Reklama

[TEMATY ROKU GR] Przedbórz wyzwolony. Wreszcie ktoś pokazał, że nie wszystko mu wolno

Nawet ci, co się polityką nie interesują, reagują. Jak ta znajoma ostatnio. Złapała ją i powiedziała: pani Krysiu, ja się tak cieszę. Krystyna Koń przyjmuje od tych ludzi gratulacje, choć przecież nie ona skazała Naczyńskiego. Wie, że coś dobrego się zdarzyło. Taki SMS na przykład dostała: Przedbórz nareszcie wyzwolony

(Przypominamy najważniejsze tematy Gazety Radomszczańskiej w 2019 r. Tekst opublikowany w nr 17/2019)

Andrzej Andrysiak

A jak wychodzi na ulicę, to wzroku nie spuszcza.

Nie rozgląda się na boki w popłochu, nie udaje, że nie zna, dzień dobry mówi, uśmiecha się, to i ludzie się uśmiechają. No, chyba że od burmistrza są.

Reklama

Choć z tymi zakupami dzień po wyroku to chyba był błąd. Za wcześnie, za gorąco. No bo na ulicy znajoma, taka co to na dzień dobry są, lekka znajomość, listę podpisuje. A ją podkusiło i mówi: wie pani, że to nic nie da?

Wal się, cholero, słyszy, tak w twarz. Ona nie ma zwyczaju stać na ulicy i pyskować, to odchodzi. A tamta krzyczy za nią wyzwiska.

Z tą listą to też tak po przedborsku, dla picu, co by pan był zadowolony. Zbierają podpisy, że burmistrz dobry chłop, że wiele dla miasta zrobił, i ten wyrok to bez dowodów, niesprawiedliwy, a oni chcą, by znów burmistrz rządził. Bo jak demokracja jest i ludzie wybrali, to ma rządzić. Podpisują w urzędzie, w sklepach, nawet do tych co bardziej zaprzyjaźnionych prywaciarzy poszły papiery, ludzie nie odmawiają, bo szef patrzy. Co poniektóry sołtys się buntuje, że on za burmistrzem po wsi chodzić nie będzie, to zaraz się zjawia jakiś zaufany chętny i w zastępstwie po ludziach krąży. `

Reklama

Ale jak się kto zastanowi, to przecież co ma taka lista do wyroku? Wyrok prawomocny, burmistrz skazany, z urzędu rzeczy zabrał i nie wróci. A ludzie myślą, że jak podpiszą, to wróci.

Dwa tysiące podpisów zebrali, tak się chwalą. A ona wie, że burmistrz zawsze snuł opowieści dziwnej treści, więc kto zliczy, ile ich jest naprawdę? Jak kto burmistrza lubi, to i pięćdziesiąt razy się może podpisać, przecież to nie listy wyborcze, nikt weryfikować nie będzie. Albo podpisze za matkę, żonę i kochankę.

W Lewiatanie też ją zwyzywali. Ledwie kilka dni temu. Pokupiła, co miała pokupić, ale o jajkach zapomniała, to koszyk przy kasie zostawiła i wróciła na sklep. A jeden mały wredny człowieczek za jakąś kobietą zaraz się tam napatoczył, obok tego jej koszyka, i jak tylko się zjawiła, to on od razu: przybłędy się znalazły, przyjechały i rządzić chcą, nie będą tu rządzić, niedoczekanie. Niby w powietrze gada, niby nie do niej, a do niej. Wszyscy słyszą.

Reklama

I co, stanie i będzie pyskować? Średni komfort. To koszyk w rękę, do widzenia i w długą.

W innym sklepie też gadali. Też odeszła, nie słuchała, nie jest ze stali. Boi się, że nerwy jej puszczą, powie coś i będzie żałować.

Krystyna Koń nauczyła się panować nad sobą. To jej - i Iwony Prokop - dotyczyły obraźliwe SMS-y, które wysyłał Wojciech O. Sąd uznał, że stał za tym burmistrz Miłosz Naczyński i go skazał. Burmistrz już nie rządzi, w Przedborzu będą wybory.

***
A jak jej ludzie na ulicy gratulują, to się trochę dziwi.

Reklama

Przecież to sąd, nie ona. To sąd uznał, że burmistrz Naczyński namówił tego drugiego do tych obrzydliwych SMS-ów i za to go skazał. Bez wątpliwości żadnych, co podkreślił. Z jej punktu widzenia wyrok był sprawiedliwy. I tak po prawdzie, jak o całokształcie działań burmistrza w gminie pomyśli, to należało mu się. Wie, że sąd tylko tę jedną sprawę sądził, a od całokształtu są wyborcy, ale należało się.

Masa ludzi ją wspiera. Przedbórz podzielony, ale ilu się interesuje polityką? Kilkadziesiąt? Kilkaset? E…, niemożliwe, na trzytysięczne miasteczko? A tym razem nawet ci, co się nie interesują, reagowali. Jak ta znajoma ostatnio. Pani Krysiu, ja pani tak gratuluję, ja się tak cieszę, powiedziała. Mnie polityka nie interesuje, ale że wreszcie ktoś mu pokazał, że nie wszystko mu wolno. Za to wszystko co nam zrobił.

Reklama

Przyjmuje od tych ludzi gratulacje, choć przecież nie ona go skazała.

Wie, że coś dobrego się zdarzyło. Masa ludzi jest przez burmistrza pokrzywdzona, tak uważa.

Taki SMS na przykład dostała: Przedbórz nareszcie wyzwolony.

***
A choć mieszka w Przedborzu 40 lat, to wciąż jest obca.

Tak mówią o niej ci od burmistrza. A ona tu dłużej mieszka, niż niektórzy z nich żyją na świecie. Ślązaczką jest, z Rybnika. Wyszła za mąż, przeprowadziła się do Przedborza. Jak przyjechała, to nie znała praktycznie nikogo, tyle co znajomych męża.

Reklama

Wizualnie to inne miasto, ale mentalnie niewiele. Ciężkie środowisko. Uważa, że w Przedborzu jest duża tolerancja na zło. Środowisko małe, ludzie wszystko o sobie wiedzą, ale zamiatają pod dywan. Jak wybuchnie skandal, ktoś z kimś coś, to fajnie jest, bo jest o czym pogadać. Całe miasto ma jeden temat, jest sensacja. Potem wszystko przysycha, o konsekwencjach nie usłyszysz, udają, że nie było tematu.

Cztery procesy już miała o groźby karalne, poszkodowaną jest, to zmieniła trochę tryb życia, bo się obawia. Zimą, gdy ciemno, po 16 sama już nie wychodziła. To jak ją kto zapraszał towarzysko, na herbatę choćby, przysyłał szwagra czy syna, i ten szwagier czy syn ją też odwoził. No to już się dowiedziała, że się łajdaczy. Mimo, że ma tyle lat, ile ma, i noga jej się na tym tle nie powinęła. Ale ludzie od burmistrza gadają. Że się źle prowadzi, jak ten chłop z nią wytrzymuje, skoro samochody pod furtkę podjeżdżają, i to za każdym razem inny.

Reklama

Może to tylko małomiasteczkowa mentalność, biorą ludzie kogoś na widelec i gadają, ale ona uważa, że to jest sterowane.

To nie jest tak, że działa dopiero teraz, jak Naczyński nastał. Dwa razy startowała na radną, jeszcze za poprzedniego burmistrza Ślusarczyka. Słaby miała wynik, przyznaje. Jej walka zaczęła się od dzieci niepełnosprawnych, lata temu, jak jej odebrali świadczenie na niepełnosprawną córkę. Nie odpuściła, zaparła się, walczyła i odzyskała je. Długo trwało, ale sądy przyznały jej rację.

Reklama

To zaczęli się zgłaszać inni z prośbami. A to napisać podanie w podobnej sprawie, a to pokierować. W pewnym momencie miała w domu jak na dworcu kolejowym. Powiedziała: dosyć. Ale są rodziny, którym pomaga do tej pory.

Gdy internet dotarł pod strzechy, zaczęły się dyskusje. Też brała w nich udział i powie jak na spowiedzi - poskubała się z Pawłem Ziębą. On też, jak ona, nie odpuszcza Naczyńskiemu. W ostatnich wyborach radnym został. Ale wtedy ona jeszcze Naczyńskiemu wierzyła, on już wiedział, jak jest. Naczyński był wtedy w opozycji, sam jak kołek, obiecywał, że będzie jawnie, przejrzyście i uczciwie. Szybko się zorientowała, co się dzieje. Poszła do niego do gabinetu, powiedziała: co robisz, człowieku. Wtedy jej zwolnił męża z roboty, pracował w gospodarce komunalnej. Teraz burmistrz opowiada, że to dlatego jest przeciw niemu.

Reklama

Ale spokojnie, nie zdechli z głodu, żyją.

To wtedy zgadała się z Ziębą.

***
A do tych procesów, to choć cztery ich ma, to wcale się nie przyzwyczaiła.

Pierwszy był ten Wojciecha O. co pisał jej te ohydne SMS-y. Skazany, ale sędzia nie odpuścił i do prokuratury skierował sprawę przeciw burmistrzowi, bo ten wątek na rozprawie wyszedł. To drugi, ten najgłośniejszy, co się skończył skazaniem Naczyńskiego.

W międzyczasie był jeszcze były radny, bardzo bliski współpracownik burmistrza. Też jej groził. A to że jej głowę utnie, a to zastrzeli. Na ulicy trąbił za nią, a jak się odwracała, to pokazywał, że łeb obetnie.

Reklama

Zgłosiła te groźby na policję, bo nauczyła się już i zgłasza wszystkie zdarzenia. Najpierw rozmawiała z dzielnicowym, poprosiła: panie, weź pan do niego pojedź, pogadaj, niech on mnie nie zaczepia.
Zaczepiał dalej. W dodatku sam poszedł na policję, że obraziła go gestem, fuck you że niby mu pokazała, podczas wykonywania przez niego obowiązków radnego, czym osobę publiczną obraziła. Podał 28 osób na świadków, wszystkich, co byli na sesji. Nikt nie potwierdził. Sprawę umorzono. Potem jeszcze jedno doniesienie złożył, też umorzone.

Ona zgłosiła jego działania prokuraturze. Powiedziała, że musi, bo radny jutro przyjdzie, że mu krowę ukradła, a ona nawet nie wie, czy on ma krowę. I w pewnym momencie prokuratura połączyła te wszystkie zgłoszenia, przeanalizowała, przesłuchała i postawiła radnemu zarzuty. Poszło do sądu, czekało ponad rok, aż ona poszła do prezes sądu i powiedziała, że nie wytrzymuje już nerwowo, bo tamten wcale nie odpuszcza. Wtedy wyznaczono termin. 20 września zaczął się proces, w ubiegłym tygodniu miał być wyrok, ale sędzia jeszcze będzie przesłuchiwał.

Jak akt oskarżenia czekał w kolejce, to zachowanie radnego się nie zmieniło, dalej groził.

Zdarzyło się, że była z mężem w ogródku, tamten przejeżdżał, zwolnił, pokazał, że jej łeb utnie i odjechał. Mąż to widział. Zgłosiła zdarzenie na policję. Ta przekazała sprawę do Kobiel, tam poszło błyskawicznie: policjant ich przesłuchał, sprawa trafiła do sądu. I ten proces ruszył w kwietniu. No to razem cztery procesy są właśnie.

***
A jak ma myśli, żeby się wycofać, to czeka, aż jej przejdą.

Bo z takim radnym - nie twierdzi, że był podżegany, ale jego działanie miało akceptację. Jak na sesji się jej czepiał, to ci od burmistrza się śmiali.

Denerwuje ją, jak ludzie mówią, że pijany przewodniczący na sesji to nic takiego i nic się nie stało. Prawda, nikt od tego nie umarł, ale czy tego tylko chcemy od władzy? Burmistrz zrobił zalew, kwiatki na rombie są, chodnik pozamiatany. I co, tyle? Jak się jest na świeczniku, jest się pod obserwacją. Poprzedni burmistrz Ślusarczyk też był, wszyscy poprzedni byli. I miały władze swoich zwolenników i przeciwników. Ale takiej awantury, takiego podziału, tak drastycznych efektów tego podziału nie było nigdy.

Nie chce, żeby ludzie się bali. Opowie: zgaduje się na ulicy ze znajomą jedną czy drugą, gadają chwilę o takich tam nieskomplikowanych sprawach, a tu przejeżdża burmistrz. Zwalnia, szybę otwiera i patrzy tak, że tamta nie wie, gdzie oczy schować. Tak znak daje: widzę, że z Koniową gadasz. I ten człowiek od razu cały zestrachany, bo jak nie on w urzędzie bądź jednostce podległej pracuje, to może syn albo szwagier. I ucieka zaraz. Czy ten człowiek ma z powodu pogaduszek z Koniową problemy, czy sobie wyobraża, że będzie miał, nie ma znaczenia. Ważne, że się boi. Tak to działa.

Niektórzy jej znajomi mówią, że tu w Przedborzu jest chów wsobny, wszystko we własnym sosie, ona się denerwuje i chciałaby, żeby myśleli inaczej. Jest bardzo szczęśliwa, że jej dzieci stąd wyjechały, bo ludzie burmistrza nie mają broni, żeby ją dziećmi szantażować. W pracy, w szkole. To nie jest tak, że jak ona nie pracuje, to już jej nie sięgną. Szwagier, matka, dziecko, siostra - tak to działa. I działa doskonale.

A może działało? Może coś się jednak zmieni?

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości