Złapałem się na tym, że zamiast się cieszyć na myśl o planowanym remoncie placu 3 Maja w Radomsku, zaczynam odczuwać obawy. Poważne obawy. To chyba przez to, że w podświadomości mam już zakodowane pojęcie - „remont po radomszczańsku”. I to nie jest dobre skojarzenie
Daniel Łuszczyn, felietony@radomszczanska.pl
Czy coś jest ze mną nie tak? Czy może ktoś z Państwa też tak ma? Czy to chore? Moja pierwsza reakcja na informację o planach Urzędu Miasta była instynktowna. Dziś, po krótkiej analizie, dochodzę do wniosku, że nie była chyba normalna. Bo ja się autentycznie przestraszyłem. Przeraziła mnie bowiem myśl o tym, co się może na tym placu wydarzyć.
Generalnie chyba jest tak, że informacje o planowanym remoncie powinny cieszyć. Wizja czegoś nowego, ładnego, funkcjonalnego, a tak zazwyczaj kojarzy się spodziewany efekt końcowy remontu, powinna napawać optymizmem. Tym bardziej w Radomsku, gdz......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 76% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
"Remont po radomszańsku" jest wtedy jak się uda, a klient nie zapłaci. To znane w Polsce powiedzenie zastąpiło stare "Hop, siup radomsko ...
"Remont po radomszańsku" jest wtedy jak się uda, a klient nie zapłaci. To znane w Polsce powiedzenie zastąpiło stare "Hop, siup radomsko ...