Reklama

[TEMATY ROKU GR] Wrocławianka o Radomsku: Dlaczego tu się nie udało?

Zauważyłam, i to mnie na początku trochę przeraziło, że ludzie tu szybko się poddają. Nie walczą. Nie chcą. Taki tumiwisizm. A przecież Radomsko to miasto z długą historią i walecznym charakterem. Radomszczanie tak łatwo głowy na pniu nie kładli. Ale coś się zmieniło. Rozmawiamy z Katarzyną Grzejszczak, wrocławianką, która przeprowadziła się do Radomska, o tym, jak wygląda nasze miasto z perspektywy przyjezdnej

(Przypominamy najważniejsze tematy Gazety Radomszczańskiej w 2019 r. Tekst opublikowany w nr 10/2019)

Reklama

Andrzej Andrysiak

W lutym pod wpisem na facebookowym wallu Radomsko24.pl pojawił się komentarz, który wywołał ożywioną dyskusję. Jego autorka, Katarzyna Grzejszczak, pisała o tym, jak wygląda Radomsko oczami przyjezdnej. Jest wrocławianką z urodzenia i radomszczanką z wyboru. Spotkaliśmy się, by porozmawiać o tej perspektywie.

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Miała pani wcześniej jakieś związki z Radomskiem?

KATARZYNA GRZEJSZCZAK: - Nigdy. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym tutaj mieszkać. Pochodzę z Wrocławia, tam się urodziłam i mieszkałam całe życie.

Reklama

Co panią tu przywiodło?

- Czynniki sercowe, czyli sprawy osobiste.

Bała się pani przeprowadzki? Tyle lat w wielkim mieście i nagle Radomsko.

- Nie. Poznawałam miasto na etapy. Najpierw przyjeżdżałam cztery razy w miesiącu, na trzy, cztery dni, wracałam do pracy do Wrocławia, bo tam miałam firmę. To się zaczęło w lutym 2018. Minęło trochę czasu, zanim pozamykałam tam swoje sprawy na tyle, by móc się tutaj przeprowadzić.

Pamięta pani pierwszą wizytę w Radomsku?

- Byłam tak podekscytowana, że pierwszej wizyty zbyt dobrze nie pamiętam. Wtedy diametralnie zmieniała się moja sytuacja życiowa. Byłam chwilę po rozwodzie, a trzy tygodnie później poznałam mojego aktualnego męża. Właśnie z Radomska. Dwa zupełnie inne światy. Nie zakładałam ani zmiany miejsca zamieszkania, ani ponownego wyjścia za mąż, to wszystko odbyło się błyskawicznie. Żeby było śmieszniej, trafiło się kobiecie, która nigdy nie wierzyła w istnienie miłości od pierwszego wejrzenia. Do tej pory wydawało mi się, że coś takiego występuje tylko w filmach. A tu trafiło nas jak grom z jasnego nieba. I po niespełna miesiącu odbyły się zaręczyny.

Reklama

To było oczywiste, że pani się przeprowadzi do Radomska?

- Tak. Mąż od lat prowadzi tutaj swoją działalność. Ja miałam luźniejszą sytuację, bo mam kilka zawodów i mogę pracować wszędzie.

Rozumiem, że była pani tak podekscytowana życiowymi zmianami, że nie zwracała uwagi na miasto?

- Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to lasy. Już sama droga pociągiem była tak piękna i fascynująca, że nic więcej mi do szczęścia nie było potrzebne. Tu są przepiękne okolice. Po mieście zaczęłam się rozglądać później.

I co pani zobaczyła?

Reklama

- Eh… Powiem tak: nie można porównywać Radomska do dużego miasta, ale pierwsze wrażenie jest nieciekawe. Radomsko nie ma kolorów. Tu dominują odcienie szarości. Jest wielki chaos architektoniczny, nie ma spójności, łagodności, uporządkowania. To nie jest kwestia brudu, tylko kolorytu. Jest mnóstwo zieleni wokół Radomska, ale w samym mieście jej brakuje. Jestem wyczulona na detale estetyczne i pierwsze, na co zwróciłam uwagę - poznawałam Radomsko wiosną, gdy pora roku jest dla miasta najbardziej korzystna - to te szarości właśnie. Pod moim wpisem wiele osób pisało, że jak tu przyjeżdża, to wpada w depresję. Coś w tym jest. Ja im się nie dziwię. Radomsko przez swoją szarość i architektoniczne nieuporządkowanie wprowadza w stan rozedrgania i niepokoju. Ludzie kupują oczami, miasta też. Jeśli ktoś przyjeżdża z zewnątrz i widzi, jak wygląda centrum, to nie może mieć dobrego zdania. Widać, że tu nie było rewitalizacji. Pamiętam Wrocław, który był tak samo brzydki i tak samo szary, jak Radomsko. Który miał swoje strefy, do których nie wchodziło się nawet za dnia, a co dopiero po zmroku. Zmienił się spektakularnie, więc jak widać można.

Zna pani inne miasta powiatowe w Polsce? Żebyśmy nie porównywali Radomska do metropolii.

Reklama

- Przez kilkanaście lat pracowałam w dużej korporacji międzynarodowej, która miała 40 oddziałów w całej Polsce. I z racji zawodu jeździłam po kraju. Mam porównanie, wiem, jak wyglądają miasta w Polsce. Dlatego napisałam, że na tle innych miast Radomsko wypada fatalnie. Taka jest prawda. Zależności i kłopoty są podobne. Większe miasto dostaje więcej pieniędzy, ma większy budżet, większe środki zewnętrzne, ale też i większe problemy. I więcej rzeczy do zrobienia. Proporcjonalnie wychodzi na to samo. Więc ja się cały czas zastanawiam: dlaczego tu się nie udało?

Co pani wychodzi z tego zastanawiania?

Reklama

- Mnie to tak strasznie gryzie…

Rozmawia pani o tym z innymi? Co pani słyszy?

- Pierwsza odpowiedź to mentalność.

Taka mentalność, że radomszczanie lubią brzydotę?

- O coś innego chodzi. Że nie bardzo im zależy, żeby coś się zmieniło. Jak otwierano centrum handlowe, to mieszkańcy najpierw głosowali, że chcą mieć takie a nie inne sklepy, a jak się pojawiły, to mówili, że chcieliby jednak inne. No i zakupy tak czy inaczej robią w Częstochowie. Czyli nie popierają lokalnego rynku. To błąd. Trzeba myśleć długofalowo. Jeśli ktoś robi zakupy w lokalnej społeczności, to wspiera i rozwija lokalną gospodarkę.

Reklama

Kolejne wyjaśnienie?

- Błędy władz. Ale tak z drugiej strony, wszędzie są władze i wszędzie obiecują. Wgryzam się w to. Wychodzi mi, że od wielu lat najważniejsza była tu polityka, a nie spójna koncepcja rozwoju miasta. Tu przez 25 lat rządziły dwie ekipy. Jak nie ma w polityce konkurencji, to nie ma pomysłów. Choć teoretycznie powinno być tak, że długie rządy pozwalają na więcej, bo dają stabilność i można myśleć długofalowo. Ale w Radomsku coś z tą długofalowością jest nie tak. Ja jestem apolityczna, mnie nie interesuje prawa strona czy lewa strona, to nieistotne. Ważne jest z jakim skutkiem oni te kadencje przepracują. Brak zmian to chyba pokłosie mentalności radomszczańskiej, że obywatele nie reagują na to, co się dzieje.

Reklama

Mentalność, błędy władz... Coś jeszcze?

- Zauważyłam, i to mnie na początku trochę przeraziło, że ludzie tu szybko się poddają. Nie walczą. Nie chcą. Taki tumiwisizm.

Dlatego, że nie wierzą w moc sprawczą, czy to kwestia kultury społecznej?

- I to, i to. A przecież Radomsko to miasto z długą historią i walecznym charakterem. Radomszczanie tak łatwo głowy na pniu nie kładli. Ale coś się zmieniło. Wciąż się zastanawiam, co. Jak słucham moich dzieci, to one powtarzają, że tu nie ma przyszłości.

Planują wyjazd?

Reklama

- Myślą o tym. My oczywiście chcemy żeby zostali, ale przyszłość pokaże jak to się skończy.

Nie boi się pani, że tym namawianiem wyrządzi im krzywdę?

- Są dorośli, wszystko po ich stronie.

Co jeszcze panią zdziwiło w Radomsku?

- Chyba to, że przez tyle czasu tak niewiele się zmieniło. Dziwi mnie, że miasto nie jest w stanie wykorzystać swojej historii.

Dlaczego tak jest?

- Nie wiem. Ale niech mi pan wytłumaczy, dlaczego te piękne okolice, po prostu bajkowe, nie są atrakcją turystyczną. Przecież to olbrzymi potencjał.

Reklama

Jak to dlaczego? Od samorządowców usłyszy pani tak: jak za miastem, to nie nasze. My się tym nie zajmujemy. To inni.

- Jeśli w ten sposób będziemy podchodzili do zarządzania miastem, to nigdzie nigdy nie dojdziemy. Albo patrzymy globalnie i perspektywicznie, albo ograniczamy się do swojego zaścianka i spoza niego nie wychylamy nosa. Ale jeśli tego nosa nie wychylamy, to pozostajemy zaściankiem. Błędne koło.

Z jakim reakcjami spotkała się pani po swoim wpisie?

- Najbardziej podobał mi się komentarz jednego pana: wielka dama przyjechała z Wrocławia i tu wymyśla nie wiadomo co. Odpisałam mu, że damą jestem z wychowania, ale do wielkiej to mi jeszcze trochę brakuje. Rozumiem, że ludzie mogą tak patrzeć na osobę przyjezdną, która nie najlepiej się wypowiada o ich ukochanej miejscowości. Ale przecież trzeba rozmawiać.

Zwróciła pani uwagę, że większość osób przyznawała jednak pani rację? To źle wróży.

- Bardzo źle. Spodziewałam się czegoś innego. Obrony, zaprzeczania, walki. A było inaczej. To jest smutne, bo wskazuje, że coś jest z miastem nie tak. I sami mieszkańcy są przekonani, że nie warto wiązać się z Radomskiem.

Spotkała pani przez ten niecały rok ludzi bądź grupy, którzy chcieliby zrobić coś sami z siebie?

- Nie. Wszyscy są niezadowoleni i nic z tego nie wynika. Wiem, że to cecha typowo polska, bo my lubimy być niezadowoleni, lubimy narzekać, wytykać palcami, co jest źle, ale nikt palcem nie ruszy, by coś z tym zrobić. Zdaję sobie sprawę, że tak jest, ale cały czas próbuję z tym walczyć, bo to straszna cecha. Ona prowadzi do destrukcji.

Przeprowadziła się pani do Radomska, coraz lepiej je poznaje. Nie miała pani takiej refleksji: rany, co ja zrobiłam?

- Że wybrałam to miejsce? Absolutnie, ani przez moment.

Poznaje pani strukturę, kulturę, społeczeństwo Radomska i - z tego, co pani mówi - nie są to dobre informacje.

- Nie są dobre, ale uważam, że wszystko można zmienić, jeśli się chce. To, że się nie zmieniło, musi mieć jakąś przyczynę. Ja ją wciąż rozgryzam. Zwróciłam ostatnio uwagę, że jak przyjeżdżam do Wrocławia, to tam jest pełno młodych ludzi. Abstrahując od tego, że to jest miasto akademickie, to jednak widać różnice. Są matki z wózkami, młode rodziny. Tu ich nie widać. W ciepłe dni we wrocławskich parkach nie ma gdzie usiąść, wszystkie ławki zajęte. A tu brakuje takich miejsc gdzie można usiąść! Gdzie młodzi ludzie z wózkami, rodzinami, mogą się podziać? Czym Radomsko zachęca młodych żeby chcieli tu mieszkać? Według mnie są trzy podstawowe kwestie, które interesują każdego potencjalnego mieszkańca: praca, mieszkanie i komfort życia oraz miejsca, gdzie może swoje ciężko zarobione pieniądze wydać. Czy są centra handlowe, czy są restauracje, tereny rekreacyjne i wypoczynkowe?

W Radomsku jak się otwiera restauracja, to za chwile pada.

- A dlaczego?

Bo ludzie nie chcą chodzić do restauracji.

- A dlaczego?

Bo nie mają takiej potrzeby kulturowej.

- A ja myślę, że jest inny powód. Radomszczanin nie pójdzie do restauracji do Radomska, pojedzie do Częstochowy. Bo tam jest wybór, a w Radomsku nie. Przecież oboje wiemy, że w Radomsku nie ma gdzie w weekend wyjść na obiad.

Ale niech pani spojrzy na to biznesowo. Gdyby było w Radomsku zapotrzebowanie na restauracje, to byłoby ich na pęczki. Tak działa rynek. Jak nie ma, znaczy, że przedsiębiorcy nie widzą możliwości zarobku.

- A ja myślę, że głównym powodem jest mentalność.

Jak pani myśli o przyszłości Radomska?

- Jeśli zostawimy je w obecnym stanie, to nic się nie zmieni i z roku na rok będzie coraz smutniej i coraz gorzej. Weźmy sprawę Mc Donalds’a. Ktoś mi też napisał, że chcę wybrukowania wszystkich ulic i Mc Donalds’a. Ja nie jestem zwolennikiem śmieciowego jedzenia, ale wiem, że takie miejsca są atrakcyjne dla młodych.

W jaki scenariusz dla miasta pani wierzy?

- Jednak w optymistyczny. Bardzo bym chciała. Tu jest mnóstwo miejsc z wielkim potencjałem. Choćby Jatki. One są przepiękne i to, że nie zostały odrestaurowane i że nikt z tym nic nie zrobił, to jest zbrodnia. We Wrocławiu są dokładnie takie same. Ale odrestaurowane. Działają tam malutkie sklepiki rzemieślnicze, które przyciągają wycieczki, są knajpeczki, są koncerty. Ale to trzeba zrobić odgórnie, musi to zrobić albo pomóc w tym projekcie miasto. Żaden przedsiębiorca samodzielnie się na to nie porwie. Przed wejściem oglądałam na waszej klace schodowej zdjęcia międzywojennego Radomska. Oglądam też od jakiegoś czasu w internecie. Powiem panu, że Radomsko przed wojną było jednak o wiele ciekawsze niż dziś...

Oj, grubo…

- I o wiele piękniejsze.

Tak zakończymy?

- Myślę, że na razie tak...

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości