Zespół tańca nowoczesnego Extasa zaprzestał działalności po 25 latach. Z jego prowadzenia zrezygnowała instruktor Aneta Bus. Z powodów osobistych

Niedawno Extasa działająca w Miejskim Domu Kultury obchodził jubileusz 25-lecia. Po uroczystej gali twórczyni zespołu Aneta Bus zrezygnowała z dalszej pracy z zespołem z osobistych powodów, o których nie chce mówić.
Zaznacza, że taniec z MDK nie znika. Instruktorem tańca nowoczesnego będzie Anna Bajer, zajęcia z zumby prowadzi Monika Bartnik, a z aerobiku Sebastian Pierzchalski. Prowadzone są także zajęcia z tańca towarzyskiego. Rodzice wciąż mogą zapisywać swoje dzieci.
O pracy z Extasą rozmawialiśmy z Anetą Bus tuż przez jubileuszem
GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Jak to się zaczęło?
ANETA BUS: - Dokładnie 30 maja 1994 roku, kiedy właśnie tutaj, w domu kultury, broniłam swojego warsztatu dyplomowego. Przyjechali tu wykładowcy z Opola i mnie ocenili. Orzekli, że nadaję się na instruktora. Dostałam dokumenty i wtedy przyszłam do ówczesnej pani dyrektor i powiedziałam, że chciałabym prowadzić zajęcia taneczne.
Rozumiem, że taki był plan, o takiej pracy myślałaś wcześniej?
- Myślałam cały czas. Już w ósmej klasie szkoły podstawowej wiedziałam, że będę instruktorem tańca. Bo taniec kochałam zawsze. Chodziłam na taniec towarzyski, który prowadziła Henia Siemińska.
Przepraszam, że mówię o latach, w obecności kobiet się nie powinno, ale wtedy takie zajęcia nie były chyba zbyt popularne? Dzisiaj dzieci biegają z jednych zajęć na drugie, wtedy to musiała być ekstrawagancja? Jak tam trafiłaś?
- Zwyczajnie. Bo była reklama tych zajęć. Te pierwsze odbywały się w spółdzielni mieszkaniowej. Potem, jak już byłam dużą dziewczynką, przeszłam do klubu tańca towarzyskiego w domu kultury, który też prowadziła Henia Siemińska. I spodobało mi się jeszcze bardziej. Byłam wtedy w liceum i wiedziałam, że nie ma dla mnie innej drogi, tylko instruktor tańca. I tak trafiłam do Opola. Musiałam zdać egzamin z różnych stylów tańca. Udało się, dostałam się. Tam było wszystko, jazz, taniec ludowy, balet, taniec towarzyski. I przyszedł czas udowodnić, że jesteśmy gotowi prowadzić własne zespoły. Pierwszy etap tego mojego egzaminu to była rozgrzewka, musiałam pokazać, że nie zrobię dzieciom krzywdy. A potem dopiero układy z dziewczynami.
Miałaś już wtedy tancerki?
- Na potrzeby warsztatu dyplomowego musiałam stworzyć zespół złożony z minimum 5 osób. Musiałam z nim pracować cały rok.
Ale wtedy to jeszcze nie była Extasa?
- Nie. Dziewczyny, które pomogły mi w warsztacie dyplomowym, od września 1994 r. kiedy zostałam oficjalnie przyjęta do pracy, weszły w skład zespołu Extasa. Liczył wtedy siedem osób.
Dlaczego Extasa?
- Ponieważ dawno temu na rynku pojawiły się perfumy w różowej buteleczce, a ja zawsze byłam, i wciąż jestem, maniaczką różowego, i moje dziewczyny o tym wiedziały, i na niej było napisane Extasy. I tak zostało.
Siedem tancerek na początek.
- Pamiętam wszystkie ich nazwiska panieńskie. Dzisiaj są wspaniałymi mamami, żonami i same przyprowadzają swoje córki na zajęcia.
Będą na jubileuszu?
- Bardzo bym chciała, marzę o tym. Kilka z nich już się zapowiedziało, że na pewno będą.
Cofnijmy się trochę w czasie, do pierwszego wyjazdu Extasy na turniej tańca.
- Luty 1995. Jedziemy do Wołowa. Jest bardzo zimowa zima. Nie taka jak teraz. I zdobywamy pierwsze miejsca w kategorii disco i show dance. Tamte czasy w tańcu wyglądały inaczej niż teraz.
To znaczy?
- Taniec bardzo się w Polsce rozwinął, a kategorii jest bardzo dużo. Disco, disco dance, hip-hop, funky, jazz, modern jazz, współczesny, nowoczesny. A wtedy ta lista zawierała tylko disco i show dance.
A twój ulubiony styl?
- Show dance i taniec współczesny.
W tym się wyżywasz?
- W tym się bardzo dobrze czuję. Chociaż był moment kiedy tańczyłyśmy tylko disco, bo chodziło o bity. O więcej fajnych ruchów, ale poza krokami trudno tam pokazać więcej siebie. A w show czy współczesnym robi się już takie mini spektakle. Instruktor i tancerki pokazują swoje dusze i wyobraźnie. Tańcem można pokazać bardzo dużo.
Widz dostaje to w gotowej postaci na scenie, otrzymuje efekt wow. Chyba niewielu zdaje sobie sprawę ile wysiłku się za tym kryje.
- To oczywiste, że widz na koncercie, występie czy turnieju dostaje dopieszczony i wychuchany układ, ale praca nad nim tak naprawdę zaczyna się w momencie, kiedy usłyszy się muzykę, która zaczyna inspirować, albo kiedy w głowie zrodzi się układ choreograficzny, do którego trzeba znaleźć odpowiedni, najwłaściwszy podkład. Często wchodzę na salę i mówię dziewczynom, że mam fajny utwór. Proszę, by zamknęły oczy, wsłuchały się i zastanowiły, co możemy do tego zatańczyć. Albo mam już choreografię, ale nie mam muzyki. Tak było w przypadku „Sierocińca”. Widziałam ten układ, ale nie miałam utworu. Przecież nie opowiada się takiej historii do latino. Wszystko musi się zgrać. A dopełnieniem są stroje. I kiedy już to mamy, zaczynamy to rozbudowywać. Elementy, ustawienia, to trwa. Czasem człowiek zacina się w jednym ustawieniu i nic dalej nie pasuje, ani przekątna, ani diagonale, ani rozstawienie w kilku planach. I zaczyna się szukanie. Musi być dobrze, efektownie. To cały proces. A kiedy już jest całość i dziewczyny mają ją w głowach, zaczyna się najgorsze, czyszczenie. I dopracowywanie szczegółów.
To lekko wygląda na scenie, widz się zachwyca, ale to przecież godziny ćwiczeń, powtórzeń, czasem bardzo dużych przeciążeń. Kontuzje?
- Dużo. Najczęściej kolan, kostek, palców. Kontuzje, które długo się goją. Taka tancerka jest jakiś czas wyłączona. Nawet teraz mam dziewczynę, która przechodzi rehabilitację kontuzjowanej nogi, przychodzi na zajęcia, ale po jubileuszu będzie musiała mieć dłuższą przerwę od tańca.
Zdarzały się dziewczyny, które chciały tańczyć, ale po kilku próbach mówiły, nie, to jednak nie dla mnie?
- Oczywiście. Przychodzi dziewczyna, która jest przekonana, że jest w formie i za chwilę będzie świetnie tańczyć, a po miesiącu mówi mi, że nie daje rady, że na przykład inaczej to sobie wyobrażała.
Mam wrażenie, nie, jestem pewien, że poziom techniczny twoich tancerek z roku na rok rośnie.
- Staram się o to. I dlatego zespół nie składa się z 60 osób, zostają te, które naprawdę kochają taniec i chcą ciężko pracować. I widać efekty ich pracy. Można o mnie powiedzieć, że jestem ostrym, wymagającym instruktorem, co pewnie nie każdemu się podoba. Za to mam świadomość, że rodzice, którzy przyprowadzają swoje dzieci, przywożą z okolic, poświęcają na to czas, jeżdżą w weekendy na turnieje, są częścią Extasy. Bo to nie jest tylko praca Anety Bus. Na każdy sukces pracuje wielu ludzi. A rodzice zawsze są, i zawsze wspierają. Same dziewczyny, które czasem płaczą, bo nie zawsze się wygrywa, ale wiedzą po co przychodzą. Żeby pracować i zbierać owoce tej pracy.
Jak długo trwa kariera tancerki zespołu tańca nowoczesnego Extasa?
- Większość zaczynała tańczyć u mnie w wieku 5, 7 lat. Kończą w momencie kiedy piszą maturę. A kiedy ją napiszą wyjeżdżają z miasta. Muszę jednak powiedzieć, że mam kilka tancerek, które kontynuują moje dzieło i wygląda na to, że ich życie zawodowe związane będzie z tańcem. Przypomnę moją Kamilkę Wiaderek, która 5 lat temu tańczyła u Agustina Egurroli, w tej chwili tańczy w Nextcie u pana Piotra Barańskiego, i w tej chwili tańczy we wszystkich większych produkcjach TVN-u czy Polsatu. Kolejna to Karolina Stępień, która z powodów osobistych nie może przyjechać na jubileusz, ale stawia już pierwsze kroki u Egurroli i prowadzi swoje zajęcia. Kolejna moja tancerka dostała się w tym roku do liceum tanecznego, jestem dumna. Karolina Skalska też jest u Agustina. I oczywiście Dagmara Witkowska, w tej chwili Miller, ma swoje zespoły i będzie w MDK.
Czy w tańcu jest jakiś szklany sufit, coś czego nie da się na scenie osiągnąć, czy nie ma żadnych granic?
- Nie ma granic. Bo show dance, taniec współczesny i nowoczesny są tak szerokie, że mogę sobie pozwolić na dużo i jeszcze więcej. Choćby przestrzeń, która mnie nie ogranicza. Mogę wprowadzić tyle różnych planów, że układ cały czas pracuje na scenie, cały czas coś się dzieje.
Rozmawiał Janusz Kucharski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze