ludzie powinni się o tym dowiedzieć, żeby zawsze sprawdzali, czy na pewno chowają członka swojej rodziny, a nie kogoś obcego, bo w szpitalu ktoś się pomylił. W tak ważnej sprawie!

Reklama

Jak słyszymy w firmie Walas, nawet jeśli rodzina nie życzy sobie ostatniego pożegnania dzień przed pogrzebem - do czego firma zachęca - to zawsze proszą, żeby ktoś z rodziny przyjechał choć na kilka minut. Żeby sprawdził, czy usługa została wykonana zgodnie z życzeniem rodziny.

- Do firmy nie mamy żadnych pretensji, ale szpital będzie musiał wyjaśnić, jak do tego doszło i wyciągnąć konsekwencje - mówi pani Edyta i zapowiada, że przygotowywana jest oficjalna skarga, która wkrótce trafi do dyrekcji.

Reklama

 

Czekamy na wyjaśnienia

Kiedy pytamy kolejno dyrektorów Szpitala Powiatowego o zamianę ciał, ci również kolejno, odpowiadają: pierwsze słyszę. Dyrektor Piotr Kagankiewicz jest na urlopie za granicą, nie był informowany o tej sprawie. Dyrektor ds. lecznictwa także, zastępujący go lekarz również. W końcu docieramy do dyrektor ds. technicznych Beaty Kowalskiej. Trafiamy, bo to ona wraz z lekarzem rozmawiała z rodziną o zamianie ciał.

- Mogę powiedzieć tylko tyle, że czekamy na wyjaśnienia pracownika prosektorium - mówi Gazecie. - Do tej pory do szpitala nie wpłynęło żadne pismo w tej sprawie od rodziny - dodaje.

Beata Kowalska mówi też, że współczuje rodzinie, która usłyszała już przeprosiny.

 

Janusz Kucharski

jk@radomszczanska.pl

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości