Reklama

Ballada o dzikim cmentarzu. Przypominamy historię „nielegalnego pola grzebalnego"

Rósł sobie w spokoju nasz bohater po cichu. Zrazu niewiele grobów na nim było, z czasem pojawiały się kolejne. Marmurowe, a jakże, z grawerunkiem jak się patrzy i portretami niekiedy. Działał, rozrastał się, ale wtedy drugi nasz bohater się pojawił. Pan A. zapytał: skąd się cmentarz wziął?
Andrzej Andrysiak,  aa@radomszczanska.pl

Jest taki cmentarz w Radomsku, którego w zasadzie nie ma. Formalnie. Choć radomszczanie są tam chowani, to jego prawny status jest nieokreślony. Generalnie: samowola. Z tym cmentarzem walczy jeden radomszczanin, który ma obok działkę. Miasto chce sprawę rozwiązać, ale mu nie idzie. W dodatku sąd staje po stronie właściciela działki.

***

Pan, nazwijmy go A. rozmowny nie jest. Gdy dzwonimy do niego, by się wypowiedział, odmawia. Ale walczy skutecznie. Stos pism, które dostały się w nasze ręce, nie zostawiają złudzeń: pan A. prawo zna, i wie jak go dochodzić.

Reklama

***

Zacznijmy od początku. Ten początek znajduje się na ulicy Piaskowej, kilkadziesiąt metrów za kościołem parafii Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa. Jest długi i wąski. Od ulicy niewielki placyk porośnięty trawą, służący za parking w ramach potrzeb, potem ogrodzenie i brama. Dalej ogrodzony z lewej strony betonowym płotem, z prawej siatką pusty teren, na którym jest kilkadziesiąt grobów w kilku rzędach. Tak na oko.

Przy Parkowej wciąż chowani są zmarli

Nasz początek się nazywa, co prawda imienia i nazwiska nie nosi, ale oznaczenia już tak. Działka nr 123 obręb 12. W księdze wieczystej zapisana pod numerem PT1R/00056594/4.  To tak formalnie. Ale i tak wszyscy na niego wołają „cmentarz na Piaskowej”.

Reklama

***

O urodzinach coś wypada powiedzieć, więc mówmy. Formalnie urodził się 9 listopada 1990. Ojca i matkę ma. On to urząd miasta w Radomsku. Ona - parafia. Do szczęśliwego rozwiązania doszło na mocy podpisanego porozumienia o „eksploatacji cmentarza grzebalnego”. Tak dziś opowiadają rodzice. 

Ale jest ale. Niby akt urodzenia spisany, ale coś w nim pomylono, bo jakby na inne dziecko był. Porozumienie nie dotyczy działki przy Piaskowej, a przy ul. Przedborskiej (wtedy Świerczewskiego) o numerze 192. 

Reklama

No to skąd się cmentarz wziął? Ojcostwo nie podlega wątpliwościom, ale tu bardziej skomplikowana sprawa się rysuje, bo wychodzi, że dziecko pomylono!

Masz ci ambaras.

***

Rósł sobie i mężniał nasz bohater po cichu, aż wiek osiągnął odpowiedni. Zrazu niewiele grobów na nim było, z czasem pojawiały się kolejne. Marmurowe, a jakże, z grawerunkiem jak się patrzy i portretami niekiedy. Choćby w 2018 roku roku co najmniej dziewięć nowych, tyle nekrologów mamy przed oczami.

Cmentarz działał, rozrastał się, ale wtedy drugi nasz bohater się pojawił. Pan A. Nazwijmy to właściwymi słowy: interes ma. Już tam pewnie naszym czytelnikom klapki się jakieś z tyłu głowy otwierają, bo „interes” w dzisiejszych czasach to jakby kalumnia jakowaś, jak ktoś interesy robi, znaczy niejasny musi być człowiek, a jeszcze jak pieniądze bądź grunty ma, to tym bardziej, ale przyznajmy to sobie, choćby w myślach: jakby o nasz interes chodziło, to byśmy zrozumieli. Całkiem. Grunty Pana A. obok cmentarza się usadowiły, też mają oznaczenia swoje i wpisy w księgach, ale że pod bokiem cmentarz, no to nic z nimi zrobić pan A. nie może. Bo kto by chciał coś tam pobudować? Z widokiem na groby? Nawet jeśli przyjmiemy, że taki się amator znajdzie, to prawo jeszcze jest, i to dość upierdliwe. Bo jak cmentarz obok, to strefa sanitarna jest, i wymagania specjalne, i ograniczenia w rozporządzeniu, o budowie nie wspominając. No to ma pan A. grunty, a jakby ich nie miał.

Reklama

Więc denerwuje się. Bo jakby z cmentarzem było wszystko na miejscu, z papierami, zgodami i zezwoleniami włącznie, to mógłby tylko zęby zagryźć i marchewkę tam hodować (choć może nie, bo marchewka nie całkiem tego by być mogła). Albo krowy pasać (też nierozumny pomysł, kto to mleko by po nich pił?). Ale w porządku nie jest. Z papierów jasno wychodzi, że na dziko ten cmentarz zupełnie. No to pan A. protestuje.

***

Miasto też ma pod górkę. Sprawa zadawniona, poprzednicy nie kwapili się, by ją rozwiązać, zresztą śladów, że się nią zajmowali, trudno znaleźć. Cmentarz jest, groby są, zarządca w osobie imć proboszcza parafialnego także, to póki problem się nie pojawił, to pewnie nawet w tamtą stronę miasto nie spoglądało.

Reklama

Pan A. pewnie by się obruszył na określenie „problem”, ale ukrywać nie ma co - wszystko za jego sprawką. Tu rzut na mapę jest potrzebny, by wszystko sobie w spokoju wyklarować. Cmentarz przy ulicy Piaskowej wąski jest i długi, no to ma towarzystwo. Po lewej, tak przed bramą stanąwszy, działka pana A. się ciągnie. Numer swój oczywiście także posiada i wpis do księgi odpowiedniej. Po drugiej stronie cmentarza pasek ziemi, jakże z właścicielem, „osobą prywatną bez prawa własności” w dokumentach zwaną. Dalej pas ziemi kościelnej.

Reklama

Sprawa trafiła nawet do Naczelnego Sądu Administracyjnego

Na dokumentach właściciel gruntu cmentarnego też widnieje, a jest nim urząd miasta w osobie swojej. Nie żeby od zawsze, kiedyś, nawet po upadku komuny, ziemia Skarbu Państwa była, ale na początku nowego wieku przepisano ją na miasto.

Tu uważny czytelnik zafrapować się musi, bo jakże to: miasto w 1990 roku porozumienie podpisało, a nie ono było właścicielem? (No to jeszcze raz wyklarować musimy: porozumienie jest na inny grunt, nic wspólnego z cmentarzem nie ma, i dlaczego pojawia się w sprawie i jest przywoływane - nawet przed sądem - zrozumieć nie sposób. Ale jest, więc odnotować musimy.)

Reklama

***

Z papierów nam dostępnych wynika, że pan A. zaczął szperać. A jak poszperał, to pytał. Na przykład: czy chowanie zwłok na cmentarzu odbywa się za zgodą prezydenta? Jaka jest podstawa prawna użytkowania przez parafię miejskiej działki o numerze 123 obręb 12?

Prezydent klarował, że to nie on prowadzi cmentarz przy Piaskowej, bowiem wyznaniowy całkowicie charakter nekropolia owa posiada, więc żadnych zgód w sprawie pochówków wydawać nie może, a podstawą użytkowania jest owe porozumienie, zawarte w sierpniu roku dziewięćdziesiątego, i tyle on może tylko wyjaśnić, bo tyle w sprawie rzeczonej wie.

Reklama

Panu A. to nie wystarcza, on z uporem maniaka przypomina że porozumienie innego gruntu dotyczy, co ma piernik do wiatraka i ulica Przedborska do Piaskowej, pyta. I tak sobie pisma strony wymieniają, ku pożytkowi żadnemu i rozwikłaniu sprawy także.

***

Aż latem 2016 roku wpada urząd na pomysł, jak sprawę wyprostować i na radę miasta uchwałę szykuje (z powagą urzędniczą nazwać wypada ją „stosowną”). W uchwale tej zapisano, że miasto darowizną przekaże grunt parafii, ku pożytkowi ogólnemu i spokojowi, nie tylko tam spoczywających.

Reklama

Radni uchwałę jednogłośnie przegłosowali, choć czy ją najpierw przeczytali, nie podejmujemy się rozwikłać. No ale przeczytał ją pan A. Wyszło, że nie całkiem jest trafiona, oględnie mówiąc, o uszczupleniu jego interesów nie wspominając. No to ją zaskarżył, raz i drugi, przegranymi się nie przejmując, bo w namysł i rozwagę sądów najwyższych wierzył, więc i tam celował.

***

Trafiła w końcu sprawa do Naczelnego Sądu Administracyjnego i ten tak ją wyklarował, że można się już domyślać, jak się skończy, koniec ogłaszać i fanfary na finał gotować.

Reklama

Otóż. Darowiznę parafii miasto poczynić może, jeśli na cel publiczny ona kierowana będzie. W tym przypadku tak jest w istocie. Jednakowoż czym innym jest „stworzenie warunków sprzyjających dalszemu formalnemu uregulowaniu jego stanu prawnego”, a czym innym stworzenie cmentarza. „Zalegalizowanie” celem publicznym nie jest i być nie może, bo takie postępowania nie w ten sposób się prowadzi, o czym wysoka rada miejska, jak i urząd również, wiedzieć powinni.

Po wtóre. Jak chce gmina założyć cmentarz, bo tę procedurę trzeba tu zastosować, to musi uchwalić plan zagospodarowania przestrzennego dla terenu tego. A warunki dla cmentarza nie na etapie jego urządzenia pisać, ale uchwalania planu, w której to sprawie Naczelny Sąd przecież się już wypowiadał (tu stosowne sygnatury przywołane zostają). Przypomina też Sąd Naczelny, że nie fanaberiom plan zagospodarowania przestrzennego dla cmentarzy służy, ale określeniu spraw ważnych całkiem: względów sanitarnych, pasów izolujących, odległości od źródeł wody, i sąsiedztwa terenów mieszkaniowych w szczególności. Bo w sąsiedztwie nekropolii, nawet najmniejszej, budować nie można i basta.

Po trzecie. Dla cmentarza na Piaskowej nie uzyskano pozytywnej opinii Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarno-Epidemiologicznego, takowa okoliczność w aktach potwierdzenia nie znajduje. Co więcej - zgoda Państwowej Inspekcji Sanitarnej na założenie i funkcjonowanie cmentarza, przez nią własnoręcznie wystawiona w czerwcu 1989 roku, nie działki na ulicy Piaskowej dotyczy, ale tej drugiej na Przedborskiej. Więc co ma piernik… (i dalej w znany deseń).

No i po czwarte, dla pana A. najważniejsze, a i w sprawie całej istotne. Jak gmina plan uchwala, a tam ograniczenie jakieś się znajduje, jak choćby w przypadku cmentarza i działek sąsiednich, właściciel, tu pan A. oczywiście, odszkodowania żądać może, a prawo jego w tym względzie jest niepodważalne. Albo odkupienia działki. Albo zamiany. W miejscowym planie zagospodarowania koniecznym jest wprowadzenie strefy sanitarnej, a to wiąże się z wprowadzaniem zakazu zabudowy i ograniczeniami w zabudowie sąsiednich działek, z uwagi na projektowany cmentarz właśnie.

Tu sąd jeszcze w inne tony uderzył, bo na jego nos cała ta machinacja z darowizną prawo pana A. konstytucją przypisane ogranicza, nie miałby on bowiem wtedy podstaw swoich słusznych, co sąd podkreśla, roszczeń dochodzić.

Jakby mimochodem Sąd Naczelny w wyroku wspomniał jeszcze, że gmina teren na cmentarz wyznaniowy przeznaczyć może jedynie, gdy stosowny wniosek biskupa diecezjalnego lub wyższego przełożonego zakonnego otrzyma, a w dokumentach sprawy nic takowego znaleźć nie można. Jeśli więc wniosku nie ma, to jak chce gmina cmentarz założyć (bądź zalegalizować, tu nomenklatura już istotna nie jest)?

Cieszyć się pan A. chyba będzie, urząd pewnie nie do końca, ale sąd precyzyjny w swoim wyroku jak rzadko. Musi gmina plan uchwalić, dopiero wtedy poczynić darowiznę może. Ale gdy plan uchwali, na działce pana A. nic postawić nie będzie można. Spadnie jej wartość, więc wypłaci odszkodowanie. Innej drogi nie widać.

***

W jednoznacznym tym wyroku jedna sprawa z oczu zniknęła: to można chować na Piaskowej ludzi czy nie?

Tu wniosków żadnych sąd nie poczynił, ale z rozumu wynika, że czynić to można jedynie na własne ryzyko. Choć wiadomo, że cmentarz zalegalizowany w końcu być musi, jeśli urząd z panem A. się nie dogada, różnie rozwinąć się sytuacja może.

Co jak co, ale pisma i wnioski to on pisać potrafi. Co gorsza, wie gdzie.

(tekst opublikowany z Gazecie Radomszczańskiej w styczniu 2019 r.)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości