Reklama

To nie jest miasto młodych ludzi. I już nie będzie. Pogódźmy się z tym

Przestańmy udawać, że już za chwileczkę, już za momencik Radomsko będzie miastem młodym, prężnym i bogatym. Przyjmijmy w końcu do wiadomości, że nie będzie. Nie obrażajmy się na fakty, tylko na nie przygotujmy. Zmiana struktury demograficznej mieszkańców Radomska to prawdziwe wyzwanie dla miasta.

W ostatniej kampanii samorzadowej znów rozmawialiśmy o remontach dróg, chodnikach, ulgach dla firm i rewitalizacji. Owszem, to sprawy ważne, ale prozaiczne. Najtrudniejszych z radomszczańskich problemów nasi politycy i samorządowcy nie dotykają.

Reklama

Opowiada radomszczanka, lat 69, mieszkanka osiedla Tysiąclecia: - Mąż nie żyje od sześciu lat, syn w Anglii od kilkunastu, w 2007 ściągnął rodzinę. Starsza wnuczka urodziła się tu, ale młodsza już tam. Jeżdżę do nich dwa razy w roku, jeden wyjazd jest dłuższy, nawet cztery tygodnie. Dłużej nie wytrzymuję, nie znam języka, co mam tam robić? Oni tu nie wrócą. Prędzej, jeśli ten Brexit sprawi im problemy, przeniosą się do Irlandii. Moje rodzeństwo mieszka daleko, spotykamy się, ale rzadko, bo taka podroż to jednak wysiłek, a ja nie jeżdżę samochodem. Staram się utrzymywać w formie, dużo spaceruję, mam duży krąg znajomych, najważniejsze, by coś robić, by nie siedzieć w czterech ścianach. Teraz jest w porządku, ale obawiam się niemocy. Już nawet nie choroby, to może spotkać człowieka, choroba nie wybiera, ale niedołężności. Niby człowiek jeszcze żyje, ale sam już wokół siebie nic nie zrobi. To mnie przeraża.

Reklama

(fot. Fotolia)

Mówi radomszczanin, zbliża się do sześćdziesiątki, pracownik samorządowy: - Syn wyjechał na studia do Warszawy i już się tam zakorzenił. Pracuje w korporacji, od rana do nocy, ale nie narzeka. Gdy go kiedyś tak w żartach spytałem o powrót do Radomska, parsknął mi w twarz. Za nic w świecie, chyba w trumnie - powiedział. Rozmawiamy czasem z żoną o tym, jak będzie wyglądała nasza starość. To taki temat, co go człowiek nie chce ruszać, bo a nuż wywoła wilka z lasu. Póki będziemy oboje i zdrowi, damy sobie radę. Nawet jeśli jedno zachoruje, zawsze jest to drugie. Żona jest optymistką, ale ja nie lubię o tym myśleć. Młodzi uciekają, to jak to miasto będzie wyglądało za 15 lat?

Reklama

Właśnie, jak? To kluczowe pytanie. Samorządowcy próbują wlać w nas trochę otuchy i opowiadają o przyciąganiu młodych, ulgach dla przedsiębiorców, nowych firmach, wyższych pensjach i rozwoju. A nasza przyszłość jest jasna, zapisana w liczbach.

W „Strategii Rozwoju Miasta Radomska 2020”, opasłym 97-stronicowym opracowaniu, które każda gmina musi z mocy prawa przygotować, słowa „starsi”, „starzejące się”, „starzenie” nie występują. Podobnie nie ma o tym ani słowa w analizie SWOT, pokazującej słabe i mocne strony miasta oraz szanse i wyzwania. Przyczyna jest prosta i nazywa się GUS. Główny Urząd Statystyczny. Według niego w Radomsku mieszkało pona 46 tys. osób. W latach 2002-2016 ludność zmalała o 5,6 proc., a średni wiek radomszczan wynosi 42,3 lat i jest porównywalny do średniej wojewódzkiej i nieznacznie wyższy od średniej krajowej. Czyli nie jest źle.

Reklama

Ale te dane są nieprawdziwe, o czym wiedzą wszyscy zajmujący się demografią i migracjami. Definicja migracji przyjęta przez GUS określa ją na podstawie zameldowania w określonej jednostce administracyjnej. To oznacza, że nie obejmuje ludzi, którzy zmienili miejsce zamieszkania, ale nie dopełnili obowiązku meldunkowego. W skali kraju takich są setki tysięcy, jeśli nie miliony, w skali Radomska - tysiące. Wyjechali z Radomska do innych miast, do innych krajów, ale wciąż figurują w naszych rejestrach meldunkowych. Skąd to wiemy? Z deklaracji śmieciowych, które mieszkańcy składają. Zgodnie z nimi Radomsko ma dziś około 40 tysięcy.

W dodatku od lat więcej radomszczan umiera niż się rodzi.

Reklama

Jeśli dodamy te wszystkie dane i uświadomimy sobie, że ci wyjeżdżający z Radomska to w większości ludzie młodzi lub w sile wieku, będziemy mieli prawdziwy obraz sytuacji. Średnia wieku mieszkańca drastycznie wzrośnie. Wtedy liczby pokażą to, co widzimy na ulicach.

Co to oznacza dla Radomska, co to oznacza dla samorządowców? Zmianę perspektywy. W najbliższej przyszłości nie będziemy miastem młodym i prężnym, będziemy miastem już nie starzejącym się, ale starym. I do tego musimy się przygotować. Nie omijać tematu, ale wziąć go na klatę. Niżej zestawiliśmy podstawowe kwestie, które wiążą się z demografią. Odpowiedzi, propozycji działań i rozwiązań będziemy oczekiwać od kandydatów w kampanii.

Reklama

Opieka

Opowiada radomszczanka, 39 lat, ma firmę usługową. - Do tej pory wszystko się opierało na tradycyjnej wielopokoleniowej rodzinie. To na dzieciach, zwłaszcza na córkach, spoczywał obowiązek opieki nad starzejącymi się rodzicami. Ta nić została przerwana. Ja swoimi rodzicami się zajmuję, zresztą stać mnie na zapewnienie opieki, jeśli sama nie mam czasu, ale wiem, że sama od swoich dzieci tego wymagać nie będę. A nawet gdybym wymagała, nie sądzę, żeby tu zostały.

Jeśli obowiązku opieki nad rodzicami nie wezmą na siebie dzieci to kto? Zostaje państwo i samorząd. Ten ostatni musi przejść dwie rewolucje mentalne. Pierwsza: pogodzić się ze stanem faktycznym. Druga: uznać, że to jedno z najważniejszych wyzwań. A z tym problemy mają przecież nie tylko samorządowcy i politycy, ale i zwykli mieszkańcy. Bo tak z ręką na sercu - któż z nas nie pociesza się w skrytości ducha, że może jednak nie będzie tak źle, że może ten scenariusz się nie sprawdzi? Niestety, sprawdzi się. Żyjemy w czasach kultu młodości i te dwa prądy - uwielbienie witalności i demografia coraz bardziej się rozchodzą.

Reklama

Przejęcie obowiązku opieki nad starszymi mieszkańcami oznacza zmianę priorytetów budżetu miasta. Bo nie chodzi tu o żadną pomoc społeczną tylko usługi pielęgnacyjne. Na razie wydajemy na to grosze.

Podatki i dochody

Jak się ma starzejące się społeczeństwo do finansów? Związek jest bezpośredni. Miasto nie dysponuje wirtualnymi pieniędzmi, ma je z podatków (PIT, od nieruchomości, transportowy, itp.), dotacji z budżetu państwa na zadania zlecone oraz z dochodów własnych. Radomsko wydaje około 35 procent budżetu na oświatę i wychowanie, czyli utrzymanie szkół i przedszkoli. Ponad 20 procent to pomoc społeczna, 12 proc. - transport i łączność. Reszta, czyli administracja, gospodarka komunalna, kultura, sport to ledwie trzydzieści kilka procent całości. Co to oznacza? Dzieci jest mniej, szkół tyle samo, czyli koszty się nie zmieniają. Tylko część kosztów pokrywa dotacja z budżetu państwa, resztę miasto dokłada. Jeśli dopasuje siatkę szkół do obecnych wymagań demograficznych, będzie miało pieniądze, by przeznaczyć je na zaspokojenie potrzeb starszej części społeczeństwa.

Reklama

To jest właśnie zmiana sposobu myślenia.

Kolejny problem - wpływów budżetowych. Połowa pieniędzy, którymi dysponuje miasto, to dochody od osób prawnych i fizycznych. Czyli podatki. Największe płacą pracujący i firmy. Pracujących ubywa i będzie ubywać. Z firmami problem jest jeszcze większy - działają na rynkach, na których mogą zarobić. Jeśli u nas nie ma kto pracować, w dodatku kurczy się potencjał rynku, bo ubywa ludzi dobrze zarabiających, te radomszczańskie firmy będą szukały możliwości rozwoju i zarabiania gdzieś indziej. Co prawda emeryci to grupa, która ma stałe i pewne dochody, ale nie są one wysokie.
Rozwiązanie? Miasto musi wspomagać firmy, które przestawią się na usługi dla starszych mieszkańców. Jeśli one zarobią, odprowadzą podatki.

Reklama

To byłaby rewolucja w myśleniu, ale przecież miasto może na usługach dla tej grupy ludności zarobić. Nie przymierzając - Ciechocinek dokładnie z tego się utrzymuje. Do sanatorium nie jeżdżą młodzi i prężni. My sanatorium nie jesteśmy i nie będziemy, ale możemy szukać niszy, dzięki której nie dość, że przyciągniemy grupę starszych klientów, to jeszcze firmy, które ich obsługują.

Dobrostan psychiczny i zdrowotny

Słowo „psychiczny” wielu odrzuca, „dobrostan” pewnie też, ale skoro tak ważną kwestią dla nas jest rozwój, samopoczucie i rozrywki dla dzieci, dlaczego mniej ważne ma być samopoczucie osób starszych? Kto słyszał o syndromie czwartego piętra wie, na czym polega problem. Stany depresyjne dotykające starszych często spowodowane są zamknięciem w czterech ścianach. Droga z czwartego piętra na dół i z powrotem dla wielu osób starszych jest przeszkodą nie do przebycia. Jak to wygląda w praktyce? Opowiada radomszczanin, 74 lata, emeryt, były nauczyciel. - Chciałbym porozmawiać z drugim człowiekiem, a mam tylko telewizor, który do mnie gada. Nie poruszam się samodzielnie, więc wyjdę tylko wtedy, gdy ktoś mi pomoże. To zajmuje dużo czasu, drepczę tak powoli, że młodszych to denerwuje. Widzę, że oni się denerwują, więc ja się też denerwuję i koniec końców wolę już nie wychodzić.

Reklama

Czy miasto i samorząd mogą tu w czymś pomóc? Oczywiście, dokładnie tak samo, jak pomagają rodzicom, gdy organizują „Lato w mieście”, by zorganizować dzieciom czas w wakacje. Podobnie instytucje kultury i sportu muszą uznać tę grupę za docelową, nie okazyjną. Aby zorganizować starszym ludziom czas, trzeba przygotować dla nich ofertę. Co ważne - równie atrakcyjną, jak dla innych grup.

Podobnie jest ze zdrowiem. Nie bez przyczyny w Radomsku powstaje tyle nowych prywatnych ośrodków zdrowia. To nie tyle walka o dzisiejszy tort, ale zajęcie pozycji w walce o przyszłe konfitury. Lekarze i zarządzający służbą zdrowia doskonale zdają sobie sprawę, że wydatki na ochronę zdrowia będą rosły, bo rośnie grupa starszych, częściej wymagających leczenia.
A jak wyglądają preferencje samorządowców? Rozwijamy porodówkę. Bo na tym można zarobić.

Pomoc społeczna

Zabrzmi to jak herezja, ale dzisiejsi emeryci są w komfortowej sytuacji w porównaniu do pokolenia dzisiejszych 40-, 50-latków. Mają emerytury, za które mogą przeżyć. W bliskiej przyszłości będzie z tym problem. Kto jeszcze pracował w jednostkach samorządowych, szkołach, policji, da sobie radę, ale ludzie pracujący na czarno, na umowach zleceniach, dzieła, na połówkach czy ćwiartkach etatu na emeryturę nie odłożą. Ponieważ nie odłożą, nie dostaną świadczeń albo dostaną grosze.

W Radomsku szara strefa od lat jest duża, w związku z tym w bliskiej przyszłości liczba emerytów, którzy nie będą mieli się za co utrzymać, radykalnie wzrośnie. Będą skazani na pomoc społeczną. A tym zajmuje się samorząd. Dotacje z budżetu państwa nie wystarczą, bo te wydatki lawinowo wzrosną. Wykaraskać się z tej sytuacji można tylko w jeden sposób - przekonując ludzi do dłuższej pracy. Miasto może promować firmy zatrudniające ludzi 60+ w przetargach, samo w jednostkach podległych może takich pracowników zatrudniać. Niekoniecznie na cały etat. Ważne, że czym dłużej starsi pracują, tym więcej na emeryturę odłożą.

Komunikacja

Problem wydawało by się prozaiczny, ale dobrze obrazuje skalę rozmijania się naszych wyobrażeń i rzeczywistości. Drogi są oczkiem w głowie każdego radnego, podobnie prezydentów i starostów. Remontujemy, budujemy, wygładzamy, kompletnie pomijając fakt, że wkrótce na tych drogach ruch się zmniejszy.

Herezje? Że niby ludzie chcą jeździć samochodami, ostatecznie rowerami? To prawda, ale dziś. Spytajcie waszych dziadków, dlaczego używają samochodu tak rzadko. Nawet jeśli go mają. Odpowiedź prozaiczna - przede wszystkim z powodu kłopotów zdrowotnych. Przyjaźniejsza jest komunikacja miejska. Ale ona musi być dostosowana do ich potrzeb. Trzeba móc się do niej łatwo dostać i sieć przystanków musi być gęsta. Dziś jeszcze wielu rodziców dzieci, ale już na początku ustaliliśmy, że wkrótce zostaną tylko rodzice.

Zmiana struktury demograficznej mieszkańców Radomska to prawdziwe wyzwanie dla naszego samorządu. A kto nie wierzy w prognozy, może sięgnąć do artykułów sprzed pięciu lat, w których dziennikarze pisali, że w ciągu kilku lat w Polsce zabraknie rąk do pracy. Wskazywały na to liczby. Dziś ten scenariusz się ziścił. Dokładnie i nieodwołalnie.
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości