Dycha, półmaraton czy maraton to dla nich zwykła przebieżka. Od jakiegoś czasu kręcą ich dystanse ultra, a w głowach pojawiają się kolejne pomysły. Piotr Kuśmierczyk i Robert Gołębiowski pokonali 221 km, Daniel Mielczarek, Marek Kowalczyk i Paweł Cieślik grubo ponad 100 km. Bo tak.
Jak mówi Piotr (Rozbiegajmy Radomsko), ten pomysł pojawił się w jego głowie już dawno, ale przecież człowiek pracuje, trudno znaleźć jakiś wolny termin. Myślał, żeby pobiec z Babiej Góry, o której mówi - magiczna i bliska każdemu z nas, w sensie ultrasów, jeszcze kiedy było ciemno. Nie udało się, a w międzyczasie do pierwszej dwójki dołączyła pozostała trójka i ustalili. że na szczycie muszą być w piątek 26 listopada, najlepiej o wschodzie słońca. I tak się stało, ale czasu napodziwianie widoków nie było, bo i pogoda raczej taka sobie, żeby nie powiedzieć, że wiało jak w kieleckim. Pamiątkowe zdjęcie i ruszyli.
- Postoje na trasie wyznaczyliśmy na stacjach paliw, bo nie było innej możliwości. Tam się przebieraliśmy, jedliśmy, czasem wzbudzaliśmy sensację i były pytania, co takiego robimy - opowiada Piotr. - Logistyka nie była prosta, bo lepiej byłoby biec leśnymi duktami, ale wtedy nie byłoby jak zorganizować przepaków, a pogoda nas nie rozpieszczała. Warunki i tak były fatalne, było niesamowicie ślisko, do tego błoto.
I jeszcze przenikliwy wiatr. deszcz i śnieg przez cały czas. Ultrasi jednak zawsze walczą do końca. Marek (Rozbiegajmy Radomsko) pokonał ostatecznie 137 km, Daniel (RR) 107, a Paweł (RR) 120. Oni w domach byli wcześniej.
O godz. 1 w nocy z soboty na niedzielę na placu 3 Maja pojawili się Piotr i Robert (KBKS Radomsko). Zmęczeni, ale szczęśliwi, że zrealizowali to, co sobie założyli.
Na miejscu powitało ich kilkanaście osób, był szampan i gratulacje. A Piotr w swoim stylu zażartował: - Jakby pogoda była lepsza, można by teraz tę trasę zrobić w drugą stronę...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze